Torowe MŚ 2019. Pszczolarski: "to był rekordowo szybki madison"

59,243 km/h – z taką średnią rozegrany został madison na zakończonych wczoraj w Pruszkowie mistrzostwach świata w kolarstwie torowym. O swoich odczuciach związanych z tym rekordowo szybkim wyścigiem mówił, w rozmowie z "Rowery.org", Wojciech Pszczolarski.

Wojciech Pszczolarski i Daniel Staniszewski są naszą wiodącą, torową parą rywalizującą w męskim madisonie. Podczas niedzielnego wyścigu w Pruszkowie zajęli oni 8. miejsce. Przez długi czas Polacy spisywali się w rywalizacji naprawdę dobrze, trzymając się ścisłej czołówki od samego początku. W drugiej połowie wyścigu jednak wyraźnie zaczęło brakować im sił i dynamiki, w efekcie czego stracili wysoką lokatę.

Brakuje mi trochę tych kilometrów w madisonie po upadku jaki zaliczyłem na torze w Kopenhadze. To była taka długa sześciodniówka, najdłuższą pod względem kilometrów. Ja upadłem na początku drugiego dnia. Byliśmy z Danielem w odjeździe i przy zmianie prawdopodobnie uciekło mi koło i zaczęło się domino. Ratowałem się, ale i tak poleciałem na deski.

Skończyło się wybitym barkiem i 11 szwami na kolanie. Mógł być obojczyk połamany, ale był tylko wybitny bark na szczęście. Do tej pory jeszcze mam "otapowany", ale jest wszystko w porządku. Jak później sprawdzaliśmy to uciekło mi przez to ponad 500 kilometrów w tym madisonie... Więc troszkę tego jest

– tak Wojciech Pszczolarski tłumaczył tuż po starcie swoją słabszą nieco jazdę, odnosząc się do upadku podczas torowego show "Six Day" w Kopenhadze, które odbyło się na początku lutego.

To są też trochę inne prędkości niż w wyścigu punktowym. Poza tym tam jestem zależny tylko od siebie, a tutaj jestem zależny od Daniela, który naprawdę w strasznym gazie był na tym madisonie. Mocno pracował i był ambitny.

Staraliśmy się dobrze zacząć. Wbić się w ten wyścig od samego początku, żeby też głowę przestawić. Liczyłem, że może uda się utrzymać koło tego 5. miejsca, ale końcówka nam się niestety nie ułożyła. Strasznie zaczęło tam się wszystko szarpać na koniec i brakowało już trochę szybkości i wytrzymałości. Może trochę za mocne obroty wrzuciliśmy, może gdybyśmy pojechali nieco lżej to wyglądałoby to bardziej dynamicznie z naszej strony

– dodał "Pszczoła".

Trudno mi teraz to ocenić, ale tak jak mówię – bardziej tu mogę brać to na siebie. Ten brak kilometrów był naprawdę odczuwalny. Jednak z drugiej strony cieszę się, że zdążyłem wrócić do siebie po tej kraksie w Kopenhadze dosyć szybko i w ogóle stanąłem tutaj na starcie.

Z jednej strony to lokata daleka od podium, na które kibice z pewnością mocno liczyli. Z drugiej zaś 8. miejsce wciąż daje polskiemu duetowi cenne punkty do rankingu olimpijskiego oraz – co niemniej istotne z punktu widzenia zawodników – ministerialne stypendium, które umożliwi im kontynuowanie przygotowań do igrzysk w Tokio.

8. miejsce nie jest złe. To całkiem dobra lokata, choć niedosyt pozostaje oczywiście. Poza tym zawsze mogło być gorzej, ale mamy punkty do rankingu olimpijskiego i na półmetku kwalifikacji jesteśmy na tych igrzyskach w Tokio, więc trzeba się z tego cieszyć i walczyć dalej przez kolejny rok

– ocenił aktualny mistrz Europy w wyścigu punktowym.

Rozgrywany na Arenie Pruszków madison, będący jedną z ostatnich konkurencji torowych mistrzostw świata 2019, był niezwykle zacięty i dynamiczny. Aktywna jazda wszystkich zespołów sprawiła, że wykręcili oni rekordowo wysoką średnią – 59,243 km/h.

Dzisiejszy madison był rekordowy. Poprzedni był 58,6km/h (57,277km/h) w 2016 roku Londynie, gdzie wygrali Mark Cavendish z Bradleyem Wigginsem. Ponad 59km/h jeszcze nie było na 200-rundowym madisonie. Z resztą na Pucharach Świata także nie było taki szybkiego madisona, więc możemy powiedzieć, że póki co to u nas w Pruszkowie był rekordowo szybki wyścig i dało się to zauważyć

– zaznaczył na koniec reprezentant Polski.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Sędzia

    4 marca 2019, 18:14 o 18:14

    Ze względu na obowiązujący na wyścigach UCI sposób zrzucania okrążeń do przejechania po każdym nadrobieniu okrążenia (a tych nadrobień było w pruszkowskim madisonie wyjątkowo dużo), realnie przejechany dystans jest mniejszy niż 50 km. Trudno też porównywać średnie z poszczególnych wyścigów, ponieważ realnie pokonywany dystans może się różnic właśnie w zależności od liczby nadrobień, a także, niestety, od spójności sędziowania z wytycznymi UCI w zakresie zrzucania okrążeń.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: