Giro Rosa 2019. Annemiek Van Vleuten i długo nic

Annemiek Van Vleuten wygrała Giro Rosa z olbrzymią przewagą nad rywalkami i potwierdziła status najlepszej specjalistki w wyścigach etapowych.

36-letnia zawodniczka, która w 2016 roku na trasie igrzysk olimpijskich doznała poważnej kontuzji, w ostatnich dwóch-trzech latach wskoczyła na jeszcze wyższy poziom niż reprezentowany przed sezonem olimpijskim. Holenderka z Mitchelton-Scott już wtedy była zawodniczką utytułowaną, jednak wyniki z lat 2017, 2018 i ostatnich sześciu miesięcy wynoszą ją na piedestał.

Dwie wygrane w Giro Rosa (2018 i 2019), podium tegoż wyścigu (2017), a także 6 etapowych wygranych na jego trasie to sukcesy najważniejsze, a do tego dochodzą dwa tytuły mistrzyni świata w jeździe indywidualnej na czas (2017 i 2018), dwa triumfy w Boels Rental Ladies Tour (2017 i 2018), dwa zwycięstwa w La Course (2017 i 2018), a także Strade Bianche (2019) i Liege-Bastogne-Liege (2019). Van Vleuten seryjnie zajmowała też miejsca na podiach najważniejszych klasyków, co w peletonie uczyniło ją obok Anny van der Breggen jedną z dwóch najlepszych zawodniczek.

W historii Giro Rosa po raz ostatni wygrać dwie edycje z rzędu udało się Marianne Vos. Holenderka dokonała tego w latach 2010-2011. Wcześnie udawało się to Fabianie Luperini (1995-1998), Joanie Somarribie (1999 i 2000) i Edicie Pučinskaitė (2006 i 2007).

Van Vleuten, podobnie jak przed rokiem, zdominowała rywalizację na górskich etapach i odcinku jazdy indywidualnej na czas. Tym razem górski odcinek do Lago di Cancano wygrała z przewagą blisko 3 minut, na czasówce dzień później drugiej Annie van der Breggen dołożyła niemal minutę. Wczoraj natomiast, na ostatnim górskim etapie, zaatakowała 11 kilometrów przed metą i choć zajęła drugie miejsce, zdołała jeszcze powiększyć przewagę nad rywalkami.

Druga wygrana to bardzo fajne uczucie, tym bardziej, że czułam się trochę lepiej niż przed rokiem. Dziś czułam się naprawdę wyluzowana jadąc z całym zespołem. To było fantastyczne Giro Rosa

– powiedziała na zakończenie zmagań w Udine.

W klasyfikacji generalnej liderka Mitchelton-Scott o 3 minuty i 45 sekund wyprzedziła Annę van der Breggen a trzecią Amandę Spratt o 6 minut i 55 sekund. Czołowa dziesiątka ledwie zamknęła się w 10 minutach, a Van Vleuten wygrała też klasyfikacje punktową i górską.

To kolejne spełnione marzenie, ale także zrealizowany cel sezonu. Pracowałam na to bardzo ciężko i cieszę się, że to zaprocentowało. Cały zespół był świetnie przygotowany, znaliśmy trasę, wiedziałyśmy, co robimy. Presja oczywiście byłą odczuwalna, ale dzięki temu wygrana jest tym bardziej wyjątkowa.

Van Vleuten imponowała przygotowaną formą, na trasie zdając się ścigać w innej lidze niż rywalki. Holenderka do Giro Rosa przygotowywała się na Teneryfie, na treningach jeżdżąc m.in. z zawodnikami Astany, a przed krajowymi mistrzostwami we włoskim Livigno.

Myślę, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dużo Annemiek poświęciła by odnieść to zwycięstwo. Przygotowywała się niezwykle profesjonalnie, przykładała uwagę do najmniejszych szczegółów i to odbiło się na formie i przygotowaniach ekipy. To był bardzo duży wysiłek całej grupy, tym milszy jest widok "Spratty" na podium

– ocenił dyrektor sportowy ekipy, Matt Vestby.

Van Vleuten na ostatnim górskim etapie nie musiała robić wiele. Jej przewaga nad najbliższymi rywalkami liczona była już w minutach, a Holenderce pozostawało rozwój wydarzeń kontrolować. 36-latka zaatakowała jednak wcześnie rozbijając grupkę i w kłopoty wpędzając trzecią w klasyfikacji generalnej Katarzynę Niewiadomą (Canyon-SRAM).

Zaatakowałem wcześnie, bo chciałem pomóc Amandzie w zdobyciu miejsca na podium. Chciałam utrudnić życie rywalkom i urwać Kasię Niewiadomą oraz Lucindę Brand. Cieszę się, że to mi się udało

– mówiła na szczycie Malga Montasio.

Holenderka na mecie zameldowała się 17 sekund za Van der Breggen, ale jej atak rozbił grupkę faworytek i umożliwił Amandzie Spratt wskoczenie na podium wyścigu.

Robiłam co mogłam, ale padłam na ostatnim kilometrze, nie miałam już siły po 11 kilometrach wspinaczki pod wiatr. Jasne, wolałabym wygrać, ale Anna była mocniejsza. Kiedy usłyszałam, że Amandzie się udało, poczucie zawodu natychmiast minęło. Wspierała mnie każdego dnia i cieszę się, że udało jej się skończyć rywalizację na podium.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: