Marianne Vos: "chcę być jedną z nich"

Przełaje, szosa, pomarańczowe barwy i rola mentorki. Z Marianne Vos rozmawiamy o planach na sezon w sponsorowanej przez polską firmę CCC grupie.

O Marianne Vos powiedziano i napisano już niemal wszystko. 31-latka jest ewenementem na skalę historii sportu, rozpatrywanym w kategorii Eddy'ego Merckxa, bo do żadnej innej postaci z annałów historii kolarstwa trudno by ją porównać. Mając to na uwadze, rozmowa z Vos jest sporym wyzwaniem, gdyż Holenderce zadano już w zasadzie wszystkie pytania, jakie kolarskie media zadać mogą. Z drugiej strony legenda peletonu jest osobą dość skromną i nadspodziewanie spokojną, przypisywany jej sportowy kanibalizm "włączającą" dopiero w wirze rywalizacji.

Po 13 latach w zawodowym peletonie Vos została twarzą grupy CCC-Liv – holenderskiej grupy, dotychczas znanej jako Waouwdeals, którą w 2019 roku sponsorowała będzie polska firma CCC.

Tak, pomarańczowy to znajomy kolor. Dla Holendrów… czujesz się jak u siebie, choć zielony [czarno-zielone były barwy zespołu Waouwdeals – przyp. red.] też się już oswajał. No i się wyróżniamy z nowymi strojami. Nie będziemy musiały szukać się w peletonie, to jest bardzo praktyczne, widzisz od razu koleżanki z zespołu. To też lepsza widoczność dla fanów

– przyznała Holenderka, w rozmowie z "Rowery.org", podczas przedsezonowego spotkania z mediami w Hiszpanii.

Pomarańczowa koszulka to w holenderskiej ekipie nie nowość – przez lata grupa rywalizowała pod banerami Rabobanku, holenderskiego banku, który narzucił tego typu kolorystykę, zbieżną zresztą z tą widoczną na koszulkach reprezentacji Holandii.

W 11-osobowym składzie obok Vos znalazły się dwie Polki – Marta Lach i Agnieszka Skalniak – oraz Asleigh Moolman-Pasio, a także spore grono młodych Holenderek, m.in. Sabrina Stultiens, Riejanne Markus czy Jeanne Korevaar.

Zawsze jest coś nowego, ale struktura została ta sama. Byłyśmy na wysokim poziomie, teraz robimy jeszcze jakiś postęp. Zespół i sponsor chcą, aby było lepiej, zauważasz więc małe poprawki, które, miejmy nadzieję, będą grały na naszą korzyść w sezonie

– tłumaczyła Vos, która w ulegających przeobrażeniom strukturach obecnej ekipy obracała się przez całą zawodową karierę.

Ta, obfita w zwycięstwa i tytuły we wszystkich kolarskich specjalnościach, wyhamowała w 2015 roku. Holenderska mistrzyni przeżywała trudne chwile – kontuzja i wyczerpanie organizmu wymusiły dłuższą przerwę w startach, skreślając szosowy sezon 2015. Powrót w 2016 roku był pierwszym krokiem, ale Vos startowała mniej, w końcu godząc się z tym, że przyzwyczajonemu do olbrzymich obciążeń organizmowi musi pozwolić na regenerację. Rekonwalescencję kontynuowała w 2017 roku, ale powrót do dyspozycji pozwalającej na odnoszenie zwycięstw miejsce miał dopiero w roku 2018.

Vos sezon szosowy w ubiegłym roku zakończyła wcześnie. Po mało udanej pierwszej partii i złamaniu obojczyka na Liege-Bastogne-Liege, w czerwcu, lipcu i sierpniu nie było na nią mocnych. Vos wygrała etap Giro Rosa, trzy etapy i klasyfikację ogólną Ladies Tour of Norway, BeNe Ladies Tour, Crescent Vargarda, a także zanotowała drugie lokaty w Prudential RideLondon Classique, GP de Plouay, OVO Energy Women's Tour i mistrzostwach Europy. Te wyniki dały jej drugą lokatę w klasyfikacji cyklu Women's WorldTour, ale Vos myślami była już przy przełajowych startach.

Holenderka sprawnie rozpoczęła ściganie poza szosą i w trwającym sezonie przełajowym wygrała 7 z 14 wyścigów, w których startowała, w tym Puchary Świata w Bernie i Zolder. Teraz przygotowuje się do walki o ósmy tytuł mistrzyni świata w przełajach.

Dlatego rozbijam sezon. Chcę mieć dobry blok treningowy, podczas sezonu szosowego potrzebuję dobrej bazy. Skupiam się na kilku wyścigach przełajowych, a potem kontynuowała będę szosę. Ekipa sezon zaczyna w Australii, ja zostaję w Europie. Pojadę Puchary Świata, mistrzostwa świata, a w lutym dołączę do ekipy na zgrupowaniu szosowym

– wyjaśniła.

Powrót na szosę dla Vos będzie o tyle nieskomplikowany, że na jej barkach nie będzie spoczywała cała odpowiedzialność za wyniki zespołu. Holenderka cele wybiera ostrożnie, zdając sobie sprawę z tego, że nie ma już możliwości zdominowania rywalizacji jak niegdyś.

Nie jest to takie trudne. Chcę jeździć dobrze, chcę być najlepszą wersją siebie, chcę być dobra dla zespołu. Asleigh przychodzi, więc łatwiej przychodzi wyznaczenie celów. Na poziomie WorldTour by celować w klasyki, a Asleigh to zawodniczka, która potrafi się także wspinać. Skupiam się na największych klasykach, mistrzostwach. Łatwo się na tym skupić, to nie jest nudne

– zapewniła.

Vos posiada trzy tytuły mistrzyni świata w kolarstwie szosowym, ale od zdobycia ostatniego minęło przeszło 5 lat. Nie ma co się więc dziwić, że stęskniła się za tęczową koszulką i jej odzyskanie jest wielkim celem liderki CCC-Liv w sezonie 2019. Na jej celowniku znajdą się najpierw rozgrywane w Holandii mistrzostwa Europy, ale na pierwszym planie Holenderka stawia jednak mistrzostwa świata na trasie w Yorkshire.

Ściganie się u boku Vos to dla młodych zawodniczek duża okazja do nauki. Tym bardziej, że Holenderka nie we wszystkich startach jedzie po zwycięstwo, a od 2016 roku coraz bardziej skupiała się na wspieraniu rozwoju młodszych koleżanek.

Ja chcę być jedną z nich, nie mam ambicji, aby one się na mnie wzorowały. Jestem starsza i bardziej doświadczona, lubię się dzielić doświadczeniem. Jeśli mogę pomóc, nawet w jakimś małym wymiarze, będę z tego szczęśliwa. Dobrze jest mieć te młode zawodniczki, bije z nich świeżość i motywacja, to i mnie motywuje

– zaznaczyła.

To miłe, że mogę dołożyć cegiełkę do czyjegoś rozwoju. Nawet jeśli jest to mała cegiełka, to bardzo chętnie ją dołożę.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: