Critérium du Dauphiné 2019. Podbudowany Tejay van Garderen gotowy do pracy

Tejay van Garderen (EF Education First) drugim miejscem w Critérium du Dauphiné udowodnił swoje wspaniałe możliwości jazdy w górskim terenie i za trzy tygodnie będzie gotów wspierać Rigoberto Urana na trudnych odcinkach Tour de France

Przez lata wydawało się, że Amerykanina od uzyskiwania dobrych wyników powstrzymuje jakieś fatum. Odkąd zaczął być liderem na trzytygodniówki niemal zawsze, gdy plasował się w czołówce, nadchodził czarny dzień, po którym notował wyraźny spadek.

Do tego grona zalicza się przede wszystkim siedemnasty etap Tour de France z 2015 roku, który rozpoczął na drugiej lokacie, a ostatecznie ukończył w samochodzie swojej ekipy, rezygnując z rywalizacji z powodu choroby. Jako powód słabszych wyników podawano również nadmierną presję.

Tour de France 2015: Tejay van Garderen: "myślałem, że to zły sen"

Od tego czasu urodzonemu w Tacomie Van Garderenowi brakowało dużo, aby poprawić piąte miejsca z "Wielkiej Pętli" w 2012 i 2014 roku. Co prawda dwa lata temu dojechał do mety Vuelta a España na dziesiątej pozycji, lecz na Tour de France był cieniem samego siebie, w 2016 roku zajmując 29. lokatę.

Zmiana w jego obowiązkach nastąpiła przed rokiem, w ostatnim sezonie spędzonym w barwach BMC Racing Team. Zwycięzca Tour of California z 2013 roku i USA Pro Challenge z 2013 i 2014 roku stał się głównym pomocnikiem Richiego Porte'a, a w tym roku, po transferze do EF Education First, podczas Tour de France wspierać będzie Rigoberto Urana.

Na trasie Critérium du Dauphiné 30-latek dostał jednak szansę, aby razem z Michaelem Woodsem walczyć na własne konto. Wykorzystał ją, kończąc wyścig tylko za zwycięskim Jakobem Fuglsangiem (Astana).

Jestem zadowolony z tego wyniku. Dauphiné jest bardzo prestiżowym wyścigiem i miejsce na podium pokazuje mój wysoki poziom. To miła zachęta przed Tourem, gdzie będę wspierał Urana

– tłumaczył w komunikacie prasowym swojej ekipy.

Po spokojnym przejechaniu pierwszych trzech etapów, Amerykanin po raz pierwszy pokazał pazur podczas czasówki, na której wykręcił drugi czas, wyprzedzając kilku specjalistów od samotnej walki ze stoperem. Awansował dzięki temu na trzecią lokatę w generalce, którą utrzymał po pierwszym górskim etapie, z metą w Les Sept Laux-Pipay. Tam, w rzęsistym deszczu, przeciął kreskę niewiele za pozostałymi faworytami.

Z kolei na ostatnim odcinku, z metą w Champéry, dojechał on razem z najgroźniejszymi rywalami i po wycofaniu się Adama Yatesa (Mitchelton-Scott) awansował na drugi stopień podium. Do zwycięstwa zabrakło 20 sekund.

Ta czasówka była asem w moim rękawie. Dobrze się wspinam, ale nie jestem na tym samym poziomie co większość 60-kilogramowców. Jazdy na czas mogą w moim przypadku zrobić wielką różnice

– podkreślił.

Tym wynikiem Van Garderen pokazał, że osiągnął już dobrą formę, a biorąc pod uwagę jego doświadczenie z największych imprez, będzie on kluczowym pomocnikiem kolumbijskiego lidera w kolejnym wyścigu nad Sekwaną.

Uran co prawda nie zapisał w tym sezonie godnych uwagi wyników, ale do Francji zmierza z ambicjami walki o czołowe pozycje. Kolumbijczyk ostatnie kilometry wyścigowe łapał będzie w najbliższych dniach podczas La Route d'Occitanie (2.1).

Ekipa była wspaniała przez cały tydzień. Młodsi zawodnicy wykonali krok do przodu i pojechali dużo dojrzalej, niż zwykle, a weterani ekipy uspokajali i kręcili w swojej roli. Woods jechał agresywnie, co cieszyło, było piękne i pomocne. Szkoda, że po drodze straciliśmy Mike'a i Alberto, bo mogło to doprowadzić do ciekawych układów taktycznych

– komentował Van Garderen.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: