Tour de France. Julian Alaphilippe: "nie mogłem sobie tego wymarzyć"

Julian Alaphilippe

Julian Alaphilippe kontynuuje swój bajeczny sezon. Kolarz Deceuninck-Quick-Step w wielkim stylu ograł rywali trzeciego dnia Tour de France i sięgnął po żółtą koszulkę.

27-latek niemal z każdego wyścigu wyjeżdża z choć jednym sukcesem – na Colombia 2.1, Itzulia Basque Country i Critérium du Dauphiné jego łupem za każdym razem padał jeden z odcinków, a na Tirreno-Adriatico i Vuelta a San Juan dwukrotnie wpisał się na listę zwycięzców. Ponadto triumfował na Strade Bianche i Flèche Wallonne.

Dziś śmiałym atakiem na pagórkowatej końcówce Tour de France znów pokazał swój błysk i metę w Épernay przeciął jako pierwszy.

To rekompensata za prace i pokonaną drogę. Musiałem wykonać wiele pracy, żeby spróbować to osiągnąć i udało się. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby to pojąć, ale to jeden z najpiękniejszych momentów mojej kariery. Wygrana na Tourze jest zawsze wyjątkowa, ale w taki sposób, i jeszcze zgarniając koszulkę... nie mogłem sobie tego wymarzyć

– podkreślił podopieczny Patricka Lefevere'a w rozmowie z "L'Equipe".

Francuz już od początku rywalizacji dawał znaki, że oprócz walki o etapowy skalp chciałby również przejąć żółtą koszulkę. Pierwszego dnia nie miał szans ze sprinterami, a wczoraj, na drużynówce w Brukseli, jego ekipa Deceuninck-Quick-Step zajęła co prawda trzecie miejsce, lecz ze stratą tylko 21 sekund do zwycięskiego Jumbo-Visma. Przez to Alaphilippe rozpoczął dzisiejszy etap jako 11. kolarz klasyfikacji generalnej, 31 sekund za liderującym Mike Teunissenem. Wydawało się, że ciężko mu będzie wskoczyć na pierwsze miejsce.

Francuz ruszył na stromym Côte de Mutigny i dzięki spokojnej jeździe przez ostatnie 16 kilometrów zdołał wypracować sobie wystarczającą przewagę nad peletonem. W tym nie było już Teunissena, a różnica okazała się wystarczająca przejąć żółtą koszulkę. Pomogły mu również bonifikaty, zarówno zgarnięte na mecie, jak i na szczycie ścianki Mutigny.

Tym samym Alaphilippe został pierwszym od 2014 roku liderem Tour de France pochodzącym z kraju nad Sekwaną. Ostatnim był Tony Gallopin, który prowadził przez jeden dzień.

Myślałem, że będzie zbyt ciężko zdobyć koszulkę. Tak naprawdę nie miałem w planach ruszyć tak wcześnie, ale czułem się dobrze przez cały dzień i pojechałem instynktownie. Poprosiłem Driesa [Devenynsa] żeby pojechał Mutigny na czele, żeby zobaczyć, co się dzieje na szczycie. Trochę sprawdziłem rywali, spokojnie przeanalizowałem sytuację i w końcu depnąłem. Szybko widziałem, że mam małą przewagę i starałem się jak najdłużej utrzymywać wysokie tempo

– podkreślił.

Alaphilippe nieco pesymistycznie podchodzi do swoich szans na utrzymanie pierwszego miejsca. Jutro czeka go niemal całkowicie płaski etap do Nancy, zaś w środę powinien sobie poradzić z pagórkami na trasie do Colmar. Czwartek to jednak pierwsze górskie wyzwanie w Wogezach, z metą na La Planche des Belles Filles, na którym walczyć powinni faworyci wyścigu.

Francuz jednak nie zamierza szybko złożyć broni.

Jestem realistą i wiem, że ciężko będzie utrzymać koszulkę. Ryzykuję strzelenie na La Planche des Belles Filles. Ale będę walczył i chcę wykorzystać każdy dzień. Osiągnąłem wszystkie cele, które ustaliliśmy na ten rok

– tłumaczył 27-letni Francuz.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: