Różowe historie Piotra Ejsmonta: etap 14. W cieniu Monte Bianco

Najświeższe, różowe historie przytaczane przez Piotra Ejsmonta łączy Dolina Aosty. To z niej pochodził wybitny Maurice Garin, Oriana Fallaci oraz znakomity deser "Montebianco".

Rower: O tym, jak mały kominiarz zszedł z drabiny i przesiadł się na rower

W XIX wieku rejon pogranicza Włoch z Francją był jakby zapomnianym światem. Komunikacja była szczególnie utrudniona w okresie zimy. Zamieszkiwali tam katolicy mówiący po włosku oraz kalwini wysławiający się po francusku. Głębokie doliny górskie sprawiały, że słońce zaglądało w nie dopiero po południu. Przedtem panował półmrok. Z gór często schodziły lawiny, więc ludność nauczyła się żyć w ciszy.

Wiedziano, że wystarczył nieraz lekki powiew wiatru, by z góry zeszła śmiertelna fala śniegu. W okresie lawin nie trzaskano drzwiami, nie wbijano gwoździ, dzieciom zabronione było śmianie się i krzyki, w kościele ksiądz mówił półgłosem, kościelne dzwony milczały. Większość mieszkańców była z przymusu milczkami.

W Dolinie Aosty, w miejscowości Arvier, żyła rodzina Clementa Maurice’a Garina. Był on rolnikiem i w wieku dopiero 36 lat ożenił się z 19-letnią Maria Teresą Ozellą, która pracowała w jedynym w miasteczku hotelu. Najpierw urodziły się im 3 córki: Virginie, Clotilde i Odlie, a 3 marca 1871 roku przyszedł na świat pierwszy syn Maurice. Po nim byli jeszcze Joseph Isidore, Francois Ambroise, Marie Sylvie i na koniec Claude Cesar.

W Arvier mieszkało wtedy około 1250 ludzi. Bieda była ogromna. W domach nie było łóżek. Zimą spało się na słomiankach, a latem na sianie. Głównym pożywieniem były kasztany i ziemniaki. Jedynym wyjściem, by wyrwać się z tej nędzy była emigracja - albo do pobliskiej Francji, albo do dalekiej Ameryki. Wydostanie się z kraju odbywało się nielegalnie. Często całymi rodzinami albo pojedynczo. Nie wszystkim udawało się przejść przez góry żywo.

Gdzieś w okolicach 1885 roku przez granicę przeszedł po kryjomu Maurice. Pomógł mu w tym naganiacz, który rekrutował małych chłopców do pracy we Francji jako pomocników kominiarzy. Mali byli w cenie, bo dawali radę prześliznąć się przez ciasne kominy. Rodzice Maurice’a mieli jakoby jako rekompensatę za syna dostać krąg sera.

Praca była sezonowa. Trwała tyle co sezon grzewczy, od jesieni do wiosny. Na lato mali kominiarze wracali do swych domów we Włoszech. Codziennie musieli pracować do 14 godzin. Zapłaty nie widzieli na oczy, bo mistrz kominiarski przesyłał rodzinie chłopca bezpośrednio pieniądze o wartości jednego cielaka. Swoim małym pracownikom zapewniał ubranie, jedzenie i nocleg.

Po czasie we Francji zabroniono zatrudniania do pracy dzieci, ale na początku dotyczyło ono rodowitych Francuzów, a nie przemycanych dzieci z zagranicy. Śladem Maurice’a poszli jego bracia. Nie poszczęściło się Jospephowi Isiodre, który zmarł w nędzy w wieku 16 lat w Noyens.

Maurice pracował jako kominiarz najpierw w Sabaudii, a w 1886 roku przeniósł się na północ do Reims. Potem przez 3 lata pracował w Belgii, dlatego początkowo niektórzy uważali go za Belga. Wrócił do Francji i osiedlił się w Maubeuge na północy. Kiedy w 1889 roku zmarł mu ojciec, Maurice poprosił matkę i pozostałych 7 rodzeństwa, by dołączyli do niego. Miał dopiero 20 lat, ale to on został szefem rodziny. Decydował sam o sobie. Zmienił zawód na kowala i za 405 franków, co stanowiło 2 jego miesięczne pensje, kupił sobie rower.

Początkowo Maurice używał tego roweru dla przejażdżek po mieście i okolicach i wcale nie miał jeszcze zamiaru zostać kolarzem. W 1892 roku sekretarz miejscowego klubu kolarskiego namówił go na start w wyścigu do Hirson i z powrotem, który liczył 200 km. Maurice ukończył go na 5. miejscu i zrozumiał, że może być kimś innym niż kominiarzem czy kowalem. Zaczął regularnie trenować. Każdego wieczoru po pracy wyjeżdżał rowerem. Rok później kupił sobie lepszy rower za kwotę 850 franków. Przed wszystkim był lżejszy i ważył 16 kg, a nie ponad 20. Dla Maurice’a było to istotne, bo sam ważył 61 kg przy wzroście 165 cm.

Niedługo potem wystartował w wyścigu wokół Namur. Udała mu się samotna ucieczka, ale w okolicach Dinan miał defekt. Nie chciał tracić czasu na naprawę, więc porwał rower jednemu z pomocników innego zawodnika. Zrabowany rower oddał dopiero na mecie, gdzie dojechał z przewagą 10 minut nad drugim zawodnikiem. W tym samym roku wygrał w Paryżu na torze wyścig na 800 km. Maurice z każdym rokiem stawał się coraz bardziej znanym zawodnikiem. Był człowiekiem inteligentnym, więc miał swój patent na opony: wzmacniał je w środku sznurkiem, z którego wykonywano knoty do lamp naftowych.

W 1894 roku Garin zdecydował się zostać zawodowcem. Przeprowadził się do Roubaix. W tym roku wygrał 24-godzinny wyścig w Liege. Sławę przyniósł mu rok później rozgrywany w Paryżu na torze Arts Liberaux wyścig 24-godzinny organizowany przez „Le Velo”. Był to wyścig z pomocnikami, którzy poruszali się na rowerach, tandemach, trójkołowcach. Rozegrany był w lutym, w pełni zimy. Wszystkich rywali zmogło zimno. Tylko Garin kręcił w równym tempie kółka, przejeżdżając 701 km. Poza nim tylko jeszcze jeden zawodnik ukończył zawody. Był to Anglik Williams, który przejechał o 49 km mniej.

Garin wyjawił potem, że unikał tego co robili jego konkurenci, którzy nadużywali picia czerwonego wina. On wypił 19 litrów gorącej czekolady, 7 litrów herbaty, 5 litrów kleiku z tapioki, filiżankę kawy z szampanem, zjadł 8 żółtek z jaj, 45 kotletów, 2 kg ryżu na mleku i na koniec trochę ostryg. Miał 24 lata i jeszcze nikt nie wiedział, jak wpisze się do historii kolarstwa.

Literatura: Tajemnice Doliny Aosty

Prapradziadek słynnej reporterki Oriany Fallaci był rewolucjonistą z Polski. Na imię miał Stanisław, ale nie wiadomo, czy jest to prawda. Tak samo nieznane jest jego nazwisko. Fallaci mówiła, że to mógł być Gurowski, Rogowski, Zakowski albo jeszcze ktoś inny, bo podróżował na fałszywych papierach. Pochodził z Krakowa, był arystokratą i pojawił się w Turynie z misją, żeby szukać pieniędzy na wsparcie powstania narodowego.

W owym czasie Piemont i część Polski były w granicach tej samej monarchii Austro-Węgier. Problemy Piemontczyków i Galicjan były podobne, ale misja Stanisława nie przyniosła spodziewanych dużych wyników. Zamiast tego spotkała go wielka miłość do młodej dziewczyny Marguerite, która mieszkała w tym samym co on domu. Zaszła w ciążę, a Stanisław został nagle odwołany do Krakowa.

Podczas próby wzniecenia powstania prawdopodobnie zginął w 1846 roku. Marguerite miała wielki problem. Ona i Stanisław byli różnego wyznania religijnego. Nie miała jeszcze 18 lat i poczęcie nieślubnego dziecka z ojca o innym wyznaniu groziło jej procesem sądowym oraz dotkliwymi karami.

Z pomocą przyszła jej ciotka, która wywiozła ją szybko w trudno dostępne okolice Aosty. Ulokowała ją w małej wiosce, w jednym z domostw. Tam na świat przyszła praprababcia Oriany, Anastasia. Gospodarze domostwa udawali, że nowe dziecko to ich córka, ale i tak wszyscy znali prawdę, tylko jej nie rozpowiadali.

Marguerite zmarła w 1848 roku. Kiedy Anastasia dorosła, wróciła do ciotki w Turynie. Była piękna i robiła furorę na tamtejszych salonach. Tak jak matka, również ona miała nieślubne dziecko. Ukryła je w Emilii Romanii. Do dziś pozostaje wielką tajemnicą rodziny to, kto był ojcem. Przypuszcza się, że mógł to być hrabia Cavour. Anastasia wyjechała do Ameryki, z której po latach powróciła jako bogata, niezależna kobieta. Odzyskała już dorosłą córkę. Niecałe 100 lat potem urodziła się Oriana.

Przysmak (autorstwa Joanny Ejsmont): Biała Góra – przysmak z kasztanów i bitej śmietany

Mont Blanc, Monte Bianco lub Biała Góra to najwyższy szczyt Alp oraz najwyższy szczyt Europy, jeśli uznaje się granice wyznaczone przez Międzynarodową Unię Geograficzną (niektórzy himalaiści za europejski uznają również Elbrus, który jest wyższy od Monte Bianco). Potocznie zwana Dachem Europy, jej wysokość zmienia się w zależności od grubości pokrywy lodowej na szczycie. Mont Blanc leży na granicy Włoch i Francji, chociaż jej dokładny przebieg był niegdyś przedmiotem sporów między tymi państwami. Na niektórych francuskich mapach granica przechodzi przez boczny wierzchołek – Mont Blanc de Courmayeur, a szczyt główny znajduje się po francuskiej stronie. Natomiast według map włoskich granica biegnie przez główny wierzchołek.

Montebianco lub Montblanc to deser swoim kształtem przypominający słynną górę, który powstał w jej rejonach, poniekąd niezależnie w obydwóch krajach i różniący się dość mocno. Francuski deser bazuje na biszkopcie i jest przełożony kremem z kokosem, rumem i cukrem trzcinowym. Włoskie Montebianco to spaghetti zrobione z kremu z gotowanych kasztanów, pokryte bitą śmietaną.

Podobnie jak w przypadku granicy, także tutaj istnieje spór między Francją, a Włochami, tym razem o to, kto wynalazł deser. Nawet formę deseru popularną we Włoszech przypisuje się niekiedy Francuzom (we Francji istnieje pod nazwą Torche aux marrons), a w rejonie doliny Aosty nazywa się go z francuska, czyli Montblanc. W Piemoncie i Lombardii nazywany jest Monte Bianco.

Domniemywa się, że powstał w czasach królestwa Sabaudii. W dawnych czasach cukier trzcinowy był drogi i nie każdy mógł sobie na niego pozwolić. Do pierwszych deserów Montebianco używano więc cukru z buraków cukrowych. Kasztany natomiast były w rejonie obecnych północnych Włoch powszechne. Używano ich nawet, ze względu na brak zwykłej mąki, do wypieku chleba. Gdy kasztany przestały być potrzebne do codziennego życia, mogły zacząć być składnikiem deserów. Montebianco jest typowym deserem jesiennym, gdy jest sezon na kasztany.

Oryginalna wersja receptury na Montebianco zawiera tylko puree z kasztanów, bitą śmietanę, cukier, mleko i wanilię. W nowszych recepturach można znaleźć dodatek kakao w proszku, rumu a nawet bezy włoskiej. Chociaż niektórzy uważają, że oryginalna wersja to właśnie ta z bezą francuską - czyli ubitymi białkami z cukrem, które następnie piecze się w niskiej temperaturze. Jest też wersja Montblanc z czekoladą. Dodaje się wtedy zamiast rumu likier czekoladowy, albo rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladę do kasztanowego puree. Można też pokryć uformowaną górę z puree kasztanowego glazurą z czekolady i dopiero dekorować bitą śmietaną i kawałkami bezy.

Podstawą deseru są kasztany, najlepiej gdy są z odmiany marrone, gdyż są bardziej słodkie i nie mają gorzkawego posmaku. Kasztany gorszej jakości można wcześniej namoczyć w mleku, by miały lepszy smak. Deser jest prosty w przygotowaniu, wymaga jedynie cierpliwości przy obieraniu kasztanów. Istnieją też gotowe kremy z kasztanów, które wystarczy rozrobić z mlekiem i wodą. Lepszy będzie jednak wykonany ze świeżych kasztanów. Montebianco można serwować na większym talerzu, wtedy widać całą jego urodę i formę ośnieżonej góry. Można też podawać go jako jednoporcjowe deserki, np. w pucharkach ułożone warstwami puree z kasztanów, bitą śmietaną i posypane gorzkim kakao.


Cykl "Kolarskie historie Piotra Ejsmonta" od lat stanowił nieodłączny element portalu Pro-Cycling.org. Zakurzone przez upływ lat historie z kolarskiej przeszłości przywoływał Piotr Ejsmont, którego na gościnne występy kontynuujemy po fuzji portali.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: