Giro Rosa 2019. Dramat Kennedy, głód Vos, spokój Niewiadomej

Marianne Vos

Lucy Kennedy była o krok od glorii zwyciężczyni etapowej Giro Rosa. Australijka zwycięstwo na ostatnich metrach trzeciego etapu straciła na rzecz Marianne Vos, ale cała akcja jest tylko przygrywką do kolejnej batalii o różową koszulkę.

Australijka, dotychczas na podjazdach pracująca na liderki grupy Mitchelton-Scott, w tym sezonie otrzymała więcej miejsca. Dla zespołu wygrała baskijski klasyk Durango-Durango Emakumeen Saria oraz klasyfikację generalną i etap Women's Herald Sun Tour, a także zapisała na jego koncie drugie miejsca w Women's Tour Down Under i Cadel Evans Great Ocean Road Race.

Na trasie Giro Rosa jej rolą jest wspieranie broniącej tytułu Annemiek van Vleuten oraz Amandy Spratt. Taki też charakter miał jej atak na podjeździe do Piedicavallo. 28-latka samotnie zmierzała na metę usytuowaną na szczycie niezbyt stromego, acz zakończonego brukowym fragmentem podjazdu. Widziała już metę, rozpoczynała już gest triumfu, wytraciła rozpęd. I wtedy nieprawdopodobne stało się faktem.

Marianne Vos wyrosła znikąd i wchodząc po wewnętrznej stronie łuku zdołała wydrzeć Australijce zwycięstwo na ostatnich 2-3 metrach etapu.

200 metrów pomyślałam, że muszę ruszać, zobaczymy co mi się uda. Nie wiem do końca co stało się na ostatnich 100 metrach

– przyznała Holenderka, która przed ceremonią przeprosiła rywalkę.

Dla Vos to 23. w karierze etapowe zwycięstwo na trasie Giro Rosa.

Przed startem zrobiliśmy szybki rekonesans końcówki z Marianne i Asheigh. To była ta sama końcówka co w sobotę, tylko jeszcze bardziej pod górę i z finałem na kostce. Wiedzieliśmy, że sobie tam poradzi

– tłumaczył Jeroen Blijlevens, dyrektor sportowy zespołu CCC-Liv.

Co ciekawe, Vos na 10 kilometrów przed metą musiała zmieniać rower po defekcie, ale to nie przeszkodziło jej w zwycięskiej szarży.

Kennedy nie bardzo wiedziała co powiedzieć po takim zakończeniu etapu.

Zaatakowałam i nie oglądałam się za siebie. Na drugim etapie też próbowałam, ale może nie poświęciłam temu wszystkich sił, może nie wierzyłam, że mi się uda. Fajnie było dziś dostać szansę. Na samym końcu obejrzałam się i pomyślałam, że wygrałam, mój pierwszy sukces w wyścigu WorldTour. Gdy wznosiłam rękę ku niebu, Vos wpadła na metę przede mną. Byłam zdruzgotana

– wyjaśniła.

Jestem oczywiście niezwykle zawiedziona, ale to także mój najlepszy wynik. Nigdy wcześniej nie stałam na podium wyścigu WorldTour, więc z tego się cieszę. Wyścig był niezwykle wyczerpujący, trasa prowadziła po wąskich drogach. Miałam trochę problemów z pozycją w peletonie, ale na ostatnim podjeździe miałyśmy plan by atakować z Amandą Spratt na 3 kilometry przed metą, gdy robiło się stromiej. Atak miał na celu rozciągnięcie grupy i ułatwienie Annemiek walki w klasyfikacji generalnej.

Triumf Vos na dwóch etapach i dramat Kennedy to póki co pierwszoplanowe wydarzenia, jednak w ich cieniu powoli szykuje się walka o podium wyścigu. Prowadząca w walce o różową koszulkę Katarzyna Niewiadoma (Canyon-SRAM) w klasyfikacji generalnej ma 20 sekund przewagi nad Dunką Cecilie Uttrup Ludwig (Bigla) oraz 25 sekund nad Vos, 45 sekund nad Moolman-Pasio (obie CCC-Liv), 47 nad Van Vleuten, 52 nad Spratt, 1:04 nad Anną van der Breggen (Boels Dolmans) i 1:39 nad Elisą Longo Borghini (Trek-Segafredo).

Różnice te powstały na etapie jazdy drużynowej na czas, która w piątek otworzyła zmagania. Mistrzynie świata w tej konkurencji, zawodniczki Canyon-SRAM, wygrały tę próbę, nieco niespodziewanie na 18 kilometrach o ponad minutę dystansując zespoły Boels Dolmans i Mitchelton-Scott.

Niewiadoma, która na drugim odcinku niegroźnie upadła na 5 kilometrów przed metą, a wczoraj nie rywalizowała na finiszu, prowadzenia póki co broni dość swobodnie. Zawodniczki takie jak Amanda Spratt, Annemiek van Vleuten i Anna van der Breggen straty odrobić będą jednak chciały na etapach piątym, z metą na Torri di Fraele, oraz na szóstym odcinku, górskiej jeździe na czas.

Jestem dumna z ekipy i tego jak razem jechałyśmy. To była wariacka końcówka, kiedy Vos rozpoczęła sprint i odfrunęła niczym rakieta, straciłam kilka pozycji, ale udało mi się utrzymać w pierwszej grupce

– komentowała Polka.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: