Przełajowe MŚ 2019. Bezbłędna Sanne Cant, pechowa Lucinda Brand

Trzeci tytuł przełajowej mistrzyni globu dla Sanne Cant, srebro, pech i łzy Lucindy Brand. Elita kobiet stanęła na wysokości zadania i wysoko zawiesił pod względem widowiskowości poprzeczkę elicie mężczyzn.

W gronie kandydatek do odebrania mistrzowskiego tytułu Sanne Cant jedną z najczęściej wymienianych kandydatek była Lucinda Brand. Jak się okazało, w trakcie wyścigu Holenderka była świetnie przygotowana fizycznie, nie zdołała jednak uniknąć błędów, które w znaczący sposób utrudniły jej walkę o tęczową koszulkę.

Brand, która po każdym z upadków lub uślizgów zdołała powrócić do czołówki, na podium nie kryła łez. W finale upadek przy zmianie roweru kosztował ją czas i siły, a być może szansę na złoto.

Mój ojciec złapał za rower sekundę za wcześnie, gdy moja stopa była jeszcze wpięta. To sprawiło, że runęłam na ziemię. Będę musiała mu to wybaczyć. W przeciwnym razie nie będziemy w stanie usiąść razem przy świątecznym stole

 powiedziała w rozmowie z "Sporza" nowa wicemistrzyni świata.

Holenderka straciła również cenne sekundy podczas pokonywania prostopadle nachylonego odcinka trasy w trakcie trzeciego okrążenia, gdy przednie koło jej roweru straciło przyczepność i zsunęło się w dół. Mimo dwóch wyżej wspomnianych błędów Holenderka do końca zachowywała kontakt z czołówką i miała realne szanse na przekroczenie linii mety na pierwszej pozycji.

Każdy, nawet najmniejszy poślizg powoduje, że naciskasz następnie mocniej na pedały. Każdy chce zachować jak najwięcej energii, jednak ja również musiałam odrabiać straty na pierwszym okrążeniu. Wiem, że jestem silną kolarką i dzięki temu, że zdarzyło się to na początku, mogłam coś z tym zrobić

 oceniła, wspominając początek kłopotów, wywrotkę na pierwszej rundzie.

Byłam blisko, ale to nie wystarcza. Jasne, że liczyłam na więcej, ale jestem drugą zawodniczką świata, to chyba dobrze?

podsumowała.

Bez błędów technicznych na śliskiej nawierzchnii pojechała za to Cant. Broniąca tytułu Belgijka przeciwko sobie miała cztery Holenderki, a na barkach sporo presji, ale te wyzwania na trasie wyścigu nie zdawały się robić na niej większego wrażenia niż błoto, które jej twarzy i kombinezonowi nadawało wygląd barw wojennych.

To był bardzo szybki wyścig, a ponieważ mocno wiało, różnice nie były duże. To była spora taktyczna rozgrywka, bo jechałam otoczona przez trzy czy cztery Holenderki i musiałam to mądrze rozegrać

 zaznaczyła przed kamerami "Sporzy".

Myślę, że miałam dobrą taktykę. Siedziałam na drugiej-trzeciej pozycji, a na czoło wychodziłam w sekcjach technicznych. Wyszło dokładnie jak chciałam

 dodała.

Cant tytuł mistrzyni globu wywalczyła po raz trzeci z rzędu i na mecie zrzuciła z siebie sporo presji.

Pierwszy tytuł był niespodziewany, drugim się cieszyłam, w ten nie mogę uwierzyć. Byłam sama przeciwko czterem Holenderkom. Ich prasa nie była mi przychylna, ale odpowiedziałam na to na trasie

powiedziała na mecie.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Romek

    7 lutego 2019, 09:35 o 09:35

    Sanne Cant to największa maruda wśród przełajowców. Nawet jak zdobywa 3 raz mistrzostwo to musi mendzić że "holenderska prasa nie jest jej przychylna"...

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: