Mathieu van der Poel jak burza

Matheu van der Poel

"Nie nazwę siebie faworytem" – deklaruje po zwycięstwie w Dwars door Vlaanderen a na cztery dni przed Ronde van Vlaanderen Mathieu van der Poel.

Van der Poel występy w wyścigach szosowych rozpoczyna od dróg najlepiej sobie znanych. Wszechstronny Holender po zdobyciu mistrzostwa świata w przełajach kilometry wyścigowe złapał na trasie małego wyścigu Tour of Antalya w Turcji, po czym ruszył na bliskie sobie belgijskie trasy.

Gandawa-Wevelgam i Dwars door Vlaanderen były dwoma pierwszymi startami 24-latka w wyścigach cyklu WorldTour. Van der Poel spisał się znakomicie i w niedzielę, po 252 kilometrach, finiszował czwarty, natomiast we środę, po 183 kilometrach, na swoją korzyść rozstrzygnął finisz z ucieczki.

Holenderski przełajowiec pokazał tym samym, że nie brakuje mu wytrzymałości ani szybkości w końcówkach flandryjskich klasyków. Młodemu kolarzowi brak wprawdzie doświadczenia ścigających się co roku na brukach Belgii klasykowców, ale dzisiejszy triumf w gronie zaprawionych w walce szosowców pokazał, że nie jest to przeszkoda nie do pokonania.

Jestem bardzo usatysfakcjonowany zwycięstwem w wyścigu WorldTour i tym jak się on potoczył. Koledzy z ekipy dostali instrukcje by szarpać na podjazdach, a ja moment znalazłem dopiero gdy za atakiem Driesa De Bondta pojechał Ivan Garcia Cortina

– tłumaczył mistrz Holandii po zwycięstwie w Dwars door Vlaanderen przed kamerami "Sporzy".

Na Knoktebergu zaufałem instynktowi. Nie chciałem zostać w tłumie, chciałem uprzedzić rozwój wydarzeń. Niestety, Dries złapał defekt, gdyby jechał ze mną, mniej sił kosztowałoby mnie prowadzenie czołówki.

Van der Poel, który po pełnym sezonie przełajowym na szosie zapisał zaledwie 8 dni startowych, na brukach radzi sobie póki co fantastycznie. Nie ukończył wprawdzie Nokere Koerse, ale następnie wygrał GP de Denain (1.HC), a w dwóch ostatnich startach był wśród najlepszych kolarzy w stawce.

W finale ostantiego sprawdzianu przed niedzielym monumentem Van der Poel był jednym z motorów ucieczki, ale mimo to zdołał zachować siły na sprinterski finisz.

Szło nam dobrze, kiedy dojechali [Tiesj] Benoot i [Bob] Jungels, wiedziałem, że mam szansę wygrać. Jechałem już trudne wyścigi i zwykle zostawało mi trochę sił na sprint. Mam świadomość, że po takich zmaganiach jestem jednym z najszybszych w takich grupkach. Dziś obróciłem się akurat kiedy Turgis ruszył, co pozwoliło mi natychmiast odpowiedzieć

– wspominał.

Van der Poel w barwach swojej ekipy – drugoligowego zespołu Corendon-Circus – stanie w niedzielę (7 kwietnia) na starcie Ronde van Vlaanderen. Najważniejszy klasyk Flandrii to 270 kilometrów zmagań z brukami, krótkimi podjazdami, wiatrem i wąskimi dróżkami Flandrii i najsilniejszą grupką klasykowców.

Wiem, że ludzie będą postrzegali mnie jako faworyta na "De Ronde", ale ten wyścig miał tylko 180 kilometrów. "Flandria" jest o 100 kilometrów dłuższa i o wiele trudniejsza. Mam nadzieję się pokazać, ale nie nazwę siebie faworytem

– zadeklarował Van der Poel.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. KR

    9 kwietnia 2019, 19:28 o 19:28

    Naprawdę z "chłopaka będą ludzie!!" 🙂 na szosę wszedł bardzo płynnie po przełajach i pokazał że potrafi wygrywać nie tylko w słabiej obsadzanych wyścigach (niestety ze względu na grupę nie może jechać pewnie wszystkiego co by chciał) ale także w wyścigach najwyższej kategorii...a jak nie wygrywać to być w czołówce...w rhonde pokazał moc i czuję że w przyszłych sezonach może dojść do poziomu Juliana z tego sezonu,bo to co pokazuje "D'Artagnan" to naprawdę jest deklasacja innych!!nie ma różnicy czy klasyk czy wyścig etapowy,czy szutry czy kocie łby,potrafi wygrywać wszędzie i w tym sezonie dominuje!!zresztą podsumowując tę część sezonu to Julian to nr.1 według mnie,napewno na plus van der Poel właśnie,van aert,groenewegen (najlepszy sprinter),viviani,bennet,krostoff,bettiol i oczywiście...połowa Astany 😉 póki co na minus...sagan,Gilbert,Valverde (niby zawsze w czolowce,ale miałem nadzieję na więcej zwycięstw w tęczowej koszulce),no i cavendish,który jak dla mnie jest najlepszym sprinterem w historii,no ale chyba już zdrówko mu nie pozwoli wejść na niedawny poziom...froome,kittel,terpstra (tu chyba zmiana zespołu zaważyła).

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: