Giro d'Italia 2019. Rafał Majka pnie się do góry

Rafał Majka w grze o podium Giro d'Italia jedzie rozważnie i równo.

Krok po kroku, etap po etapie. Rafał Majka w klasyfikacji generalnej Giro d'Italia wspina się równie dobrze jak czyni to na największych podjazdach włoskiego Grand Touru. Lider niemieckiej grupy Bora-hansgrohe po 14. etapach jest czwarty w ogólnym zestawieniu i jedzie bardzo rozsądnie, dobrze oceniając własne możliwości.

Wiedziałem, że będzie naprawdę ciężko, starałem się iść swoim tempem. Wiedziałem, że jak pójdę swoim tempem, to też mi za daleko nie mogą odjechać, bo waty są naprawdę wysokie. Na końcu się naprawdę dobrze zacząłem czuć, nogi mi trochę puściły. Strasznie krótki etap był, na pierwszej górze tak się męczyłem

– powiedział Polak stacji "Eurosport" po zakończeniu zmagań w stacji narciarskiej Courmayeur.

To, że Majka w górach będzie jednym z najmocniejszych, pokazał już pierwszy etap wyścigu. Polak czasówkę w Bolonii zaczął średnio, ale gdy tylko droga skręciła na wąską i stromą uliczkę w kierunku bazyliki św. Łukasza, sylwetka szczupłego górala przeszła natychmiastową transformację. Majka krótki podjazd pokonał w korbach, kręcąc równiutko i oznaki dobrego rytmu dając jedynie delikatnym falowaniem ramion.

29-latek do Włoch przyjechał by walczyć o miejsce w pierwszej piątce wyścigu, unikał jednak szumnych zapowiedzi i po bezproblemowym pierwszym tygodniu na górskich etapach jechał statecznie, nie szastając siłami. Wczoraj, wobec oglądania się na siebie Primoza Roglica i Vincenzo Nibalego, ruszył sam i zyskał nad rywalami. Dzisiejszy awans na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Majka zawdzięcza równej jeździe, a dziś także zawziętości i radzeniu sobie z wyzwaniami rzucanymi przez wymęczony organizm.

Kolarz Bora-hansgrohe nie miał najlepszego dnia w Dolinie Aosty. Majka na krótkim, 131-kilometrowym odcinku nie złapał się bowiem do grupki formującej się po ataku Nibalego na pierwszych kilometrach Colle San Carlo. Polak z pomocą Davide Formolo podjazd przejechał za czołówką, na dobre wracając do grona najlepszych przed szczytem. Góral z Zegartowic problemy miał co prawda na zjeździe, gdzie walczył z kurczami mięśni i czekał na bidon z samochodu neutralnego, ale gdy grupka powiększyła się na 7 kilometrów przed metą, odżył. Wraz z Roglicem rozpoczął narzucanie tempa by zmniejszyć przewagę atakującego Carapaza i na metę wpadł jako czwarty.

Chłopaki wykonali kawał dobrej roboty, szczególnie przed kluczowym podjazdem. Paweł i Cesare dobrze ustawili mnie przed wspinaczką, a Davide pomógł mi utrzymać się z faworytami na pierwszych pięciu kilometrach podjazdu. To był świetny wysiłek z jego strony, nie przesadził z tempem, a ja byłem bardzo zadowolony z jego wyczucia

– komentował w komunikacie prasowym zespołu.

Polak w klasyfikacji generalnej przeskoczył Ilnura Zakarina, Bauke Mollemę oraz Jana Polanca i obecnie jest czwarty. Do prowadzącego Carapaza notuje stratę 2 minut i 10 sekund, do drugiego Roglica siedem sekund mniej, a do trzeciego Nibalego tylko 23 sekundy. Za plecami Majki blisko jest też Mikel Landa, nieco większe straty ma odradzający się Simon Yates.

Dzisiejszy etap był kluczowy, szczególnie po wczorajszych męczarniach. Cieszę się więc z tego, jak wypadłem

– podkreślił.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: