Ścieżki CCC-Liv. Ashleigh Moolman-Pasio w poszukiwaniu zwycięstw

Ashleigh Moolman-Pasio w barwach CCC-Liv szuka nowych możliwości i wspomina drogę, jaką pokonała by znaleźć się wśród najlepszych zawodniczek świata.

Pozyskanie Ashleigh Moolman-Pasio przez przeistaczającą się w CCC-Liv ekipę Waouwdeals było jednym z mniej spodziewanych transferów jesieni 2018 roku, ale też największym ruchem na rynku ze strony drużyny Erica van den Booma.

Zawodniczka z RPA od trzech sezonów należy do światowej czołówki. Świetnie radząca sobie na stromiznach, drobna i szczupła zawodniczka stawała już na podium Giro Rosa (2018), Walońskiej Strzały (2013 i 2018), Women’s Tour (2016) czy Emakumeen Bira (2015, 2016 i 2017), wygrała Giro della Toscana (2016 i 2017), ale na koncie nie ma jeszcze zwycięstwa w wyścigu klasyfikowanym w cyklu Women’s WorldTour.

W sezonie 2019 Moolman-Pasio reprezentuje holenderską grupę sponsorowaną przez polską markę CCC i w pomarańczowych barwach wygrywać chce na trasach najważniejszych wyścigów. Jej spojrzenie na drogę jaką pokonała w ostatniej dekadzie oraz plany na przyszłość skupiają jak w soczewce problematykę budującej dopiero zręby profesjonalizmu dyscypliny sportu, a także pokazują wyzwania przed kobietami, które w tych niepewnych warunkach stawiają na zawodowy sport.

Po zwycięstwa

Kalendarz elity kobiet przez lata opierał się na jednodniowych wyścigach Pucharu Świata. Te, podobnie jak zresztą niezbyt licznie etapówki, w stosunku do podobnych imprez dla mężczyzn pozostawały w tyle, jeśli chodzi o organizację, prezentacje czy nagrody. Podobnie stan rzeczy wyglądał po stronie zespołów, a budowana w tych okolicznościach stosunkowa wszechstronność najlepszych zawodniczek dała ciekawy efekt. Gwiazdy kobiecego peletonu zdolne były i nadal są walczyć na brukach, na ardeńskich wzgórzach, a także na alpejskich przełęczach. Od wprowadzenia cyklu Women's WorldTour w 2016 roku proces ten uległ zmianom, acz specjalizacje w peletonie kobiet różnią się od tych znanych z peletonu panów.

I tak Moolman-Pasio w sezonie 2018 była jedną z najrówniej jeżdżących zawodniczek, zajmując wysokie miejsca w pagórkowatych klasykach, mniejszych etapówkach, brukowych klasykach oraz w Giro Rosa. Na 37 dni startowych tylko 12 razy nie była w czołowej dziesiątce, a na przestrzeni siedmiu miesięcy wywalczyła 2. miejsca w Giro Rosa i Setmana Valenciana oraz Walońskiej Strzale, 3. lokatę w La Course, a także 4. miejsca w Liege-Bastogne-Liege i Ronde van Vlaanderen. Triumfowała tylko dwukrotnie, jako pierwsza wjeżdżając na mety dwóch mniejszych imprez we Francji – La Classique Morbihan i Grand Prix de Plumelec-Morbihan Dames.

Wyniki te, którymi obdzielić można kilka zawodniczek, dla 32-latki stanowiły element motywacji by zmienić środowisko.

Celem są zwycięstwa, więcej zwycięstw. To prawda, miałam bardzo równy rok, ale nie wygrywałam zbyt często. Nie wygrałam jeszcze wyścigu WorldTour i to zwycięstwo jest moim celem. Chcę się nauczyć wygrywania. Chciałbym mieć równy sezon, jasne, ale będę miała określone cele, na których się skupię

– zadeklarowała zawodniczka z RPA w rozmowie z „Rowery.org”.

fot. ASO/T. Maheux

Moolman-Pasio do ekipy CCC-Liv trafiła z zespołu Cervelo-Bigla, w którym spędziła cztery sezony i który wspomagała swoją marką i pieniędzmi, gdy ten miał kłopoty. Jej odejście, jako najlepszej zawodniczki i twarzy grupy, zbiegło się z pojawieniem się w przestrzeni publicznej zarzutów pod adresem managera grupy Thomasa Campany, który miał tworzyć toksyczną atmosferę w ekipie, zastraszać zawodniczki i ingerować w szczegóły przygotowań bez właściwej troski o zdrowie podopiecznych.

Zmiana otoczenia to także zmiana obciążeń, w tym oczekiwań i zadań, gdyż w nowej grupie nie będzie jedyną zawodniczką z najwyższego poziomu.

Byłam w jednej ekipie przez cztery lata. Uważam, że dobrze jest stymulować rozwój, wprowadzać zmiany. Miałem dość udany sezon i ludzie pomyśleć mogą: „po co zmieniać, skoro idzie tak dobrze”... ale ja uważam, że dobrze jest wychodzić ze swojej strefy komfortu, a ja trochę w takiej byłam. Mam nadzieję, że zmiana otoczenia pomoże mi w staniu się lepszą zawodniczką i, miejmy nadzieję, wygrywaniu wyścigów. Ta drużyna była na topie przez wiele lat, ścigali się jako Rabobank, potem trochę ewoluowali, ale myślę, że mogę się wiele nauczyć

– zaznaczyła.

Holenderska struktura prowadzona przez Erica van der Booma przez ostatnie dwa sezony występowała pod szyldami WM3 Energie oraz Waouwdeals. W sezonie 2019 filarami grupy sponsorowanej przez polskiego producenta obuwia będą Marianne Vos oraz właśnie Moolman-Pasio. To, w teorii powinno pozwolić im na podział zadań w najważniejszych wyścigach i zdjąć z jednej i drugiej presję wygrywania w szerokim wachlarzu imprez.

Marianne Vos: "chcę być jedną z nich"

Vos, która w pierwszych miesiącach roku rywalizuje w wyścigach przełajowych, celowała będzie w wiosenne klasyki na brukach i mniej górskie wyścigi, koleżance z RPA zostawiając bardziej jej odpowiadające ardeńskie klasyki i wyścigi etapowe.

W wiosennych klasykach Strade Bianche to wyścig, który mi odpowiada i w którym mam szansę. Chcę również walczyć w Ardenach, tam chcę być w najlepszej formie. Więc będę walczyła na Strade, ale szczyt formy przygotuję na kwiecień. Chciałabym w końcu wygrać Walońską Strzałę. No i oczywiście Giro Rosa, to będzie mój cel

– Moolman-Pasio nie miała wątpliwości co do wyboru celów.

Dla pochodzącej z RPA zawodniczki dołączenie do holenderskiej grupy to z jednej strony szansa na zmianę i ściganie się w otoczeniu, w którym wyniki nie będą spoczywały wyłącznie na jej barkach, ale także wspomnienie początku kariery. Zawodniczka z RPA Marianne Vos poznała dość wcześnie, dopiero gdy zaczynała zawodową karierę i wciąż rywalizowała na szosach Republiki Południowej Afryki.

Kolarstwo odkryłam dość późno, odkryłam swój talent do roweru na studiach. Miałem 20-21 lat, więc pamiętam dość jasno możliwość trenowania z holenderską kadrą w pierwszych latach kariery. Oni przyjeżdżali do RPA na obozy. Miałem okazję jeździć z Marianne jako stosunkowo mało doświadczona zawodniczka i pamiętam doświadczenie olśnienia. Zawsze chciałam ją naśladować. 10 lat później mam szansę prowadzić z nią ekipę. To niesamowite

– przyznała, rozpoczynając wspominanie swojej drogi do europejskiego peletonu.

Inżynieria rowerowa

Ściganie w europejskim peletonie dla zawodników i zawodniczek z Ameryki, Australii czy innych kontynentów od dekad stanowiło spore wyzwanie. Nie dlatego, że reprezentowali niższy poziom czy hołdowali innym metodom treningu, ale często ze względu na geograficzne oderwanie od wszystkiego, w czym się wychowali. Transfer do Europy od zawsze był sporym krokiem w nieznane – raz, że z kolarskiej sceny zwykle jeżdżącej na nieco innym poziomie, dwa, że często obostrzonym barierą językową, wyborami między karierą a życiem rodzinnym czy towarzyskim. Nic więc dziwnego, że nie wszyscy odnajdowali się w tym, często samotnym, skoku na głęboką wodę.

Tym bardziej dziwić nie powinno zjawisko organizacji kolarzy z tych samych krajów – zawodnicy, którym udało się zagrzać miejsce na Starym Kontynencie lub agenci zainteresowani talentami z innych kontynentów, chętnie pomagali młodszym i nieopierzonym. Lance Armstrong w Gironie rozsławił amerykańską kolonię, która żyje tam i mieszka do dziś, a Rigoberto Uran gościł u siebie kolejne fale Kolumbijczyków napływające z Ameryki Łacińskiej.

Jakiekolwiek trudy pokonywać na tym polu musieli mężczyźni, w przypadku kobiet sytuacja była i do dziś pozostaje bardziej skomplikowana. W peletonie kobiet wartości kontraktów są nieporównanie mniejsze niż wśród panów, struktury często nie istnieją lub opierają się na niekontrolowanych i często działających według własnego uznania jednostkach. Dla zawodniczek z Europy podjęcie marzenia o zawodowstwie i wyjazd do Włoch czy Belgii to już spore wyzwanie i krok w nieznane, a tym większe dla osób przybywających do Europy z innych kontynentów.

Moolman-Pasio kolarstwo odkryła dopiero jako studentka inżynierii chemicznej położonego pod Kapsztadem Stellenbosch University. Nie miała więc za sobą stopniowej drogi przez wyścigi młodszych kategorii wiekowych i pojęcia o zawodowym sporcie. Jak się szybko okazało – nie miało to większego znaczenia. Uniwersytet dał jej wykształcenie, przyszłego męża oraz odkrytą za jego sprawą nową pasję – rower. Carl Pasio, którego poznała na studiach, startował w triathlonach, ścigał się na rowerze i zaraził ją pasją, a w kolejnych latach towarzyszył jej na wszystkich szczeblach kariery.

Pochodzę z Afryki Południowej, zrobiłam więc ryzykowny krok, przenosząc się na inny kontynent, do innego kraju, w środowisko mówiące w innych językach. Na początku było trudno, wprawdzie znalazłam miejsce w belgijskiej grupie Lotto, ale wszystko musiałam załatwić sama. Musiałam kombinować jak utrzymać sponsorów z RPA w czasie gdy jeździłam w Europie

– wspominała Moolman-Pasio.

W szeregi grupy Lotto Ladies trafiła w 2010 roku i od tego czasu regularnie pojawiać się zaczęła na europejskich szosach, a przynajmniej w wyżej notowanych imprezach UCI. Pierwsze w karierze Giro Rosa skończyła na 17. miejscu, rok później została mistrzynią Afryki, pojawiła się na podiach dwóch etapówek i stopniowo wchodzić zaczęła do grona najlepszych góralek w peletonie.

Miałam szczęście, że wyszło, otrzymałam sporo wsparcia od mojej rodziny i mojego męża na tej drodze. Dziś jestem na pozycji, z której mogę powiedzieć, że mi się udało, że jestem wśród najlepszych zawodniczek świata. Ale to nie jest łatwe. Szczególnie dla kobiet…. myślę, że ważne jest by mieć kogoś, kto cię wspiera, kto wierzy w ciebie, prowadzi cię. Czasem jest to chłopak, czasem mąż, czasem ojciec... często mężczyzna. Ale myślę, że to bardzo ważne, bo samemu jest trudno

– tłumaczyła.

10 lat pogoni za marzeniami

Po 10 latach w peletonie Moolman-Pasio jest regularnie wśród najlepszych zawodniczek świata i oprócz gonienia wygranych w najbardziej odpowiadających jej wyścigach myśli też o swojej przyszłości. Na obrzeżach położonego pod Gironą Banyoles wraz z mężem i rodziną otworzyła pensjonat nastawiony na przyjmowanie kolarzy amatorów, ale także oferujący różne formy wsparcia i treningu dla kolarzy i triathlonistów. Projekt występujący pod nazwą Rocacorba Cycling jest planem na kolejne lata, ale jego prowadzenie pozwala też na refleksję nad drogą w zawodowym sporcie.

Kiedy zaczynałam... może nie myślałam tak bardzo o przyszłości, byłam bardzo młoda. Wiedziałam, że mam wykształcenie, miałam do czego wrócić, gdyby kolarstwo okazało się niewypałem. Ale żyłam trochę marzeniami... wraz z mężem przyjechaliśmy do Europy i miałam szczęście, że był ktoś przy mnie. Mieliśmy marzenie o tym, że mogę być jedną z najlepszych zawodniczek świata. Wtedy, kiedy rozmawialiśmy z rodziną czy przyjaciółmi, słyszeliśmy, że jesteśmy szurnięci... dwa zwariowane dzieciaki jadące na niemożliwą wyprawę. Teraz nas podziwiają... mieliśmy ten pomysł, pracowaliśmy na to i się udało

– wspominała Moolman-Pasio.

Czasem chyba trzeba być trochę zwariowanym, bo jeśli racjonalnie na to popatrzeć, nawet nie było po co zaczynać

– zaznaczyła ze śmiechem.

Droga jaką przeszła rozpoczęła się w czasach, gdy kolarstwu kobiet zupełnie brakowało instytucjonalnego oparcia oraz planu podniesienia poziomu profesjonalizacji. Te dwa czynniki w ostatnich sezonach zaczęły się powoli materializować, a peleton kobiet otrzymuje coraz więcej atencji ze strony sponsorów, organizatorów i mediów. Co więcej, ruchy by ściganie pań sprofesjonalizować i oprzeć na zasadach, według których ściganie może być zawodem, nabrały kształtów w programie Międzynarodowej Unii Kolarskiej, która wprowadziła nowe regulacje i ściganie pań przygotowuje na spore zmiany od 2020 roku.

UCI przedstawiła szczegóły modelu kolarstwa kobiet

Moolman-Pasio, choć ściganie zaczynała pod koniec ubiegłej dekady, dziś przed młodszymi zawodniczkami widzi podobne wyzwania do tych, z którymi mierzyła się sama.

Kiedy ja zaczynałam, jednym z moich pierwszych wyścigów była impreza cyklu Pucharu Świata, więc z samego topu. Pamiętam bycie rzuconą na głęboka wodę i próbę utrzymania się na powierzchni. To samo mamy dziś. Różnica między kolarstwem mężczyzn i kobiet jest taka, że w kolarstwie mężczyzn masz wszystkie poziomy, przez które przechodzisz zanim dojdziesz do WorldTouru. W peletonie kobiet możesz trafić wprost do WorldTouru.

– zauważa.

Struktury różnią się w zależności od kraju, acz problemem pozostaje nieregulowany system, który na traktowanie sportu w kategoriach pracy i źródła utrzymania pozwala tylko niewielkiej grupce zawodniczek. Kolarstwo, nawet na najwyższym poziomie, jako pełnowymiarowa praca nie zapewniało i nadal nie zapewnia kobietom pewnego utrzymania. Przeprowadzona w peletonie pod koniec 2017 roku ankieta wykazała, że połowa przepytanych zawodniczek zarabia mniej niż 10 tysięcy euro rocznie, 29% mniej niż 5 tysięcy, a 17% nie otrzymuje wynagrodzenia.

Jest coraz więcej młodych zawodniczek, bo przyszłość dyscypliny wygląda jaśniej. Jest możliwość zarabiania pieniędzy, najlepsze zawodniczki dostają godziwe wynagrodzenie, jest więc motywacja, aby przeskoczyć ze szkoły do zawodowego uprawiania sportu. Z drugiej strony, liczba zawodniczek, które otrzymują odpowiednie wynagrodzenie, wciąż jest niewielka

– oceniła Moolman-Pasio.

Ten stan rzeczy ma się jednak zmienić. Zaplanowane przez UCI wprowadzenie pensji minimalnej i skodyfikowanie innych podstawowych świadczeń, a także budowanie ekip męskiej i żeńskiej pod szyldem jednego sponsora może w przewidywalnej przyszłości znacząco przebudować krajobraz kobiecego peletonu. Do tego dochodzą rosnące możliwości dla kolarek poniżej 23-go roku życia, przez lata strukturalnie łączonych z peletonem elity.

Dobrze widzieć, że wprowadzane są dywizje w kolarstwie kobiet, bo to jest trudne dla nowych zawodniczek by od razu być na najwyższym poziomie. Dla niektórych, jak dla mnie, była to motywacja by dalej walczyć, ale nie wszyscy mogą tak zareagować. Wysokie wymagania mogą je odstręczać.

Zawodniczki, w tym te, które na Moolman-Pasio się wzorują i zaradności się od niej uczą, w perspektywie kilku lat mają przed sobą nowe otwarcie. W jego ramach palące problemy nie znikną, ale przy odrobinie szczęścia rozwiązywane będą mogły być z nieco innej pozycji i w warunkach bardziej sprzyjających dokonywaniu wyboru między sportem zawodowym a innymi ścieżkami życia.

Często młodsze zawodniczki studiują w tym samym czasie, żeby mieć jakiś plan na przyszłość, gdy nie wyjdzie w kolarstwie. To jest spore wyzwanie dla kobiet, u mężczyzn ta ścieżka jest o wiele jaśniejsza. Też jest trudno, bo rywalizacja jest spora, jest bardzo wielu zawodników, ale ci, którzy wejdą do peletonu zarabiają normalnie

– podsumowała Moolman-Pasio.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: