Amstel Gold Race 2019. Van Vleuten i Spratt po pierwszy ardeński triumf

Czy Amanda Spratt i Aannemiek van Vleuten zdołaj przełamać dominację zespołu Boels Dolmans w ardeńskich klasykach?

Póki co żadnej zawodniczce Mitchelton-Scott nie udało się jeszcze wygrać wyścigu zaliczanego do ardeńskiego tryptyku. Rok temu druga w Liege-Bastogne-Liege była Amanda Spratt, trzecia Annemiek van Vleuten. W latach 2017 i 2018 Australijka i Holenderka zapisały także trzecie lokaty w Amstel Gold Race. Zwycięstwa brakuje, a na ardeńskich trasach regularnie dominują Anna van der Breggen oraz jej koleżanki z zespołu Boels Dolmans.

W sezonie 2019 duet przewodzący grupie z antypodów chce doświadczenie, siłę ekipy i indywidualne możliwości zamienić na zwycięstwo. Pierwsza szansa w niedzielę, podczas trzeciej edycji Amstel Gold Race.

Spratt i Van Vleuten ze wsparciem świetnie wspinającej się Lucy Kennedy to tercet mający ambicje rozdawać karty na trasach ardeńskich klasyków.

Trudno przewidzieć czego możemy się spodziewać. Trasę znam jak swoje pięć palców, kluczem jest oczywiście ustawienie przed najwyższymi podjazdami. Mając wokół siebie tak mocny zespół, nasze szanse wyglądają nieźle

– powiedziała przed startem "Piwnego Wyścigu" Van Vleuten.

Holenderka w tym roku do ardeńskiego tygodnia przystępuje z wyjątkowo mała ilością dni wyścigowych na koncie. Póki co startowała cztery razy, zapisując wygraną w Strade Bianche, drugie miejsce w Ronde van Vlaanderen, 4. w Omloop Het Nieuwsblad i 7. w Dwars door Vlaanderen.

Van Vleuten w ostatnim starcie, Ronde van Vlaanderen, była jedną z najmocniejszych zawodniczek i wraz z Cecilie Uttrup Ludwig (Bigla) oraz Martą Bastianelli (Virtu Cycling Women) zawiązała kluczową akcję. 36-latka na wzgórzach Flandrii nie zdołała jednak zgubić mistrzyni Europy, która na finiszu bez kłopotu ograła rywalki.

Rywalki muszą cierpieć. Mam nadzieję, że będziemy mieli wyścig na wyczerpanie, nie jak na "Flandrii", gdzie wjeżdżałyśmy wszystkie. Byłoby dobrze gdyby na każdym podjeździe toczyła się walka, bo wtedy szybkim zawodniczkom będzie znacznie trudniej

– tłumaczyła.

Ardeński tydzień przed rokiem był przełamaniem dla Amandy Spratt. Australijka ubiegły sezon świetnie zaczęła w mniejszych wyścigach, ale dopiero w Ardenach dała się poznać jako jedna z pięciu najlepszych zawodniczek świata. Trzecie miejsce w Amstel Gold Race było dużym wyczynem, a rajd w finale Liege-Bastogne-Liege i drugie miejsce za Anną van der Breggen stanowiło potwierdzenie, że Australijka jest w stanie dźwigać na ramionach status liderki ekipy i współpracować z Van Vleuten  finałach najważniejszych imprez.

Spratt w kolejnych miesiącach wygrała etap Giro Rosa i skończyła cały wyścig na drugim miejscu, a podczas mistrzostw świata w Innsbrucku wywalczyła srebrny medal w wyścigu ze startu wspólnego.

To nie tajemnica, że Ardeny są moim pierwszy celem sezonu. Jestem podekscytowana, tym bardziej że po wszystkich przygotowaniach mam poczucie, że jestem na poziomie wyższym niż przed rokiem

– zaznaczyła.

Cieszę się tym, że mamy mocną ekipę. Jeśli w finale będzie nas kilka, będzie to okazja do taktycznej rozgrywki by wyścig rozstrzygnąć na naszą korzyść. Spodziewam się agresywnego ścigania i ataków na rundach. W niedzielę najważniejsze dla mniej jest stworzenie sytuacji, w której jedna z nas może wygrać.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: