Różowe historie Piotra Ejsmonta: etap 3. W drodze do Orbetello

Przy okazji Giro d'Italia Piotr Ejsmont balansuje pomiędzy historiami ze świata kolarstwa i cukiernictwa. Tym razem mowa o Cimo Cinellim i Sergio Dondolim.

Rower: Cimo Cinelli

Z Toskanii pochodził Cino Cinelli. Urodził się 9 lutego 1916 roku w Montespertolli. Swój pierwszy rower skonstruował sam razem z trójką braci. Koła i widelce były drewniane, reszta metalowa. Był tak ciężki, że bracia rozgrywali pomiędzy sobą zawody, ale nie o to, kto gdzieś będzie pierwszy, tylko o to, kto tym rowerem rozgniecie więcej orzechów włoskich, które spadły z drzewa na drogę.

Pierwszy za kolarstwo na serio zabrał się najstarszy brat Arrigo. Za nim poszedł Giotto. Cino bardzo chciał pójść w ich ślady, ale na treningach bracia szybko zostawiali go z tyłu. Nadszedł jednak dzień, kiedy Cino na podjeździe zostawił w tyle Arrigo, a jakiś czas potem także Giotto. Wtedy postanowił zostać kolarzem.

Rowery dawał im lokalny handlarz Pinzani. Obiecał za wygrany wyścig 25 lirów, pod warunkiem, że w gazecie będzie podane także jego nazwisko. W lipcu 1931 roku Cino, w wieku 16 lat, pojechał w wyścigu dla juniorów z Nave do Rosano. Cino był drobnym chłopcem, ważył ledwie 50 kg, więc nie miał problemów z podjazdami. Na ostrym podejściu zobaczył jak jakiś rywal szybko zostawił wszystkich z tyłu. Dogonił go na zjeździe.

Jesteś z nami? – zapytał.
Nie. Jadę dla siebie – odparł intruz i przedstawił się. Był to o rok starszy Gino Bartali.

Doszła ich jeszcze grupka kolarzy. Finisz na mecie wygrał co prawda Bartali, ale on się nie liczył, więc zwycięzcą był drugi na mecie Cinelli. On także został zdyskwalifikowany, bo na trasie miał chować się za motocyklem, czemu gorąco zaprzeczał. W ten sposób pierwszą nagrodę przyznano pewnemu Gorizi, jak się jednak okazało, pod tym nazwiskiem pojechał zupełnie kto inny - Angelo Torricelli - ale jego kara nie dosięgła. To jego nazwisko ukazało się gazecie i Cino nie zarobił przyrzeczonych 25 lirów. Udało mu się jednak wygrywać inne wyścigi. Jego przeciwnikami byli Bartali oraz Bini.

W 1938 roku został zawodowcem. Było to dla niego jak wstąpienie do raju. Pojechał po raz pierwszy w Giro d’Italia w zespole Frejus, pomagając Giovanniemu Valettiemu w zwycięstwie. Pewnego razu Valetti zauważył, że młody Cino popija coś z butelki.

Co tam masz? – zapytał.
Rabarbar – odparł Cino .
Na co on pomaga?
Robi dobrze na żołądek.

Nazajutrz Cino podpatrzył, że Valetti raczy się sokiem z rabarbaru.

Kiedyś Bini zaproponował Cinellemu bombkę z simpaminy oraz stenaminy. - Nie możesz potem zasnąć, ale czujesz się jak lew – przekonywał Bini. Cinelli dał się skusić na bombkę dwa razy, ale skutek był żaden. Spał sobie spokojnie, a podczas wyścigu wcale nie poczuł sił lwa. Więcej tego nie brał, za to polubił piwo.

Kariera Cinellego nie była długa, bo przerwała ją wojna. Wygrał trzy etapy Giro d’Italia, Milano – San Remo oraz Giro di Lombardia. Po wojnie przeniósł się do Mediolanu i stał się przemysłowcem. Z kolarstwem był zawsze blisko i przez pewien czas był prezesem związku zawodowego włoskich kolarzy. Zmarł w 2001 roku.

Przysmaki: Sergio Dondoli

Naprawdę warto zboczyć z drogi pomiędzy Florencją, a Sieną do San Gimignano. Nie tylko po to, żeby zachwycać się kolekcją wspaniałych wież. W tej małej, historycznej miejscowości, na Piazza della Cisterna, znajduje się mała lodziarnia, która znana jest na cały świat. Rządzi w niej Sergio Dondoli, dwukrotny mistrz świata w lodziarstwie. Jego lody są autorskie, mają nazwy niespotykane, zastrzeżone w urzędzie patentowym.

W Crema ze Santa Fina specjalnie po raz pierwszy został użyty szafran, bo od wieków San Gimignano słynęło z eksportu wyjątkowego szafranu. Był on najbardziej znany w Europie, transportowano go statkami do Egiptu. Szafran w tych okolicach ma tak bogatą historię, że Dondoli postanowił go jakoś włączyć do lodów. Wyszło dobrze, więc zechciał ten smak jakoś oznaczyć. Tak jak potem kolejne smaki, które były bardzo dla niego znaczące, opatrywał symbolem ®.

Curva Fiesole jest związana z uczuciem Sergio do piłki nożnej i jego klubu Fiorentina. Wszyscy piłkarze klubu jedzą te lody. Jak jest jakaś sportowa okazja, to zawsze je robi. Curva Fiesole® jest hołdem oddanym przez Sergio jego umiłowanemu klubowi piłkarskiemu Fiorentina, na którego stadionie znajduje się mityczna, zaokrąglona trybuna, impresja lodowa to najczystsza owcza ricotta z jagodami, co po zmiksowaniu daje fioletowy kolor przypominający barwy klubowe, te lody są wytwarzane tylko podczas zbiorów jagód.

Znane stały się też sorbety: rozmaryn z maliną oraz jeżyna z lawendą. Sergio tak wytłumaczył mi te kompozycje:

Dlaczego wybrałem te smaki? Rozmaryn jest rośliną śródziemnomorską. Tutaj wszędzie wyczuwa się zapach rozmarynu. Ja pochodzę z wiejskiej rodziny i ten zapach zawsze był mi obecny. Dlatego poprzez niego chciałem nadać lodom duszę. Z lawendą jest tak samo. Nie znajdzie się w Toskanii ogródka lub balkonu, gdzie nie rosłaby lawenda. Kiedy byłem mały, jak się otwierało szafę z ubraniami, to rozchodził się zapach lawendy, bo babcia ją umieszczała w środku.

Cykl "Kolarskie historie Piotra Ejsmonta" od lat stanowił nieodłączny element portalu Pro-Cycling.org. Zakurzone przez upływ lat historie z kolarskiej przeszłości przywoływał Piotr Ejsmont, którego na gościnne występy kontynuujemy po fuzji portali.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Romek

    14 maja 2019, 08:40 o 08:40

    "Kiedyś Bini zaproponował Cinellemu bombkę z simpaminy oraz stenaminy. - Nie możesz potem zasnąć, ale czujesz się jak lew – przekonywał Bini. Cinelli dał się skusić na bombkę dwa razy, ale skutek był żaden. Spał sobie spokojnie, a podczas wyścigu wcale nie poczuł sił lwa. Więcej tego nie brał," - jak widać poziom żenady ten co dzisiaj. "Brałem, ale nic mi to nie dawało, więc odpuściłem". Jasne 🙂

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: