Tirreno-Adriatico 2019. Jakob Fuglsang dla Michele Scarponiego

Jakob Fuglsang

Jakob Fuglsang kontynuuje świetną passę zespołu Astany. Duńczyk solowym rajdem wygrał królewski odcinek Tirreno-Adriatico i zwycięstwo zadedykował byłemu koledze z drużyny - ś.p. Michele Scarponiemu.

Dla 33-latka to drugi triumf w tym sezonie, a dla zespołu Astany już 19. Kolarze w turkusowych koszulkach w ten weekend zgarnęli kilka cennych skalpów – w sobotę etap Tirreno-Adriatico rywalom i losowi wydarł Alexey Lutsenko, a w niedzielę, na trasie rozgrywanego równolegle Paryż-Nicea, sukces etapowy zapisał Ion Izagirre.

Rozstrzygający się na ośmiu rundach w Recanti piąty etap "wyścigu dwóch mórz" obfitował w akcje zaczepne, w których ścierały się ambicje i plany harcowników. Kolarze zainteresowani wynikiem w klasyfikacji generalnej jechali nieco bardziej zachowawczo, czekając na dwie ostatnie okrążenia i dwie ostatnie wspinaczki.

Czekał też Fuglsang. Duńczyk nie bawił się jednak w taktyczne gierki i na 24 kilometry przed metą ruszył po etap. Połknięcie pozostających na czele uciekinierów było formalnością i kolarz z Półwyspu Jutlandzkiego ostatnie 10 kilometrów pokonał już samotnie.

Powiedziałem wczoraj, że wygram dla Michele [Scarponiego], jeśli będę miał taką możliwość. Powiedziano mi, że on wygrał Tirreno-Adriatico 10 lat temu [Scarponi triumfował w Tirreno-Adriatico w 2009 roku – przyp. red.]. To był jego ulubiony wyścig i on kochał te szosy. Brakuje nam go, pozostaje on w naszych myślach. To był tak wspaniały facet... to zwycięstwo jest dla niego

– mówił Fuglsang po zakończeniu zmagań, zwycięstwo dedykując tragicznie zmarłemu w 2017 roku drużynowemu koledze.

Kiedy chłopaki pracowali by skasować ucieczkę, ja starałem się oszczędzać. Na podjeździe na przedostatniej rundzie, wiedziałem, że muszę się zbierać. Wiedziałem, że rywale muszą mocno pracować by utrzymać tempo nadawane przez Cataldo i Lutsenkę. To pomogło mi przed szczytem

– tłumaczył.

Duńczyk, który koncentruje się na walce w wyścigach etapowych, nie stroni od klasyków i w ostatnich dwóch sezonach zdaje się łapać balans między pomocą kolegą z ekipy, przygotowaniami do ważnych dla siebie startów i występami w kluczowych wyścigach etapowych.

W sezonie 2017 Fuglsang triumfował w Criterium du Dauphine, rok później na 2. miejscu skończył Tour de Suisse, a w czołówce przyjeżdżał też Tour de Romandie, Volta a la Comunitat Valenciana i Vuelta a Andalucia. Na trasie Amstel Gold Race umożliwił wygraną Michaelowi Valgrenowi, a sam w dziesiątce ukończył Liege-Bastogne-Liege. W tym roku wygrał natomiast Vuelta a Andalucia, wywalczył drugą lokatę w Strade Bianche oraz 6. w Vuelta a Murcia, na trasie której pomógł wygrać Luisowi Leonowi Sanchezowi.

Dzisiejsze zwycięstwo wyniosło Duńczyka na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Tirreno-Adriatico. Do końca wyścigu pozostały jeszcze dwa etapy, w tym 10-kilometrowa jazda indywidualna na czas. Lider Astany do drugiego Primoża Roglicia (Jumbo-Visma) traci 10 sekund, a do prowadzącego Adama Yatesa (Mitchelton-Scott) 35 sekund. Za jego plecami czyha Tom Dumoulin (Team Sunweb), ale Holendrowi na 10-kilometrowej czasówce trudno będzie odrobić 1:20 straty.

Wygrywanie jest trudne, do odniesienia sukcesu po ataku z daleka potrzebne jest szczęście i odwaga. Muszę pojechać dobrą czasówkę, żeby obronić podium przed Dumoulinem, dam więc z siebie wszystko

– podsumował.

Fuglsang w tym sezonie ma poprowadzić zespół Astany na trasie lipcowego Tour de France. Celem Duńczyka, który "Wielką Pętlę" skończył przed rokiem na 12. miejscu, będzie nawiązanie do 7. lokaty z 2013 roku lub nawet jej poprawienie.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: