Giro d'Italia 2019. Primoz Roglic bez konkurencji, ale jak długo?

Primoz Roglic po dziewięciu dniach rywalizacji na trasie 102. edycji Giro d'Italia okazał się zdecydowanie najmocniejszym zawodnikiem w stawce. Co dalej przed słoweńskim kolarzem?

Lider zespołu Jumbo-Visma wygrał dwie czasówki i z jednym wyjątkiem uniknął nieprzyjemności nerwowych początków Grand Touru. Słoweniec w drugi tydzień wyścigu wjedzie z przewagą ponad półtorej minuty nad Vincenzo Nibalim (Bahrain-Merida), prawie dwóch minut nad Bauke Mollemą (Trek-Segafredo), niemal trzech minut nad Rafałem Majką i Davide Formolo (Bora-hansgrohe) i trzech i pół minuty nad Simonem Yatesem (Mitchelton-Scott) oraz ponad czterech minut nad Miguelem Angelem Lopezem (Astana).

To fantastyczny wynik. Zrobiłem co do mnie należało, wszystko poszło dobrze, więc jestem zadowolony. Na początku jechałem trochę zachowawczo, ostrożnie pokonywałem zakręty, siły zachowywałem na podjazd

– mówił na mecie w San Marino, choć jego twarz nie wyrażała, jak zwykle, żadnych emocji.

29-latek na dziewiątym etapie, 35-kilometrowej jeździe na czas, zdemolował konkurencję. Minuta przewagi nad Bauke Mollemą, 1:05 nad Nibalim, 1:16 nad Bobem Jungelsem, 1:55 nad Richardem Carapazem, 2:04 nad Rafałem Majką czy ponad 3 minuty nad Mikelem Landą, Simonem Yatesem i Miguelem Angelem Lopezem to różnice duże, acz jeszcze, w kontekście trzytygodniowego wyścigu, nierozstrzygające.

Roglic do próby przygotowany był znakomicie, trasę jazdy na czas sprawdzać miał po raz pierwszy zaraz po marcowym Tirreno-Adriatico.

Wygrana nie jest dla mnie zaskoczeniem, gdyż na czasówce skupiam się tylko na sobie. Jechałem tak szybko, jak tylko byłem w stanie. Do wygranej potrzebne jest też szczęście, przykro mi, że Victor Campenaerts miał defekt, ale, z drugiej strony, on startował w lepszych warunkach. Trasę sprawdzałem kiedy była sucha, na śliskiej szosie nie ryzykowałem

– tłumaczył na konferencji prasowej.

Przed górskimi etapami w klasyfikacji generalnej kolarze mający ambicje walki o podium mieszają się z zawodnikami, którym zyskać udało się w ucieczkach. Roglic po czasówce wskoczył na drugie miejsce, co stawia go na dość komfortowej pozycji. Po dniu przerwy, przez trzy lub nawet cztery etapy, odpowiedzialność za kierowanie peletonem i pokazywanie różowej koszulki spoczywała będzie bowiem bardziej na zespole UAE Team Emirates. To pozwoli oszczędniej jechać zawodnikom Jumbo-Visma i odpowiadać na ataki, które niechybnie nadejdą.

Ataki rywali to jednak nie jedyna przeszkoda na drodze do Werony. Prezentowana od końca lutego świetna dyspozycja na próbę wystawiona zostanie na trudnych górskich etapach w Alpach i Dolomitach, podobnie jak umiejętności jego kolegów.

Roglicowi od startu w Bolonii towarzyszą pytania o to, czy w takiej formie jest w stanie pociągnąć do końca zmagań. Do tego dochodzi kwestia doświadczenia, gdyż małomówny mocarz tym roku jedzie swój zaledwie czwarty Grand Tour w karierze. Za sobą ma pełne wsparcie zespołu Jumbo-Visma, ale grupa do pomocy wydelegowała dość młody skład. Górale jak Koen Bouwman, Antwan Tolhoek, Sepp Kuss czy wycofany dwa dni temu Laurens de Plus we czterech przejechali tylko 8 Grand Tourów, mniej niż na przykład najbardziej doświadczony w składzie Jos van Emden.

Roglic który wygrał w tym roku UAE Tour, Tirreno-Adriatico i Tour de Romandie, na starcie wyścigu zachowywał się skromnie i na przestrzeni ostatniego tygodnia unikał długofalowych spekulacji. Słoweniec, o ile w pełni świadomy swoich możliwości, wie, że jego kampania dopiero wkracza w decydującą fazę.

Bez względu na różnice czasowe w tym punkcie, do Werony jest daleka droga, wiele może się wydarzyć

– przyznał po czasówce.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: