Giro d'Italia 2019. Pello Bilbao: "ostatni kilometr to był koszmar"

Pello Bilbao (Astana) znakomicie wykorzystał szansę daną mu na siódmym etapie Giro d'Italia, sięgając po największe zwycięstwo w karierze.

Hiszpan po raz pierwszy uczestniczył w Corsa Rosa w 2017 roku i jego wyniki wskazują, że na trasie włoskiej etapówki czuje się jak ryba w wodzie. Przed rokiem ukończył rywalizację na 6. miejscu, przez cały wyścig plasując się w czołowej dziesiątce, pomimo tego, iż pracował również na korzyść Miguela Angel Lopeza.

Bilbao to wytrzymały i silny zawodnik, który po cichu ostatnimi laty zaczął notować lokaty w czołówkach najważniejszych wyścigów. Przez większość startów pełnił jednak rolę pomocnika, a więc nie zawsze otrzymywał szansę, żeby walczyć o własne sukcesy. Taka objawiła się jednak na dzisiejszym etapie Corsa Rosa. Podopieczny Aleksandra Winokurowa ciągle łapał się w ucieczki, w tym tę, która została ostatecznie dopuszczona przez peleton do walki o etapowe zwycięstwo.

Widziałem, że mam jeszcze możliwości, aby zaatakować rywali, ale czekałem na właściwy moment. Słuchałem też dyrektora sportowego. Wiedziałem, że [Davide] Formolo jest najmocniejszy i zostawiłem go, aby sam odpowiedział na pierwsze ataki. Ostatni kilometr to był koszmar, ale 500 metrów przed metą czułem, że mam jeszcze siły

– relacjonował w rozmowie z "La Gazzetta dello Sport".

Gdy u podnóża finałowej wspinaczki w L'Aquili do ataku zbierali się Formolo (Bora-hansgrohe), Tony Gallopin (AG2R La Mondiale) i Lucas Hamilton (Mitchelton-Scott), nagle na czele pojawił się kolarz w jasnoniebieskiej koszulce, który w momencie uzyskał kilkusekundową przewagę. Pościg nic nie dawał – Bilbao kręcił bardzo pewnie i pomimo wyraźnej trudności podjazdu wyciskał z siebie wszystko, aby zapewnić sobie zwycięstwo.

Końcowa prosta niemal nic nie zmieniła, a kilka zerknięć w tył tylko przekonało Baska, że to on sięgnie po ósme w dziewięcioletniej profesjonalnej karierze zwycięstwo.

Trudno jest mi opisać ten moment. Od dawna czekałem na zwycięstwo w tak ważnym wyścigu. Giro d'Italia to dla mnie wyjątkowy start już od ubiegłego roku. W tym roku przyjechałem, żeby pracować dla Lopeza i może walczyć w generalce. Dziś dostałem okazję, którą musiałem wykorzystać. Zazwyczaj wolę trzeci tydzień, gdy wszystko się [w klasyfikacji generalnej] komplikuje

– powiedział.

Bilbao jest nadal gotów by lojalnie skupić się na pracy na korzyść swojego kolumbijskiego kolegi z ekipy. Lopez, trzeci kolarz ubiegłorocznego wyścigu, jest nie tylko jest faworytem do zwycięstwa, lecz również do zdominowania klasyfikacji młodzieżowej. Po dzisiejszym etapie 25-letni lider Astany wciąż liczy się w walce – plasuje się na 17. miejscu w ogólnym rankingu i ma stratę porównywalną do najgroźniejszych rywali.

Teraz jedziemy na 100% na Miguela Angela. To zwycięstwo etapowe było nieplanowane, ale nadszedł czas, aby rzucić wszystkie siły na pomoc mu i razem z nim walczyć o sukces w Giro

– podkreślił Bilbao w rozmowie z portalem "Cyclingnews".

Od dawna chciałem zwyciężyć dla siebie. To przełomowy moment, który będzie punktem odniesienia dla mojej kariery

– dodał.

Bilbao powiedział również, że przecinając linię mety myślał o trzech osobach – zmarłym przed dwoma laty Michele Scarponim, swoim wujku, który niedawno przeszedł operację i o swoim synu. To właśnie nim zadedykował triumf.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: