Volta a Catalunya 2019. "Superman" Lopez buduje formę

Miguel Angel Lopez

Miguel Angel Lopez (Astana) nie zwalnia tempa. 25-latek świetnie przejechał dwa górskie etapy Volta a Catalunya i pokazał, że na trasie Giro d'Italia będzie wymagającym przeciwnikiem.

To już czwarty sezon, w którym Kolumbijczyk z Pesca walczy jak równy z równym z najlepszymi góralami w peletonie. Na szczyt przebił się w 2016 roku zwycięstwem w Tour de Suisse, a potem, mimo dopadających go kontuzji, systematycznie budował pozycję jednego z najlepszych wspinaczy. Trzecie miejsca na ubiegłorocznych Giro d'Italia i Vuelta a España potwierdziły ten status, a 25-latek w roku 2019 jest już graczem wagi ciężkiej w wyścigach etapowych.

W tym sezonie Lopez ponownie będzie walczył we Włoszech i w Hiszpanii. Do tej pory w tym sezonie znów dał swoim sympatykom liczne powody do optymizmu – zwyciężył w generalce Tour Colombia 2.1, a po przyjeździe do Europy ukończył królewski etap Paryż-Nicea na drugim miejscu.

Teraz, w północno-wschodniej Hiszpanii, "Superman" wspina się jak mało kto i znów zanosi się, że będzie walczył o zwycięstwo w całej rywalizacji. Na wczorajszym odcinku z metą na Vallter 2000 Lopez miał wprawdzie problemy, ale do mety dojechał z najlepszymi.

Nie mogę powiedzieć, że jestem już w najlepszej formie. Prace trwają. Na początku podjazdu [Vallter 2000 – przyp.red.] trochę mi zabrakło, ale potem zdołałem się przebić do liderów. Powiem szczerze, doskwierała mi niska temperatura, na szczycie było raptem 3 stopnie Celsjusza

– tłumaczył po trzecim etapie rywalizacji.

Dziś, na La Molina, Lopez ruszył za to z kopyta już 10 kilometrów przed kreską. Zdecydowanie i moc pozwoliły mu jako pierwszemu wjechać na metę, po udanym połknięciu walczących o etapowe zwycięstwo uciekinierów.

Wiedziałem, że ten etap jest dla mnie okazją, aby coś zdziałać w klasyfikacji generalnej. Byliśmy zatem bardzo zdeterminowani i chcieliśmy to dobrze rozegrać. Chłopaki wykonali świetną robotę. Cały dzień mnie chronili i wyprowadzili na dobrą pozycję na ostatnim podjeździe

– tłumaczył na mecie w rozmowie ze sztabem prasowym.

Kolumbijczyk przyjechał do Katalonii jako lider swojej drużyny, chcąc dalej pracować nad formą i sprawdzić się na tle najmocniejszych rywali przed Giro d'Italia. Póki co, okazje wykorzystuje. Jego przyspieszeniu na La Molina nie sprostali m.in. Adam Yates (Mitchelton-Scott), Nairo Quintana (Movistar Team) i Egan Bernal (Team Sky).

Wczoraj czułem, że noga podaje i mogę utrzymać się z najlepszymi, więc dziś zadecydowałem, że zaatakuję na ostatnim podjeździe. Może zaryzykowałem, ale ruszyłem po raz pierwszy 8,5 kilometra przed metą. Potem, gdy ruszyłem 7 kilometrów przed kreską, dałem z siebie wszystko

– relacjonował.

Dzięki sukcesowi Lopez przejął biało-zielony trykot lidera, uzyskując 14-sekundową przewagę nad drugim Yatesem. Za kolarzami już dwa najważniejsze wyzwania w Pirenejach – jeżeli lider Astany przetrwa dwa nieco pagórkowate etapy oraz prowadzący na rundzie z Montjuic odcinek w Barcelonie, sięgnie po 15. zwycięstwo w karierze, w tym trzecie w wyścigu etapowym.

Kolumbijczyk podchodzi do obrony koszulki na spokojnie, wiedząc, że na radość czas przyjedzie na mecie w Barcelonie. By daleko nie szukać – aktualnie trzeci w klasyfikacji generalnej Egan Bernal drugie miejsce w Katalonii przed rokiem stracił po kraksie na ostatnich kilometrach rywalizacji.

Wyścig wciąż jest otwarty. Zostały nam trzy etapy, czeka też ciąg dalszy walki w generalce. Cieszę się ze zwycięstwa, a w kolejnych dniach reagował będę na to, co się wydarzy

– podkreślił.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: