Volta a Catalunya 2019. Thomas De Gendt wart każdego centa

Thomas De Gendt

Thomas De Gendt na trasie Volta a Catalunya udowodnił po raz kolejny, że jest wart każdego centa, który co miesiąc wypłaca mu zespół Lotto Soudal.

Belg nie tylko z podziwu godną skutecznością wygrywa etapy najważniejszych wyścigów etapowych, ale przez swoją otwartość i uprzejmy, acz stanowczy sposób komentowania kolarskiej rzeczywistości stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych kolarzy zespołu.

De Gendt swój wizerunek samotnego uciekiniera, potrafiącego niemal każdą okazję przekuć na sukces, buduje od lat. Na przestrzeni sezonów wygrał dwa etapy Paryż-Nicea (2011, 2012), cztery odcinki Volta a Catalunya (2013, 2016, 2018, 2019), po etapie Criterium du Dauphine (2017), Tour de Romandie (2011) i Tour de Suisse (2018), odcinki Tour de France (2016), Giro d'Italia (2012) i Vuelta a Espana (2017).

Popularny zawodnik potrafi opowiadać o zastosowaniu najnowszych technologii w kolarskim treningu, acz jego podejścia do startów nie charakteryzuje przesadna dbałość o liczbę generowanych watów, a bardziej dobre wyczucie swoich możliwości i sytuacji na trasie. By pokazać, że zawodowi kolarze na rowerze potrafią robić coś innego niż tylko trenować, w październiku 2018 roku wraz z drużynowym kolegą Timem Wellensem zorganizował rowerową wyprawę przez Europę. Dwójka zawodników do Belgii z północy Włoch wracała rowerami, przygody relacjonując za pomocą mediów społecznościowych i przyciągając uwagę mediów w okresie posezonowej posuchy.

Wczoraj, na trasie pierwszego, mocno pofałdowanego etapu Volta a Catalunya, De Gendt zrobił to, co w ucieczkach robi od lat. Na pierwszych podjazdach sprawdził konkurencję, planując zabrać ze sobą tylko najmocniejszych. Tych odczepić chciał później, acz plan nie do końca poszedł po jego myśli.

Musiałem być w tym odjeździe, chciałem wygrać etap. Przy okazji próbowałem zgarnąć koszulkę najlepszego górala, ale nie traciłem na to zbyt dużo energii. Peleton szybko okroił naszą przewagę do dwóch minut, ale nie panikowałem. Najtrudniejszy fragment był w tym punkcie przed nami. Na stromych fragmentach wspinaczek jechałem bardzo szybko, mając nadzieję, że przetrzymają tylko najsilniejsi. Tylko Luis Mate został na kole, ale nie był w stanie dawać mi zmian. Wiedziałem, że jedzie ostatkiem sił, więc na Coll Formic zaatakowałem i go odczepiłem

 tłumaczył po dekoracji w Calelli.

Zostałem sam, ale znałem dobrze zjazd, bo jechałem tu w poprzednich edycjach. Wiedziałem co przede mną, mogłem zaplanować z jaką mocą pojadę poszczególne odcinki. Ostatnie 40 kilometrów tego etapu w przeszłości jechałem już siedem razy.

Volta a Catalunya to wyścig, którego organizatorzy co roku premiują odważnych harcowników. Pagórkowate odcinki często okazują się zbyt dużym wyzwaniem dla sprinterów i ich pomocników, co sprawia, że najszybsi kolarze w peletonie rzadko zaglądają na katalońskie szosy.

Tak było też wczoraj. Samotny rajd 32-latka dał mu czwarte w karierze zwycięstwo na trasie Volta a Catalunya oraz prowadzenie w klasyfikacji generalnej wyścigu.

Pierwszego dnia nie ma lidera generalki, trudno więc znaleźć zespół, który poprowadzi peleton. Dla sprinterów było troszkę za ciężko, a ja na tym skorzystałem. Co więcej, chłopaki walczący o generalkę nie specjalnie się mną przejmują. Na dwóch górskich finiszach mogę stracić 15 minut, więc nie ma to znaczenia, że mam w tej chwili dwie minuty przewagi. Utrzymam prowadzenie pewnie przez jeden dzień, ale potem nie mam większych szans by nadążyć za najlepszymi

 analizował De Gendt.

Każdego roku podczas Paryż-Nicea i Volta a Catalunya jestem w świetnej formie, zawsze czekam z niecierpliwością na ten okres. Moja forma rosła podczas Paryż-Nicea, czułem się wyśmienicie. Po tygodniu przerwy spodziewałem się, że będzie mi szło jeszcze lepiej w Katalonii.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: