Różowe historie Piotra Ejsmonta: etap 11. W drodze do Ligurii

Bohaterami następnej z różowych historii Piotra Ejsmonta, przygotowana z okazji Giro d'Italia, są Costante Girardengo, Biagio Cavanna, Sante Pollastro oraz Renzo Tosi.

Rower: Chłopaki z Novi Ligure

Okolice Novi Ligure na przełomie XIX i XX wieku nie wyróżniały się niczym specjalnym spośród włoskiej biedy tamtych czasów. Rodziny były wielodzietne, bo tylko wtedy rosła szansa na przeżycie i na to, że któremuś z potomków uda się wybić z kręgu nędzy. Jeśli nie, to zawsze dodatkowe ręce do pracy były potrzebne.

Nie inaczej było w rodzinie Carlo Girardengo i jego żony Gaetany Fasciolo. Carlo był dzierżawcą małej posiadłości w Scarsu, 3 kilometry za Novi Ligure. Gaetana zajmowała się domem, bo mieli w sumie 4 synów i 3 córki. Kiedy Gaetana była po raz piąty w ciąży, udała się z pielgrzymką do sanktuarium Madonna della Guardia na wzgórzu Monte Figogna. Poprosiła Madonnę, by dała jej syna, który pewnego dnia stałby się mocną podporą jej licznej rodziny.

Sześć miesięcy później, 18 marca 1893 roku, na świat przyszedł jej kolejny syn. Nadano my imię Costante, które oznacza: stały, niezmienny, uparty albo wytrwały. Jak się potem okazało, dzieciak przejął te naznaczone cechy. Niedługo potem rodzina przeniosła się do innej dzielnicy Novi Ligure, czyli do Bettole di Scrivia. W nowym domu Carlo otworzył sklepik z papierosami i solą, a z czasem także mały bar.

Kiedy Costante chodził już do szkoły podstawowej, bardziej niż gramatyką, historią czy matematyką interesował się na lekcjach gazetami sportowymi, które dawał mu jego przyjaciel Biagio Cavanna, urodzony 3 lipca 1893 roku w Novi Ligure. W tym czasie wychodziła już „Gazzetta”, ale większe wrażenie robiły „Lo Sport Illustrato” oraz „La Domenica del Corriere”, niedzielny dodatek „Corriere della Sera”. W obu gazetach najpierw umieszczano bardzo realistyczne obrazki zmagań pierwszych sportowców, a wraz z rozwojem fotografii - ich zdjęcia.

Wśród pierwszych idoli młodego Costante byli Gerbi, Cuniolo i Ganna. Chciał być taki jak oni. chciał zostać kolarzem. Takie właśnie było jego marzenie naprzeciw którego stanął niechętny, marudzący ojciec. W tajemnicy Costante wykradł ojcu ciężki rower, nauczył się na nim jeździć i zaczął śmigać po okolicach. Matka widząc przez okno jego szaleńcze jazdy, żegnała się, bojąc się, że kiedyś się zabije na tym rowerze.

Carlo - widząc, że marnotrawny syn bardziej interesuje się rowerowymi gonitwami, zamiast zabrać się do poważnej roboty - tak się kiedyś zdenerwował, że wyrwał rower z rąk syna i wyrzucił go przez okno. Tyle tylko, że to był jego rower.

Na tym samym rowerze Costante wystartował w pierwszym w życiu wyścigu. Wpisowe wynosiło 1 lira, a nagroda za pierwsze miejsce, którą zdobył, 2 liry. Na czysto został mu jeden lir. Dwa liry zarobił za wygranie pojedynku z Dorando Pietrim na placu rynkowym w Novi.

Pietri nie był kolarzem lecz biegaczem. Wielką sławę zyskał na olimpiadzie w Londynie w 1908 roku. Wystąpił wtedy w maratonie. Najpierw szło mu marnie, potem rozwinął skrzydła (niektórzy mówili, że dzięki strychninie), wyprzedził wszystkich i samotnie wpadł na stadion, gdzie była meta. Był jednak u kresu sił. Pobiegł w złym kierunku. Sędziowie zawrócili go w prawidłową drogę, ale Dorando zemdlał. Ocucono go i postawiono na nogi. Biegacz nie bardzo wiedział, gdzie się znajduje. Podbiegł trochę i znowu osunął się na bieżnię. Publiczność, a było około 75 tysięcy osób, głośno go dopingowała. Stawiano go na nogi kilka razy, a on omdlewał ze zmęczenia. Wreszcie z pomocą lekarza i spikera zawodów, na uginających nogach przebiegł przez linię mety i znowu zemdlał.

Po 30 sekundach metę przekroczył Amerykanin Johnny Hayes. Zgłosił on protest, w którym zarzucił Włochowi, że dobiegł do mety nie o własnych siłach. Pieri wygrał, ale pozbawiono go złotego medalu i wykreślono z listy zwycięzców. Wywołało to takie poruszenie, że królowa Alessandra ofiarowała mu pozłacany srebrny puchar, a znany pisarz Conan Doyle zorganizował na jego rzecz publiczną zbiórkę pieniędzy. Zebrana kwota pozwoliła Dorando otworzyć własną piekarnię w Carpi, gdzie dotąd pracował jako pomocnik cukiernika.

Pieri stał się mitycznym, sportowym bohaterem Włoch i potrafił ten mit spieniężyć. Przeszedł na zawodowstwo. Biegał w Ameryce i Europie. W ramach jego niekiedy cyrkowych występów przyjmował pojedynki, jak ten w Novi. Wezwał wszystkich mieszkańców na pojedynek, w którym on miał przebiec jedno okrążenie na placu, a kolarz aż dwa. Zgłosił się Girardengo i wygrał. Pieri z bratem otworzył w San Remo Grand Hotel Dorando. Biznes hotelowy nie wyszedł mu. Zaliczył bankructwo, po czym otworzył garaż. Zmarł na atak serca w wieku 56 lat.

Kiedy Girardengo miał 14 lat znalazł zatrudnienie u meblarza w Novi Ligure. To był ojciec Biagio Cavanny. Costante dostawał jednego lira za dzień pracy. W tej pracy został dłużej. Więcej płacono mu w fabryce Alfa w Tortonie, 19 kilometrów od domu. Do pracy dojeżdżał, jak wielu innych, na rowerze. Tylko że Costante nie jechał, ale galopował. Kiedy mógł, ścigał się z kumplami.

Ojciec z czasem przekonał się do pasji syna. Sprzedał stary rower i dołożył na nowy, który kosztował 160 lirów płatnych od razu i 70 lirów płatnych w siedmiu miesięcznych ratach. Dodatkowo właściciel sklepu oferował mu 6 soldów (groszy) za kilometr wyścigu, który wygra. Na tym rowerze Costante w 1909 roku wziął udział w lokalnych mistrzostwach miasta. Wygrał niejaki Serralunga, drugi był Massa, trzeci Cavanna, a czwarty Girardengo, który za metą rozpłakał się z poczucia porażki. Costante był ambitny i uparty, jak nakazywało mu imię. Zaczął mocniej trenować. W 1910 roku wygrał 27 razy. Jego sponsor poddał się. Costante kosztował go przez te zwycięstwa zbyt dużo.

Był jeszcze jeden chłopak, który pochodził z Novi Ligure. Był to Santo, inaczej Sante Pollastro. On też pokochał rower, ale miał mniej szczęścia niż Costante i Biagio. Był od nich młodszy. Urodził się 14 sierpnia 1899 roku w Novi. Ojciec Vincenzo opuścił rodzinę, zostawiając ją bez środków do życia. Ciężar utrzymania rodziny spoczął na matce.

Sante wychowywał się na ulicy, a z biedy zaczął kraść. Swoje łupy zabierał, uciekając na rowerze, a że miał silne nogi, to niełatwo było go złapać. Novi słynęło z pospolitych złodziejaszków, ale Sante wyrastał ponad nimi. Był bardziej przebiegły, inteligentny. Kiedy Costante zaliczał pierwsze zwycięstwa w wyścigach, Sante pierwsze kradzieże. Costante zarabiał pieniądze, a Sante wyroki. W 1918 roku Pollastri nie stawił się do wojska, bo nie widział w tym jakiejkolwiek korzyści dla siebie i został skazany na 15 lat więzienia. Szczęściem wojna się skończyła i został objęty amnestią.

Gdy wyszedł z więzienia miał 19 lat i marzenie, by zostać kolarzem. Chciał kupić sobie rower, ale zabrakło mu może z jednego lira. Nie miał ojca, który mógłby go w tej chwili wesprzeć. Podziwiał Girardengo, który stawał się wielką gwiazdą. Sante doskonale znał Cavannę. Ten przedstawił mu Constante. Porozmawiali o swoich rodzinnych stronach, o ludziach, których znali i o rowerach. Od tego czasu darzyli się szacunkiem.

Cavanna zachęcał Sante, by przyjechał na trening, bo znał jego możliwości. Być może brakło jeszcze jednej rozmowy, zachęty. Sante nie miał skąd wziąć brakujących na rower pieniędzy jak tylko sposobem, który znał najlepiej: z kradzieży. Zamiast niego kupił sobie pistolet. Pasja do kolarstwa nie zagasła w nim, nadal się nim interesował, ale wrócił do złodziejstwa.

Novi wydało troje wielkich ludzi: Costante miał wkrótce zostać największym mistrzem kolarskim, Biagio największym odkrywcą talentów kolarskich, a Sante największym, najbardziej ściganym bandytą nie tylko we Włoszech. Ich drogi jeszcze nie raz miały się skrzyżować.

Przysmak: Teczką w sekretarza

Salsomaggiore Terme jest małą miejscowością w pobliżu włoskiej Parmy znaną przede wszystkim z term leczniczych oraz corocznego konkursu Miss Italia, przez co sezon turystyczny trwa tutaj cały rok. Jest jednak jeszcze coś. Od 1962 roku funkcjonuje tu znana nie tylko we Włoszech cukiernia rodziny Tosi.

Kiedy Renzo Tosi chodził do szkoły, w żartach z kolegą odwrócił się i zamachnął na niego teczką. Przez pomyłkę trafił sekretarza szkoły. On spadł ze schodów, a Renzo został na rok zawieszony w prawach ucznia. Siedział w domu, aż matka zdenerwowała się i wygnała go do pracy. Miał do wyboru albo ryby, albo ciastka. Te pierwsze za bardzo śmierdziały, więc wybrał ciastka.
Jesienią 1948 roku, kiedy miał 13 lat, poszedł pracować do cukierni. Brat Bruno też przez parę lat pracował w cukierniach w Niemczech. W 1962 roku kupili w Salsomaggiore cukiernię Parco. Renzo zajmował się produkcją, Bruno także administracją i sprzedażą.

Bracia Tosi postawili na focaccię - przede wszystkim z powodów praktycznych. W latach 60-tych cukiernie notowały spadek sprzedaży panettone, które było produktem mocno sezonowym, związanym z Bożym Narodzeniem. Focaccia kupowana jest zaś przez cały rok. Wyprowadzili ją z produktu niszowego. U nich stała się numerem jeden.

Często turyści chcą na pamiątkę zabrać coś ze sobą, najlepiej coś słodkiego. Dlatego ich produkty muszą mieć długi okres przydatności, być łatwe w transporcie i w przechowywaniu. Tosi pracują na rozczynie, który odświeża się codziennie już od ponad 50 lat! Efektem jest jak najwyższa lekkostrawność ciasta oraz nadanie produktowi szczególnego aromatu i miękkości. Rozczynem trzeba się opiekować codziennie, utrzymując kontrolowaną temperaturę. Renzo żartował, że miał troje dzieci. Córki Michelę i Lorenzę oraz ich brata, którym jest rozczyn drożdżowy, bo nie można zostawić zakładu na dłużej niż na kilka dni .Trzeba go ciągle podkarmiać.

Renzo zmarł rok temu, zakład prowadzi teraz jego córka Lorenza.


Cykl "Kolarskie historie Piotra Ejsmonta" od lat stanowił nieodłączny element portalu Pro-Cycling.org. Zakurzone przez upływ lat historie z kolarskiej przeszłości przywoływał Piotr Ejsmont, którego na gościnne występy kontynuujemy po fuzji portali.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: