Przełajowe MŚ 2019. Inge van der Heijden. Koncentracja w wirze walki

19-letnia Inge van der Heijden zdobyła w Bogense tytuł mistrzyni świata orliczek w kolarstwie przełajowym i tym samym świetnie rozpoczęła przygodę z zespołem CCC-Liv.

W Polsce o Inge van der Heijden słyszał mało kto. Wiadomością dnia nie była nigdy jej wygrana w krajowych mistrzostwach przed rokiem, ani nawet dołączenie do sponsorowaną przez polską firmę CCC ekipy CCC-Liv.

19-letnia Holenderka w marcu 2018 roku dołączyła do grupy Waouwdeals i znana mogła być raczej tylko w Holandii. Łączyła szosę i przełaje, była mistrzynią kraju orliczek, ale do tego sezonu przełajowego nie wypływała na szersze wody. Na szosie pomagała koleżankom, startując raptem 10 razy w sezonie.

W ostatnich miesiącach udanie startować jednak zaczęła w Pucharach Świata, ale ponieważ orliczki jeżdżą razem z elitą, w tabelach wyników nie pojawiały się zwycięstwa.W zestawieniu kobiet do lat 23 zajęła jednak trzecią lokatę, a potwierdzeniem przynależności do czołówki było srebro mistrzostw Europy w tejże kategorii wiekowej.

Gdy zespół zmienił barwy i występować zaczął jako CCC-Liv, znalazła w nim miejsce, a także wsparcie dla łączenia występów na szosie i poza nią. Inwestycja ta opłaciła się, a wywalczony dziś tytuł mistrzyni świata to dla Van der Heijden największy sukces w rozpoczynającej się karierze. motywacja do pracy, a także bilet do większej rozpoznawalności.

Mistrzostwo świata to także sukces zespołu, choć zapewne bardziej na potrzeby budowania wizerunku w kraju, w którym przełaje to ważna dyscyplina sportu. Tęczowej koszulki zawodniczka CCC-Liv nie będzie miała okazji zbyt często prezentować na trasach, gdyż większość jej startów to i tak wyścigi elity.

Fantastyczna atmosfera, z ust kibiców słyszałam swoje imię na trasie. Będziemy świętować, tęczowej koszulki póki co nie zdejmuję

– cieszyła się świeżo upieczona mistrzyni świata orliczek.

Kadra Holandii do wyścigu orliczek przystąpiła na pozycji faworytek, mając w głowie by nie powtórzyć sobotniego wyczynu koleżanek z elity, które we cztery nie zdołały ograć Belgijki Sanne Cant. Ceylin del Carmen Alvarado, Yara Kastelijn, Inge van der Heijden oraz Fleur Nagengast nadawały tempo zmaganiom i zdawało się, że szybko wyścig o mistrzostwo świata zamienią w krajowe mistrzostwa.

Kontrola nie zapewniała jednak zwycięstwa. Holederki robiły co mogły, ale różnice nie były pokaźne. Próby ataku Alvarado kończył się niczym i dopiero na ostatnim kółku urodzonej na Dominiknie zawodniczce udało się uzyskać przewagę.

Wiedziałam, że na ostatniej rundzie muszę jako pierwsza wjechać na podbieg. Pomyłka w tym punkcie to wyścig do zapomnienia

– analizowała van der Heijden po zakończeniu zmagań.

Na ostatnim kółku reprezentująca na co dzień zespół CCC-Liv zawodniczka faktycznie rozpoczęła techniczną sekcję na czele, a gdy na zjedzie odskoczyła jej Alvarado, nie panikowała. Na dojeździe do ostatniej prostej zniwelowała przewagę, mijając koleżankę z ekipy na wiadukcie i rozpoczynając sprint. Wyścig w tym punkcie zmienił się w holenderką rozgrywkę o medale, gdyż żadna z rywalek nie zdołała włamać się w naciągnięty szyk holenderskiej ekipy.

Cały czas jechałyśmy razem. Wiatr nie odgrywał takiej roli, po prostu w czołowej grupce brakowało jednolitego rytmu. Kiedy Ceylin mnie minęła, trzymałam ją na odległość wzroku. Byłam naprawdę skoncentrowana. Na trasie było kilka momentów, w których można było odpocząć, więc w finale miałam jeszcze trochę sił na finisz. Kiedy dojechałam do Ceylin, rozpoczęłam od razu sprint i to zapewniło mi zwycięstwo

– tłumaczyła van der Heijden.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: