OVO Energy Women's Tour 2019. Małgorzata Jasińska: "nie mam sobie nic do zarzucenia"

Małgorzata Jasińska po nerwowym odcinku OVO Energy Women's Tour opowiada o wrażeniach z Anglii, pierwszej części sezonu i swoich planach na kolejne starty.

Trzeciego dnia rywalizacji w Wielkiej Brytanii panie pokonały odcinek po okolicach doliny Tamizy, na którym wyrosły pierwsze poważniejsze trudności. Co prawda zakończył się on sprintem, lecz wcześniej na trasie doszło do kilku upadków, które poważnie wpłynęły na rywalizację. Z rywalizacji wycofały się m.in. liderka Marianne Vos (CCC-Liv) czy Trixi Worrack (Trek-Segafredo).

[Było] bardzo nerwowo. Wyścig niby spokojny, ale było bardzo dużo kraks, widać było nerwowość w peletonie

– opisywała Jasińska w rozmowie z "Rowery.org" na mecie.

Najpoważniejszy incydent miał miejsce około 70 kilometrów przed metą i zatrzymał rywalizację na czterdzieści minut.

Pół peletonu wyłożyło się, no i musiałyśmy czekać aż te dziewczyny, które bedą kontynuować jazdę dojadą do grupy, no i... z tego co wiem, cztery zawodniczki nie skończyły wyścigu

– opowiadała Polka.

35-latka przyjechała do Anglii po nieokraszonej wybitnymi wynikami pierwszej połowie sezonu, w której co najwyżej zajęła 7. miejsce w kobiecym Le Samyn. Poza tym nie ukończyła żadnego etapu w czołowej dziesiątce, nie wstrzeliła się też do czołówki generalek wyścigów, w których uczestniczyła. Dla porównania, w pierwszej połowie ubiegłego sezonu – pierwszego w barwach Movistar Team – wywalczyła szóstą lokatę w Ronde van Vlaanderen i siódmą pozycję w Dwars door Vlaanderen.

Przygotowania piątej zawodniczki ubiegłorocznych mistrzostw świata zakłócił upadek na trasie Gandawa-Wevelgem oraz kłopoty rodzinne przed ardeńskimi klasykami. Jasińska z początku sezonu nie jest zadowolona, ale zdaje sobie sprawę, że na prezentowaną dyspozycję wpływa więcej czynników niż tylko nawet najsumienniej wykonane treningi.

Wiadomo, że zakładałam i marzyłam o lepszym starcie, wiele czynników wpływało na to, że... no niestety się nie udało. Ale ja wiem, że ze swojej strony nie mam sobie nic do zarzucenia. Co prawda brakowało... nie powiem szczęścia, ale dużo czynników wpłynęło na moją sytuację, zarówno psychiczną, jak i fizyczną

– podkreśliła.

Noga się rozkręca, mam nadzieję, że... jutro jeden z cięższych etapów, więc pierwszy taki poważny sprawdzian.

Teraz Polka patrzy z większym optymizmem na przyszłość. Po zakończeniu sezonu klasyków w kwietniu przez miesiąc nie startowała, a następnie przystąpiła do Emakumeen XXXII.Bira, który ukończyła na 34. miejscu. Start w OVO Energy Women's Tour jest z kolei kolejnym na toku przygotowań do kilku innych poważnych imprez, które Jasińska zaliczy w najbliższym czasie. W czerwcu zawodniczka Movistar Team akcent położy na dwóch ważnych jednodniówkach, zaś potem pojedzie na najważniejszą etapówkę w kalendarzu pań.

Plany są bardzo intensywne, ponieważ wracam, jadę na Igrzyska Europejskie, do Mińska, tam jadę również czasówkę. Mistrzostwa Polski, no i po mistrzostwach Polski Giro Rosa

– zapowiedziała.

Czasówka na białoruskich szosach poprzedzi o pięć dni rywalizację w mistrzostwach Polski na szosach Warmii i Mazur, gdzie Jasińska będzie bronić wywalczonego przed rokiem tytułu mistrzyni kraju. Wówczas po samotnym ataku zdecydowanie pokonała rywalki i po raz czwarty w karierze zdobyła biało-czerwony trykot, w którym jeździła przez ostatnie dwanaście miesięcy.

Polka ma jednak w planach walkę o piąty tytuł i chce udowodnić, że wciąż wie, jak dominować konkurencję na pagórkowatym terenie.

Mnie się wydaje, że każda z nas chce zdobyć tę koszulkę. Ja miałam przyjemność jeżdżenia w niej, ale... powiem tak - nie oddam jej za darmo i będę walczyć

– zakończyła.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: