Giro d'Italia 2019. Dario Cataldo: "nie było się co bawić, pościg był blisko"

Gloria pomocnika w Como, Dario Cataldo po straceńczej akcji na lombardzkich szosach wywalczył najważniejszy sukces zawodowej kariery.

Kiedy w Pinerolo linię mety jako pierwszy przekroczył Cesare Benedetti, Giro świętowało triumf pomocnika, kolarza który na co dzień ciężko pracuje na sukcesy kolegów. W Como triumf solidnego pomocnika wyścig świętował na tle prawdziwej batalii faworytów.

Dario Cataldo w 12-letniej karierze zawodowej wygrał dotychczas tylko cztery razy. W 2010 roku zgarnął Gran Premio Bruno Beghelli, dwa lata później etap Vuelta a Espana i tytuł mistrza Włoch w jeździe na czas, a w 2014 roku etap Settimana Coppi e Bartali.

Wczoraj 34-latek odniósł jednak największy sukces kariery, po udanej ucieczce zapisując na koncie etap Giro d'Italia.

Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Rano nawet nie myślałem, że coś takiego może się wydarzyć. Byłem przeziębiony przez kilka dni, ale walczyłem, starałem się wspierać naszego lidera, Miguela Angela Lopeza. Jesteśmy jednością, w drużynie wszyscy pracujemy razem. Nie czułem się najlepiej, ale stanąłem na starcie z myślą by dać z siebie wszystko

– mówił na mecie szczęśliwy kolarz Astany.

Włoscy kibice w tym roku mają powody do zadowolenia. Ich rodacy w dwa tygodnie wygrali trzy etapy, przez sześć dni dzierżyli maglia rosa, a w rozgrywce o zwycięstwo jednym z głównym rozgrywających jest Vincenzo Nibali.

Akcja Cataldo i Matti Cattaneo z Androni Giocattoli-Sidermec była dość typową ucieczką dwóch włoskich kolarzy. Z jednej strony kolarz z grupy drugoligowej, zaprawiony uciekinier, który pokazać chce siebie, barwy ekipy i marzy o szansie walki o etapowy triumf. Z drugiej doświadczony i sprawdzony w boju w niemal każdym terenie zawodnik, zwykle pomagający w wyścigach etapowych, weteran 19 Grand Tourów.

Było sporo ataków, odjechałem z Mattią Cattaneo. Po chwili zorientowaliśmy, się, że jesteśmy sami. Postanowiliśmy przycisnąć i zobaczyć czy nas odpuszczą. Peleton dał nam trochę luzu, zaczęliśmy pracę

– wspominał Cataldo, którego na mecie witała rodzina i przebrane w kubraki Astany psy.

Dwójka Włochów na 232-kilometrowej trasie wiodącej drogami klasyku Il Lombardia wypracowała sobie przewagę blisko 16 minut, po czym pokonała spokojnie podjazdy pod Madonna del Ghisallo i Colma di Sormano, a do wspinaczki w Civiglio dotarła ponad trzy minuty przed peletonem.

To był bardzo długi i trudny dzień w siodełku, a mimo przewagi peleton do końca miał szansę skasowania naszej akcji. Civiglio było szczególnie trudne, Cattaneo próbował mnie dwa razy urwać, ale miałem na tyle pod nogą, aby odpowiedzieć. Bałem się trochę tych ataków, ale na szczęście udało mi się je odeprzeć

– analizował Cataldo.

Włoch dobrze zna lombardzkie szosy – w Il Lombardia startował 11 razy, a w sześciu ukończonych wyścigach zawsze zajmował miejsce w pierwszej trzydziestce.

Wiedziałem, że większą szansę mam w sprincie i choć zmusił mnie do prowadzenia na ostatnich dwóch kilometrach, to wziąłem to na siebie. Nie było się co bawić, pościg był blisko. I tak wolałem zaczynać sprint z pierwszej pozycji, więc wyszło świetnie. Jestem taki szczęśliwy!

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: