Giro d'Italia 2019. Nibali i Roglic w jednym domku stali

Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida) i Primoz Roglic (Jumbo-Visma) na pierwszych górskich etapach Giro d'Italia trzymali się razem. Na tyle blisko, by Sycylijczyk uciekać się zaczął do psychologicznych gierek, ale nie na tyle by niewzruszonego Roglica skłonić do zmiany taktyki.

Primoz Roglic pierwsze górskie etapy Giro d'Italia przejechał dość spokojnie. Słoweniec po fantastycznym początku włoskiego Grand Touru w najważniejszych momentach wyścig trzymał się Vincenzo Nibalego i odpuszczał ataki Mikela Landy i Richarda Carapaza, a także Ilnura Zakarina i Rafała Majki.

Ta zachowawczość póki co wychodzi kolarzowi Jumbo-Visma na dobre – Roglic jedzie swoim tempem i mimo zmian lidera, wciąż pozostaje drugi. Wobec sporej przewagi nad kilkoma wyśmienitymi góralami obrona swojej pozycji ma sens, tym bardziej, że wśród faworytów Giro nie ma zespołu, który na górskich etapach brałby na siebie pełnię odpowiedzialności za prowadzenie wyścigu. Roglic jedzie bowiem z młodą ekipą, Nibalego w górach wspierają tylko Domenico Pozzovivo i Damiano Caruso, w Movistarze Mikel Landa i Richard Carapaz póki co dobrze grają przewagą liczebną, a posiadający teoretycznie najmocniejsze wsparcie Miguel Angel Lopez nie błyszczy i prześladowany jest pechem.

Roglic, który w spotkaniach z mediami jest oszczędny i nie rozwija komentarzy po etapach, nie mówił wiele po dwóch pierwszych górskich odcinkach. Nibali przeciwnie, do powiedzenia miał sporo.

Jeśli chce za mną jeździć, to może pojechać ze mną do domu, zrobić sobie ze mną zdjęcie. Pokażę mu moje trofea

– powiedział reporterom na mecie etapu 13.

34-latek przed startem jasno zapowiedział, że Giro rozstrzygnie się w trzecim tygodniu. Włoch pierwsze 10 dni przejechał bardzo dobrze, do Roglica na dwóch etapach jazdy na czas tracąc w sumie 1:44. Na etapach do Lago Serru i Courmayeur, pierwszych górskich finiszach, ataki wyprowadzali Mikel Landa, Ilnur Zakarin oraz Richard Carapaz i Rafał Majka, wszyscy odrabiając straty do duetu Roglic-Nibali. Nibali jechał aktywnie, ale w grupce faworytów nie znalazł wielu sprzymierzeńców. Komentarzami rzucanymi po etapie próbował nałożyć presję na lidera Jumbo-Visma, który pozostał jednak niewzruszony.

Wolę koszulkę nałożyć w Weronie, to jest mój cel

– stwierdził Roglic.

Na pierwszych górskich odcinkach Sycylijczyka denerwować miał fakt, Roglic zdecydował się na krycie tylko jego, zapominając o reszcie rywali. Słoweniec, który podczas etapu do Nibalego miał się w ogóle nie odzywać, nie wyszedł na zmiany i jak przyklejony jechał za dwukrotnym zwycięzcą Giro.

Nie powinien tak jechać, jeśli chce wygrać Giro. Przykleił mi się do koła i jedzie tak cały dzień. Nie wiem, czy tak się powinno robić, ale to może być bardzo skuteczna taktyka. Rozumiem to zachowanie, ale nie zgadzam się z takim podejściem. Ja tak nie jeżdżę

– dodał Nibali.

W finale 13. etapu Roglic Nibalego sprawdził raz, natomiast lider Bahrain-Merida na piemonckich odcinkach brał na siebie odpowiedzialność za atakowanie rywali. Na krótkim acz treściwym etapie 14. Nibali rywali do wysiłku zmusił już na początku Colle San Carlo, przyspieszeniami krystalizując grupkę najlepszych. Włochowi nie udało się jednak zgubić największych rywali – przed szczytem odjechał za to Richard Carapaz, dojechał Rafał Majka, a po zjeździe dołączyć udało się Simonowi Yatesowi, który na ostatniej górskiej premii zdołał jeszcze urwać Nibalego i spółkę.

Po zakończeniu etapu Nibali nieco pozytywniej wypowiadał się o rywalu ze Słowenii. Roglic w finale pokazał się na czele grupki goniącej Richarda Carapaza, pomagając Majce i Nibalemu w pogoni.

Próbowaliśmy zgubić rywali na San Carlo, ale nie udało się to. Przyjechałem trzeci, 4 sekundy zyskane to może nie dużo, ale jest to nagroda za pracę całej ekipy. Nie czułem się znakomicie z rana, dopiero w trakcie etapu wszystko wróciło do normy, więc spróbowałem

– mówił w komunikacie zespołu.

Roglic dziś jechał już inaczej. Ja wziąłem na siebie ciężar wyścigu, on też się dołożył. Mamy taki sam cel, chcieliśmy tworzyć spektakl Giro. Dziś zrobiliśmy to delikatnie się szturchając

– powiedział za to "La Gazzetta dello Sport", zaznaczając, że słowne przepychanki to także część rozgrywki w trakcie trzech tygodni.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: