Giro d'Italia 2019. Victor de la Parte: "myślę, że potrafię dotrzymać kroku najlepszym"

Victor de la Parte przed rozpoczęciem najtrudniejszej partii Giro d'Italia może jako jedyny kolarz CCC Team mieć szansę walki o stosunkowo wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej.

Hiszpan po 11 etapach w klasyfikacji generalnej do Primoza Roglica traci trzy i pół minuty, ale do Vincenzo Nibalego niecałe dwie, a do pozostałych faworytów około minuty. Przy klasyfikacji obecnie rozbitej między uciekinierów i liderów ekip, jest to pozycja w gronie pierwszych 10-12 zawodników mających na celowniku walkę o miejsca w pierwszej piętnastce wyścigu.

To mój pierwszy Grand Tour, który zaczynam bez lidera mającego walczyć o klasyfikację generalną. Mamy trochę więcej możliwości, możemy walczyć o etapowe wygrane w odjazdach, możemy pomagać na sprintach. Myślę, że jako zespół będziemy się cieszyli tym wyścigiem

– powiedział Hiszpan w rozmowie z „Rowery.org” przed startem Giro.

De la Parte po raz drugi w karierze reprezentuje pomarańczowe barwy. W 2016 roku, jako zawodnik grupy CCC Sprandi Polkowice, zapisał kilka wyników, w tym 11. miejsce w Tour de Suisse. Rok w polskiej ekipie pozwolił mu na wskoczenie do grupy Movistar, a powrót do pomarańczowych barw po dwóch sezonach wiązał się z możliwościami spróbowania swoich sił w wyścigach etapowych.

Po dwóch latach pracy na liderów hiszpańskiej ekipy, 32-letni De la Parte na trasie Giro d'Italia myśleć może o walce na własny rachunek. Przed startem uśmiechnięty góral ostrożnie podchodził do planowania kluczowych odcinków, chcąc w pierwszej kolejności przebrnąć płaskie i nerwowe odcinki pierwszych dziesięciu dni.

To jest Giro, eh?

– rzuca z uśmiechem.

Poziom jest inny niż w wyścigach, które dotychczas jechałem. Ale mam zaufanie do swojego organizmu, myślę, że potrafię dotrzymać kroku najlepszym. Przygotowywałem do tego startu w Kraju Basków, potem przez trzy tygodnie trenowałem na wysokości. Ekipa zapewniła mi dobry plan przygotowań, więc na szczęście wszystko poszło dobrze.

Po pierwszych 11 dniach ścigania De la Parte na swoje Giro spoglądać może z większym optymizmem. Startowi temu Hiszpan podporządkował pierwszą część sezonu, ale osiągane w tym czasie wyniki nie odzwierciedlały ani jego potencjału ani ambicji. 9. miejsce na królewskim odcinku Paryż-Nicea i 16. lokata w Kraju Basków w żaden sposób nie anonsowały, że kolarz z baskijskiego Vitoria-Gasteiz we Włoszech nawiąże walkę z najlepszymi. Co więcej, wpisywały się w obraz grupy, która do Włoch przyjechała bez lidera mogącego walczyć o miejsce w klasyfikacji generalnej.

fot. Gian Mattia D'Alberto - LaPresse

Polski skład w kontekście górskich odcinków polegać miał właśnie na Hiszpanie, Walkę w górach zapowiadali także Holender Laurens Ten Dam oraz Portugalczyk Amaro Antunes. O ile Ten Dam wyścig opuścił już po kraksie, o tyle pozostała dwójka radzi sobie bardzo przyzwoicie i póki co utrzymuje miejsce w czołówce wyścigu.

Debiutujący w trzytygodniowych zmaganiach Antunes zabrał się we właściwy odjazd i od szóstego etapu plasuje się w pierwszej dziesiątce wyścigu. Utrzymanie pozycji tak wysokiej lub w jej okolicach będzie niezwykle trudne, acz Portugalczyk nie jest bez szans w kontekście walki o etapowe zwycięstwo z ucieczki.

De la Parte rozpoczął Giro 12. wynikiem na czasówce w Bolonii i od tego czasu zajmował wysokie miejsce, acz nieco w cieniu faworytów. Na drugim etapie jazdy na czas Hiszpan nie zyskał wiele, ale pojechał bardzo dobrze w gronie zawodników mających ambicje walki o drugą dziesiątkę lub zapukanie do pierwszej. W aktualnej klasyfikacji De la Parte przed sobą ma bowiem 9-10 zawodników, których na górskich etapach powinien bez trudu ogrywać, natomiast za plecami ma co najmniej kilku kolarzy z ambicjami na wynik jemu podobny lub wyższy.

Utrzymanie lub polepszenie tej pozycji zależało będzie od dyspozycji na górskich etapach. Te rozpoczynają się jutro, a zwycięzca Tour of Austria (2015) po raz pierwszy będzie miał szansę jazdy ramię w ramię z kolarzami walczącymi o najwyższe lokaty.

Każdy Grand Tour jest inny, za każdym razem wielu zawodników pretenduje do miejsca na podium. Pierwszy tydzień to nerwówka, bo każdy chce być z przodu, a we Włoszech drogi nie są szerokie. Zobaczymy, ale w normalnych warunkach pierwszy tydzień jest trudny do przetrwania, można więcej przegrać niż wygrać. Ostatni tydzień będzie za to męczarnią dla wszystkich. Zobaczymy jak będzie wyglądała generalka, jeśli będą małe różnice i faworyci będą atakowali, to ucieczki mogą nie dojeżdżać do mety

– analizował w Bolonii.

De la Parte na uwadze ma wynik w klasyfikacji generalnej, ale w przedwyścigowych rozmowach nie wykluczał próby walki o etapowe zwycięstwo. Póki co, drogi w obu kierunkach pozostają otwarte – przy niewykrystalizowanym jeszcze układzie klasyfikacji generalnej Hiszpan próbować może atakować na jednym z pierwszych górskich etapów lub wybrać może drogę trzymania się najlepszych i liczenia na to, że w końcowym rozrachunku powalczyć uda się o miejsce w okolicach pierwszej dziesiątki.

Jazda z kolarzem celującym w generalkę to stres, od początku do końca etapu trzeba być na czele. Teraz przyjeżdżam z innym nastawieniem, by walczyć o wynik dla siebie, jest to kompletnie inne. W górach chcemy mieć jednego kolarza w ucieczkach.

De la Parte w Corsa Rosa startował wcześniej w latach 2017 i 2018. W debiucie pracował na Nairo Quintanę, rok później na Richarda Carapaza. W obu wypadkach była to praca na kolarzy, którzy wyścig skończyli w ścisłej czołówce – Quintana w 2017 roku Giro przegrał tylko z Tomem Dumoulinem, a Carapaz po fantastycznej jeździe przed rokiem wywalczył czwarta lokatę.

Pierwsze Giro jechałem z Quintaną, który skończył je na drugim miejscu Nairo to bardzo wyczulony gość, cały czas trzeba być z przodu. To było moje pierwsze Giro, ja drugiego dnia myślałem, żeby się spakować i jechać do domu, mówiłem sobie: „ja tego na pewno nie skończę”

– wspominał.

Niektórzy pytają, jak to możliwe, by wytrzymać 21 dni. A tu jest tak, że przychodzi taki etap, po którym nie da się już być bardziej zmęczonym. I potem, dzień po dniu, tracisz poczucie czasu. Pamiętam, pojechałem do domu po Giro, następnego dnia pierwsze co pomyślałem : „co ja dziś robię? Przecież nie mogę siedzieć w domu, muszę zasuwać na rowerze”. Tak przez te trzy tygodnie przywykłem.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: