Janusz Pożak: "wszystko rozbija się o brak finansów"

Prezes Polskiego Związku Kolarskiego Janusz Pożak o próbach wyjścia z zapaści organizacyjnej, braku sponsorów, nowych wyborach i zarządzaniu zgliszczami polskiego kolarstwa.

Polski Związek Kolarski w grudniu 2018 roku czeka zgromadzenie delegatów, a także kolejna dyskusja nad tym, jak zmienić obraz struktur zarządzania i szkolenia. Organizacja mająca odpowiadać za organizację kolarskich dyscyplin, ich promocję i kierowanie utalentowanej młodzieży na ścieżki, które dadzą im jak najlepszą szansę rozwoju, na przestrzeni ostatniej dekady, z mniejszymi lub większymi wzlotami, stoi w miejscu. Obciążona długami, wstrzymywana brakiem kompetentnego zarządzania, wojenkami między działaczami i brakiem wizji na to, jak spore sukcesy garstki zawodników i zawodniczek przekuć na podwaliny wydajnego systemu szkolenia, dziś znajduje się w opłakanej sytuacji.

Ciągnące się od lat długi za budowę obiektu dumy i symbolu kryzysu - welodromu w Pruszkowie - kulą u nogi były dla wszystkich prezesów i zarządów ostatniej dekady. Ponad 12-milionowy dług to jednak nie największe zmartwienie - rok 2017 to dla Związku podróż z nieba do piekła - z organizacji wspieranej przez sponsorów i rząd, mającej widoki na odbicie się od dna i mogącej skapitalizować sukcesy biało-czerwonych, stała się czarną owcą.

Kłótnie w zarządzie oraz ujawnienie rozpoczętego w Związku audytu, który stał się kanwą skandalu z zarzutami o malwersacje i molestowanie seksualne, pozbawiły PZKol sponsorów oraz zaufania Ministerstwa Sportu i Turystyki (MSiT). Minister Witold Bańka zawiesił finansowanie, domagając się ustąpienia władz Związku. To, po oporach ze strony środowiska, nastąpiło dopiero na początku 2018 roku, gdy finansowanie płynąć zaczęło już do kolarzy z pominięciem strutur związkowych.

W rok 2018 Związek wkroczył zatem bez sponsorów, pieniędzy, z komornikiem na kontach i kadrami narodowymi finansowanymi przez ministerstwo kanałami Związek omijającymi. Po 10 miesiącach sytuacja nie uległa zasadniczym zmianom i póki co nic nie wskazuje na to, by nastąpić miał jakiś przełom.

Na nieco ponad miesiąc przez Walnym Zgromadzeniem Delegatów Polskiego Związku Kolarskiego o sytuacji organizacji rozmawiamy ze stojącym na jej czele od lutego Januszem Pożakiem.

Jak wyglądają stosunki z Ministerstwem Sportu i Turystyki?

Ministerstwo bardzo się martwi o Polski Związek Kolarski. Niestety, nie za dużo może zrobić, bo pieniądze ma tylko na sport. W tej chwili mamy komorników na kontach, jest już bardzo późno na jakiekolwiek działania. Nie ukrywam, że przydałby się jakiś komisarz w Polskim Związku Kolarskim, bo naprawdę jest bardzo, bardzo źle.

Rozmawiał Pan z Ministrem w kontekście tego potencjalnego komisarza?

Wspominaliśmy, bezpośrednio może Ministrowi nie, ale wspominaliśmy dyrektorowi. Myślę, że są brane pod uwagę te rzeczy, bo nie ukrywam, że mamy mieć walny sprawozdawczy zjazd... myślę, że doprowadzi to do tego, że wybrane zostaną nowe władze.

Spodziewa się Pan nowych wyborów?

Trudno mi powiedzieć, wydaje mi się, że tak mogą zadecydować delegaci. Ja prezesem zostałem, można powiedzieć, trochę przypadkowo. Dostałem się do zarządu, a potem zostałem wybrany nie na walnym, a wśród członków zarządu, i to też niejednogłośnie. Starałem się jak mogłem, mogę powiedzieć... biję się w piersi, nie udało się pozyskać sponsorów.

Czy będzie ubiegał się Pan o pozostanie na stanowisku?

To będzie zależało od delegatów, raczej tak nie myślę. Jestem tyle czasu, udało się uporządkować wiele spraw, ale nie udało się pozyskać sponsorów. Mnie się wydaje, że tutaj naprawdę potrzeba takiego kogoś, kto musi siedzieć w Związku non-stop, ktoś na tym się zna. Mieliśmy takich zaangażowanych ludzi, którzy pomagali nam przy GP Polski, ale wszystko rozbijało się o brak finansowania. Nikt nie chce pracować za darmo, nie mamy sekretarza generalnego, nie było na niego finansowania.

Ja nie przyszedłem zrobić tu kariery, nie zależy mi na tytule, nie jest mi to do niczego potrzebne. Ja swoje w życiu osiągnąłem. Przyjechałem, zaangażowałem się. Ostatnio nie ma w Związku sekretarza, nie ma księgowości. Ja dzień w dzień mam tysiące telefonów, ja je odbieram, rozmawiam, jest to bardzo trudne w mojej sytuacji. Mógłbym rzucić to i podać się do dymisji, ale nie chcę zostawić tego tak, żeby się to rozpadło.

Chcę podkreślić, że jestem prezesem społecznym, dużo razy dojeżdżałem na własny koszt. Byłem 43 razy w Związku samochodem, w jedną stronę mam 224 kilometry. Ani razu nie pobierałem żadnych kosztów. Nocowałem też kilkanaście razy, nie brałem zwrotu kosztów za hotele. Nie ukrywam, że jest to męczące, zwłaszcza, że ja mam firmę, muszę pilnować tego, z czego żywię rodzinę i z czego zarabiam na życie.

Pan jest do tego radnym...

Jako radny nie mam tak dużo obowiązków. Ja się zajmuję w radzie sportem i kulturą i generalnie moim konikiem są ścieżki i pasy rowerowe, które powstają w naszym powiecie. Ubiegam się o następną kadencję [rozmowa odbyła się przed wyborami, w których Janusz Pożak uzyskał mandat radnego - przyp. red.], chcę to dokończyć. Będę walczył o to, by te pasy powstały, bo rzeczywiście przyjeżdża sporo turystów, w związku ze Świętem Roweru powstało sporo dróg rowerowych. W to jestem zaangażowany i to chciałbym dokończyć.

Na zjeździe Związek czekają wybory albo uzupełniające, albo wybory nowych władz?

Będzie sprawozdanie za 2017 rok. Późno to robimy, bo nie można było wszystkich dokumentów zebrać. Zrezygnowała nam księgowa, zostawiła niezakończony rok, dużo dokumentów niedokończonych. Nikt nie chciał przyjść. Wzięliśmy księgowość spoza firmy, która też miała z tym dużo problemów. W końcu nie mieliśmy finansów, żeby opłacić biegłego i zatrudnić kolejną księgową.

Jest dużo kłopotów z brakiem finansowania... Generalnie, pieniądze na sport są, sukcesów było bardzo dużo, 28 medali. Ale trzeba postawić sprawę jasno, że bez sponsora Związek nie ma racji bytu. Rozmawialiśmy z poważnymi firmami, ale nie ukrywam, że te firmy, ze względu na to, co powstało przez tę aferę obyczajową, się boi. Boi się, bo będą o nich pisać, że wchodzą do Związku, który ma jakieś niewyjaśnione rzeczy, boją się strat.


W takich warunkach trudno rozmawiać.

Sponsorzy wiedzieli o bardzo trudnej sytuacji Związku, ale przede wszystkim ciągnie się ta niezakończona afera... rozmawiałem i słyszałem: "panie prezesie, a jak ktoś o naszej firmie napisze, że wchodzimy do Związku, który ma sprawy jakieś niewyjaśnione w prokuraturze?"

Jak w tej sytuacji wygląda sprawa mistrzostw świata w kolarstwie torowym w 2019 roku?

Mistrzostwa świata nie są zagrożone. Współpraca z Ministerstwem się układa, Ministerstwo chce pomóc. Sytuację mamy bardzo, bardzo trudną, ale Ministerstwo wie o tym i na pewno jest przygotowane finansowo na wsparcie przyszłorocznych mistrzostw świata. Mamy [opłacone] składki do UCI, które płacimy według tego co trzeba, gorzej jest ze składką [ratą - przyp. red.] do Mostostalu. Ona nie jest zapłacona, tutaj będą negocjacje, w ciągu dwóch tygodni powinno się rozstrzygnąć czy zapłacimy tę składkę czy nie. Ale myślę, że zapłacimy. To jest bardzo ważne. Reszta to są długi pozostawiane przez prezesa Banaszka.

W kontekście Mostostalu mówi Pan o pierwszej racie, którą Związek miałby spłacać. Tego Ministerstwo nie sfinansuje.

Tak, rata na 30 września. Ministerstwo absolutnie nie może finansować, to musi być ze sponsorskich pieniędzy. A sponsora nie mamy. Jest nam bardzo ciężko pozyskać sponsora ze względu na to, że jest niewyjaśniona afera obyczajowa... można powiedzieć, że ona Związku nie dotyczy, ale przy okazji tej afery wyszły nieprawidłowości w zarządzaniu przez pana prezesa Banaszka...

Czy Związek ma obecnie jakichś sponsorów?

Nie, w tej chwili nie ma żadnych sponsorów.

W kontekście mistrzostw świata, Ministerstwo gwarantuje jakieś środki?

Ministerstwo gwarantuje środki, gwarantuje całkowite pokrycie mistrzostw. Jest to impreza numer jeden w Polsce. Mamy powołany komitet, który aktualnie opracowuje całą stronę organizacyjną, z logistyką, hotelami, pozyskiwaniem sponsorów na mistrzostwa świata. To mogę powiedzieć, to nie jest zagrożone.

Związek podał stan zadłużenia, a w komunikacie pojawiły się decyzje Ministerstwa o zwrotach dotacji za rok 2017. Czy te pieniądze zostały już zwrócone?

Nie są w ogóle spłacone, mamy to na razie zawieszone. Negocjujemy z Ministerstwem, na razie trzeba było pisać o rozłożenie na raty, nie wiem jak to się zakończy dokładnie.

Kiedy Związek podpisał umowę z Ministerstwem, była mowa o mapie drogowej, która przedstawiałaby plan wyjścia z tego kryzysu. Czy taka mapa powstała?

Taką mapę drogową przygotowaliśmy, ale trzeba przede wszystkim znaleźć sponsora. Wszystko rozbija się o brak finansów. Plany były przygotowywane, ale one same nic nie zrobią.

Pieniądze z Ministerstwa idą obecnie przez Wielkopolski Związek Kolarski?

Tak, to ze względu takiego, że długo negocjowaliśmy z wierzycielami z tamtego roku, poodkładaliśmy to wszystko, każdy czekał na pieniądze. Wierzę, że te pieniądze się znajdą i pospłacamy. Myślę, że jakby niektórzy poczekali do przyszłego roku, to by się to udało. No ale część nie poczekała. Mieliśmy komornika na kontach po wielu negocjacjach z Mostostalem. Ciężko było żeby bezpośrednio finansowanie przechodziło przez Polski Związek Kolarski, więc dlatego płynie przez Wielkopolski Związek.

Czy jest Pan w stanie określić jak długo to będzie trwało?

Do końca roku, przyszły rok, to już decyzje Ministerstwa, trudno mi powiedzieć.

Ten Związek zostałby uratowany, gdyby miał 10 milionów. Bo na pewno można by było wynegocjować połowę odsetek do Mostostalu przy spłacie natychmiastowej. Myślę, że by się to udało, gdybyśmy spłacili cały dług szybko. W kwestii tych długów, które pozostawił pan Banaszek, też można by się dogadać. W tym roku, ponieważ nie mieliśmy innych funduszy poza ministerialnymi, też w Związku się trochę długów zrobiło… choć nie mieliśmy sponsora, odbyły się wszystkie zaplanowane zawody. Nie ukrywam, że z tego tytułu jakieś niewielkie zadłużenia pozostawały, ale nie takie, jak po panu Banaszku.

Pod moim przewodnictwem Związek istnieje bez sponsora. Żadnego. Dziękuję Ministrowi, że znajduje sposób na to, żeby kolarze mogli trenować i jeździć na zaplanowane wyścigi. To bardzo ważne, za chwilę olimpiada, mistrzostwa świata u nas, w Pruszkowie.

Czy w Związku były podejmowane rozmowy na temat tego czy i jak sam Związek miałby zarabiać, w stabilnej sytuacji, w której miałby też sponsorów?

Tak, oczywiście, takie rozmowy były. Ale same plany nic nie zrobią. Potrzebny jest sponsor. Gdyby zjawił się sponsor, można powoli z tego wychodzić. Te długi ciągną się już tyle lat, doszły długi z czasu prezesa Banaszka, który miał najlepszą sytuację w historii polskiego kolarstwa. Miał największe dotacje z ministerstwa, miał Orlen i miał CCC. Żaden prezes takiego czegoś nie miał. Nic nie zrobił, wręcz ten Związek zadusił.

Mówi Pan, że potrzebny jest sponsor. Co mogłoby przyciągnąć takowego do Związku?

To, że kolarze zdobywają medale. Nie ukrywam, że mamy braki w szkoleniu - w MTB jest tylko Maja Włoszczowska, potem jest przepaść. Na szosie trzeba popracować z juniorami, tam też mamy troszeczkę niedobory. Na torze jest bardzo ładnie, wszystko można ułożyć. Myślę, że sponsora przyciągnąć powinny przede wszystkim wyniki sportowe. Sponsor do nas powinien przyjść, bo kolarstwo na to zasługuje, jest to druga dyscyplina po lekkoatletyce w kwestii medali na imprezach mistrzowskich. Warto się nad tym pochylić.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

9 Comments

  1. Mar

    27 października 2018, 20:25 o 20:25

    Niech odda pieniądze ten z "czerwona morda" co przez tyle lat kradl.

    • Dario

      27 października 2018, 21:32 o 21:32

      Coś więcej na temat czerwonej mordy?

  2. mk

    28 października 2018, 16:05 o 16:05

    też chciałbym się dowiedzieć,
    a poza tym co zrobiono w związku przez ostatnich 10 miesięcy, czy tylko płaczą, że wszystkiemu winien Banaszek

  3. Mar

    28 października 2018, 16:57 o 16:57

    Kto jest w kolarstwie od lat to wie o kogo chodzi.

    • Daras

      29 października 2018, 16:00 o 16:00

      Jestem od 89 roku i pierwszego wyscigu w jakim startowalem. po 95 roku mislem 21 lat przerwy od vzynnego kolarstwa mimo ze nie bylo wyscigu ktory by mi umknaljako kibicowi. Polityka w zwiazku sie nie intetesowalem dlatrgo nie znam czerwonej mordy

  4. adam

    29 października 2018, 06:39 o 06:39

    Ale na wypłaty zawsze pieniążki sie znajdą ?

    • Martyna Maria Kobylińska

      29 października 2018, 12:50 o 12:50

      Niekoniecznie. Wiele osób od przeszło roku nie otrzymało zaległego wynagrodzenia.

  5. ocana

    29 października 2018, 08:11 o 08:11

    Kto jest ten "czerwona morda" Walkiewicz?

  6. Wierzyciel

    29 października 2018, 10:18 o 10:18

    "choć nie mieliśmy sponsora, odbyły się wszystkie zaplanowane zawody" - czytaj: "udało nam się oszukać ludzi i wmówić im, że zapłacimy, chociaż od początku wiedzieliśmy, że nie mamy z czego".

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: