Torowe MŚ 2019. Daria Pikulik: "to wynik otwierający nam dużo na przyszłość"

Ósme miejsce Darii i Wiktorii Pikulik w madisonie może nie wydawać się wielkim osiągnięciem, jednak siostrom z Darłowa rezultat przyniósł satysfakcję i cenne punkty do rankingu olimpijskiego.

22-letnia Daria i 20-letnia Wiktoria Pikulik po raz pierwszy startowały razem w madisonie na mistrzostwach świata. Do boju zagrzewane były przez zgromadzonych na pruszkowskim welodromie kibiców z rodzinnych stron, a ósmą lokatą potwierdziły, że są w stanie walczyć o miejsce w gronie zespołów na celu mających igrzyska olimpijskie.

Przede wszystkim wyścig był dłuższy – było to 120 rund, a nie 80. Po drugie, ja byłam przeziębiona przed mistrzostwami świata, wczoraj w omnium naprawdę walczyłam sama ze sobą, a dziś jak wstałam, to nie byłam pewna czy wystartuję. Ale powiedziałam sobie, że dla siostry trzeba się zmobilizować. Myślę, że to jest dobry wynik, otwierający nam dużo na przyszłość. Przede wszystkim ranking olimpijski, przede wszystkim stypendium za 8. miejsce. Naprawdę fajnie wyszło, walczyłyśmy do samego końca. Mimo tych problemów, to chyba jeden z najlepszych madisonów, jakie jechałyśmy

– tłumaczyła po zakończeniu zmagań w krótkiej rozmowie z "Rowery.org" Daria Pikulik.

Do programu mistrzostw świata konkurencja madisona kobiet dodana została dopiero w roku 2017, a wyścig w Pruszkowie był dla sióstr Pikulik pierwszym wspólnym występem na tej imprezie. Polki na takim poziomie wcześniej razem startowały razem tylko cztery razy, m.in. w Pucharach Świata w Saint-Quentin-en-Yvelines i Londynie, gdzie zajęły odpowiednio 11. i 6. miejsce. Doświadczenie w rywalizacji par oraz punkty do rankingu Międzynarodowej Unii Kolarskiej zdobywały za to podczas startów w sześciodniówkach w Kopenhadze, a kilka miesięcy temu – w Londynie.

To chyba był najszybszy madison, jaki jechałam, naprawdę. Fakt, że jest 40 rund wiecej, cztery finisze więcej niż na Pucharach Świata, to też się liczy. Ciężki wyścig, jechał dobry skład Australijek, były Brytyjki, bardzo dobra obsada. To mistrzostwa świata, rok przedolimpijski, na pewno wszyscy są w 100% przygotowani, więc możemy się cieszyć, żę w takiej stawce wchodzimy w ósemkę

–  oceniała Daria.

Na ponad rok przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio torowe kadry z każdego kraju liczą skrzętnie punkty zbierane w kwalifikacjach, chcąc zapewnić sobie występy w torowych rozgrywkach w 2020 roku. W madisonie kwalifikuje się osiem najlepszych reprezentacji, które nie uzyskały kwalifikacji przez wyścig drużynowy na dochodzenie. Federacje, których zawodniczki zakwalifikowały się w wyścigu drużynowym, także mogą zgłaszać swoje składy, co obostrzone jest także innymi warunkami.

Polska w rankingu olimpijskim zajmuje w madisonie 13. lokatę, a zyskać powinna po tym, jak dalsze miejsca zajęły Francuzki, Japonki, Kanadyjki, Ukrainki i Nowozelandki.

Z perspektywy kadry Polski, miejsce w ósemce zawodów rangi mistrzostw świata to także przesłanka do dalszego korzystania z ministerialnego programu stypendiów. Środki te, w trudnej sytuacji struktur Polskiego Związku Kolarskiego, potrafią być kluczowe dla funkcjonowania i planowania przygotowań.

Na pewno daje nam to fajne otwarcie przed igrzyskami, bo w naszym przypadku trzeba patrzeć na każdą konkurencję z osobna. Awans drużyny nie jest pewny do końca. Więc dobrze, że weszłyśmy w dziesiątkę w omnium, w madisonie jesteśmy w dziesiątce, na pewno jest to dobry prognostyk

–  podsumowała starsza z sióstr.

Wyścig w Pruszkowie wygrał holenderski duet Kirsten Wild i Amy Pieters, który wyprzedzić zdołał Australijki Amy Cure i Georgię Baker, a także Dunki Amalie Dideriksen i Julie Leth. Siostry Pikulik punkty zbierały na czterech z dwunastu lotnych finiszy, w tym 10. i 11., co po zaciętej walce w finale skończyło się ósmą lokatą.

W naszym przypadku mamy plan taki, żeby trzymać się czołówki od startu. Jest takie coś, że jak jedziesz jako ostatnia, to czujesz, że jest jeszcze trudniej niż z przodu. Musimy trzymać się przodu, dawać sobie dobre zmiany i wszystko bedzie dobrze

–  tłumaczyła Wiktoria, zapytana o taktyczne planowanie startu.

Dzisiaj zmiany były niezdarne, przynajmniej w moim wykonaniu. Za wolno zjeżdżałam, nie potrafiłam się z początku odnaleźć. Jechałam, nie wiedziałam co się dzieje. Potem się otrząsnęłam... ale mimo to myślę, że wychodzi na to wszystko coraz lepiej

–  przyznała.

Rywalizacja na welodromie w Pruszkowie obfitowała w kraksy, czego znakiem było zatrzymanie wyścigu po upadku Nowozelandki Michaeli Drummond. To pozostałym zawodniczkom dało chwilę na złapanie oddechu i komunikację wybiegającą poza jedno lub dwa słowa zwykle wymieniane podczas krótkiej zmiany.

Po tej neutralizacji obudziłyśmy się, że ósemka jest w zasięgu i trzeba o nią walczyć. Ja powiedziałam "kurde, Wiktoria, masz zrobić wszystko, że jak zjedziesz z toru, to masz z niego [z roweru] spaść. Spaść z roweru. Zróbmy wszystko, żeby pojechać na 100% i po zakończeniu tego wyścigu powiedzieć sobie, że zrobiłyśmy wszystko co mogłyśmy". I myślę, że dałyśmy radę, zrobiłyśmy wszystko co mogłyśmy

–  precyzowała Daria.

Te ostatnie dwa finisze nam wyszły. Szkoda tylko, że Rosjanki nam odjechały, ale one tak zawsze robią. Mogłam się tego spodziewać, one zawsze na ostatnim finiszu zdobywają punkty. Nie miały żadnych punktów i ostatnim finiszem weszły do pierwszej ósemki. Szkoda, że nam odjechały, bo mogłyśmy być siódme.

Kryzys PZKol i jego skutki. "Błędne koło" torowej kadry

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: