Inteligentny i małomówny mocarz. Primoz Roglic faworytem Giro d’Italia

Primoz Roglic przed startem 102. edycji Giro d'Italia jest na ustach sporej części mediów i rywali. Słoweniec po udanej wiośnie jest faworytem wyścigu, a na starcie staje opanowany i ze wsparciem silnego zespołu.

Primoz Roglic nie mówi wiele. Nie jest to przedstartowa trema, nie jest to polecenie ekipy. Słoweniec w kontaktach ze światem mediów pozostawał i pozostaje swego rodzaju enigmą. W wywiadach nie jest wylewny, mówi średnim angielskim, przez co jego wypowiedzi nie należą do najbardziej interesujących lub wybieranych przez redaktorów na nagłówki. Zachowanie to oddaje podejście 29-letniego kolarza, który na szosę trafił po przerwanej karierze skoczka narciarskiego. Roglic nie mówi wiele, skupia się bardziej na wyścigu, zdaje się być w swoim świecie, bardziej ożywiony jest jedynie w konwersacjach w rodzimym języku.

W tym roku lider Jumbo-Visma wszystko podporządkował startowi w Giro d’Italia, a za nim niesamowita passa w wyścigach etapowych. Słoweniec wygrał bowiem trzy wyścigi WorldTour: UAE Tour, Tirreno-Adriatico i Tour de Romandie, występy te przeplatając obozami wysokogórskimi. Na starcie w Bolonii Roglic traktowany jest jako główny faworyt do zwycięstwa, choć największym zastrzeżeniem zdaje się być umiejętność utrzymania tak wysokiej formy do końca zmagań.

To prawda, zacząłem sezon bardzo mocno, zacząłem od wygranych. Po Tirreno-Adriatico przyszedł czas na trening, ostatnio podczas Tour de Romandie dobrze było się sprawdzić i wykonać dobry blok pracy. Jeśli możesz zrobić wynik, to nie ma co się oglądać, trzeba wykorzystywać szanse. Czekam zatem na start Giro

– powiedział na przedstartowej konferencji.

Słoweniec na pozycji faworyta Grand Touru znajduje się po raz pierwszy karierze, w wieku 29 lat, w swoim zaledwie czwartym starcie w tej klasy wyścigu. Przed rokiem do Tour de France przystępował wprawdzie jako jeden z liderów grupy, w tym roku to na nim skupiona jest uwaga mediów i rywali.

Bycie liderem jest wymagające, na pewno jest inaczej niż w moim pierwszym Giro. Dużo się od tego czasu zmieniło. Presja nie jest to dla mnie problemem, to są wymogi dla tych, którzy chcą być najlepsi

– ocenił.

Primoz Roglic

fot. LaPresse - D'Alberto / Ferrari

Roglic w ostatnich trzech sezonach dał się poznać jako zawodnik wszechstronny. Najlepiej radzi sobie rzecz jasna na odcinkach jazdy indywidualnej na czas, ale z czasem dołączył do grupki najlepszych wspinaczy w peletonie i występy uzupełnia skutecznymi finiszami z mniejszych grupek oraz umiejętnościami zręcznego pokonywania zjazdów.

Trasa na papierze wygląda na bardzo trudną. Nie mam zwykle wymogów co do etapów, czuję się dobrze w każdym terenie. I tak, znam górskie etapy i ich najważniejsze odcinki. Czasówka jest fajnym startem, to dobre wyzwanie. Na pewno jesteśmy przygotowani aby kontrolować, pokazaliśmy to już w poprzednich startach

– zaznaczył ostrożnie Słoweniec.

O ile Roglic nie należy do zawodników bardzo rozmownych, pałeczkę na polu komunikacji medialnej przejął szybko jego drużynowy kolega Jos van Emden.

Jesteśmy gotowi

– wyszeptał głosem Dartha Vadera do najbliższego mikrofonu, uzupełniając wypowiedź kolegi.

Holender, najstarszy zawodnik w grupie osłaniającej Roglicia na trasie Giro, przyznał, że pozycja, w jakiej znajduje się jego zespół, jest dla niego, przy całym doświadczeniu, nieco nowa.

Przez dwa tygodnie wiele może się wydarzyć. Jedziemy po zwycięstwo, zobaczymy jak ułoży się wyścig, ale nie będę tu mówił o szczegółach taktycznych. Startowałem w Giro i zawsze mieliśmy kapitana na generalkę. Ale nigdy nie zaczynaliśmy jako faworyci, nie z celem wygrania wyścigu. Jazda po zwycięstwo jest zupełnie inna. Ten skład ściga się razem od lutego, przerobiliśmy wszystko razem i wiemy jak bronić prowadzenia. Jesteśmy dobrze przygotowania i wiemy, co robić

– podkreślił.

fot. Lapresse / Fabio Ferrari

Van Emden, który na trasie Giro pojawiał się siedem razy, a w 2017 roku wygrał kończącą wyścig jazdę indywidualną na czas. Z Rogliciem ścigał się od początku przygody Słoweńca z zespołem z Holandii i na pytania o przygotowanie lidera grupy, odpowiedział w kontekście drogi pokonanej przez kolegę w dość krótkim okresie.

Czasem trzeba go było skorygować, powiedzieć mu, żeby wziął się w garść. Mówiłem mu, że to ja powinienem być tym, który narzeka na ból po tylu podjazdach. On odpadł wtedy z grupy 30 zawodników, więc tłumaczyłem mu, że już jest dobry. Teraz on jest w takim punkcie kariery, w którym ja nie mogę go już niczego nauczyć. Jeśli czegoś potrzebuje, przyjdzie i zapyta. On jest na takiej pozycji, o której ja nic nie wiem

– powiedział w rozmowie z nieliczną grupką mediów po konferencji.

Nie widziałem nikogo takiego w karierze, to największy mistrz z jakim się ścigałem

– dodał zdecydowanie.

Primoz jest wyjątkowy. To fantastyczny człowiek, nie ma chyba w peletonie ludzi, którzy go nie lubią. Wie co robi, bardzo szybko się uczy. Trzy lata temu nie wiedział co robi na rowerze, każdego dnia cierpiał katusze, chyba nigdy nie zaznał tyle bólu. To inteligentny facet, przemyślał to, co robił, zmienił parę rzeczy. Będzie się denerwował przed startem w sobotę, w trakcie trzech tygodni przyjdą momenty nerwowe, ale jest wyluzowany i wie co robi.

Zespół Jumbo-Visma do Włoch wysyła skład złożony z zawodników dobrze jeżdżących po górach, takich jak Sepp Kuss, Koen Bouwmann, Antwan Tolhoek oraz Laurens de Plus. Grupka ta zna się nieźle i gotowa jest wspomóc Roglicia, acz nie ma za sobą potęgi doświadczenia, która dysponuje 34-letni Van Emden.

Nie chcę by to zabrzmiało tak górnolotnie, jasne, każdy zespół potrzebuje kapitana, ale wolę być jednym z ośmiu. Jeśli jest ciężko i trzeba podjąć decyzję. Wtedy, tak, ktoś musi je podejmować. Ale jestem jednym z nich i każdy z nas ma swoje zadania

– podsumował.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

4 Comments

  1. Inaki

    9 maja 2019, 17:03 o 17:03

    Nie ma takiego kolarza jak Primoż Roglić. W języku słoweńskim w ogóle nie występują litery "ż" i "ć". Imię jest zapisane w formie fonetycznej, a nazwisko ani w fonetycznej ani w poprawnej pisemnej. Prawidłowy zapis to Primoz Roglic - litery "z" i "c": występują ze znakiem diakrytycznym zwanym - haczek. Polska klawiatura ich nie posiada. Natomiast prawidłowa wymowa to Primoż Roglicz. Jeśli autor artykułu nie używa znaków diakrytycznych, to już lepiej napisać bez nich - Primoz Roglic.
    Podobnie błędnym zapisem jest Mohorić - to też Słoweniec. Litery "c" z akutem - ' występują w nazwiskach w pozostałych byłych republikach jugosłowiańskich. I tamte wymawiane są jako - ić.

    • zapaliczka

      10 maja 2019, 10:10 o 10:10

      O to dzięki za podpowiedź. Ja poznawszy trochę serbskiego wymawiałem jego nazwisko na modłę serbską. Od dzisiaj obiecuję poprawę 🙂

    • Bedrzich

      10 maja 2019, 10:12 o 10:12

      O dzięki za podpowiedź. Ja poznawszy trochę serbskiego wymawiałem jego nazwisko na modlę serbską. Od dzisiaj obiecuję poprawę 🙂

  2. Macias

    9 maja 2019, 21:45 o 21:45

    Forma mogła przyjść za szybko i Primoz skończy się w połowie drugiego lub w trzecim tygodniu.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: