MŚ Innsbruck 2018. Michael Woods: "nie mogę być niezadowolony"

Brązowy medal mistrzostw świata dla Michaela Woodsa był ukoronowaniem sezonu - świetnego z perspektywy sportowych wyników, tragicznego w życiu osobistym.

Kiedy na drugim miejscu zakończył Liege-Bastogne-Liege, Michael Woods opowiedział dziennikarzom historię. W wieku 18 lat, jako biegacz średniodystansowy, zanotował najlepszy czas w swojej karierze. Do sukcesu nie przywiązał wielkiej wagi, spodziewając się, że w przyszłości będzie osiągał rezultaty pozwalające na olimpijską rywalizację.

31-letni Kanadyjczyk, siedzący wtedy w salce prasowej w Ans, wspominał ten moment ze smutnym uśmiechem. Przez kontuzję stopy nigdy nie podbił lekkoatletycznych aren, ale jako kolarz, w trzecim roku na poziomie WorldTouru, wywalczył podium najstarszego z klasyków. Kolarz grupy EF Education First-Drapac był autentycznie szczęśliwy i obiecał odrobić lekcję sprzed lat i cieszyć się momentem.

Taka sama radość biła z jego twarzy w Innsbrucku, gdy z ceremonii medalowej wyścigu elity mężczyzn wyszedł z brązowym medalem.

Chcę cieszyć się tym momentem, pewnie po kilku dniach dotrze do mnie, że skończyłem na trzecim miejscu mistrzostwa świata. Kanadyjczycy nie wiedzą wiele o kolarstwie, ale rozumieją wagę mistrzostw świata. Po raz ostatni podium mistrzostw świata dla Kanadyjczyka to czasy Steve'a Bauera, jeszcze w latach 80., więc potrzebujemy więcej takich wydarzeń by zarażać ludzi pasją tego sportu

 - powiedział "Rowery.org" po zakończeniu konferencji prasowej w Innsbrucku.

31-latek, w tym sezonie drugi w Liege-Bastogne-Liege i zwycięski na jednym z etapów Vuelta a Espana, do mistrzostw świata podszedł z większą pewnością siebie, mając nadzieję, że jako jeden z zawodników z drugiego szeregu będzie mógł włączyć się do walki o czołowe miejsca.

Wcześniej byłem pełen negatywnych myśli, myślałem sobie "eh, nie wygram, nie mogę wygrać", pozwoliłem by to myślenie wpływało na odnoszone przeze mnie wyniki. Teraz wierzę, że mogę wygrać. Nie wygram każdego wyścigu, nie pojadę świetnie w każdym ze startów i przede mną wciąż wiele niepowodzeń, ale myślę, że ten [medal] daje mi duży zastrzyk pewności siebie.

Woods w Innsbrucku był jednym z czterech Kanadyjczyków na starcie wyścigu ze startu wspólnego. Chudy wspinacz na ostatnim podjeździe rzucił wyzwanie francuskim muszkieterom i staremu wyjadaczowi wyścigu mistrzowskiego, na stromej wspinaczce pod Gramartboden, narzucając mocne tempo i na szczycie meldując się z Romainem Bardetem i Alejandro Valverde.

Podjazd był bardzo trudny, myślę, że wszyscy się go trochę bali. To wspinaczka, którą można porównać do baskijskich podjazdów. Fani byli niesamowici, kiedy wjeżdżaliśmy, dzwoniło mi w uszach. Ludzie krzyczeli, było słychać dzwonki... powiedziałem sobie przed wyścigiem, że chce czerpać inspirację z tej energii, którą przynoszą kibice i tak też zrobiłem

  - wspominał podczas konferencji.

Michael Woods na trasie mistrzostw świata

fot. Innsbruck-Tirol 2018 / BettiniPhoto

Starałem się ich strząsnąć. Na takim podjeździe jazda komuś na kole nie ma żadnego znaczenia w kontekście oszczędzania sił. Najlepszym wyjściem jest wyjść na czoło i nadawać mocne tempo, lepsze to niż siedzieć z tyłu i męczyć się psychicznie, kiedy ktoś inny wyznacza rytm. Kiedy jedziesz z przodu, ludzie krzyczą, rywale odpadają, dostajesz kopa adrenaliny.

Trójka pracowała na zjeździe, a choć dojechał do niej Tom Dumoulin, Woods na finiszu nie zamierzał zostać bez medalu. Po 259 kilometrach Kanadyjczyk siedział na kole Valverde i czekał na ruch najbardziej doświadczonego, ale również najbardziej przytłoczonego presją Hiszpana. Na moment przed ruchem 38-latka twarz Woodsa jak w soczewce skupiła cały wyścig i trud sezonu - Valverde mógł być najszybszym z całej czwórki, ale Woods nie kalkulował z kim wygra o srebro.

Lubię walczyć o zwycięstwa, nie kalkuluję o drugie miejsca. W tym okresie mojej kariery zacząłem wygrywać, nie mogę się zadowalać drugimi czy czwartymi miejscami. Muszę próbować wygrywać, to jest też coś, co podoba się ludziom, tak chciałbym się ścigać

 - dodał.

Kiedy przeciąłem linię mety, byłem trochę zawiedziony. Czułem, że mogłem wyjść z koła Valverde, ale wcześniej nie złapałem ostatniego bidonu, dlatego w finale złapały mnie kurcze, nie mogłem już dokręcić. Myśl o tym, że mogę ograć Valverde szybko zmieniła się w modlitwę o to, by przetoczyć się przez linię mety przed Dumoulinem. Ale nie mogę być niezadowolony. Widzę teraz, te wariackie konferencje prasowe, byłem na scenie, a tu są tysiące ludzi, moja rodzina tu jest...

Dla Kanadyjczyka sezon 2018 był prawdziwą drogą przez mękę. Rezultaty odnoszone na trasach zbladły w kontekście rodzinnych tragedii - Woods najpierw stracił teścia, a miesiąc później, wraz z żoną, nienarodzonego jeszcze syna. Tragedię trzymał w tajemnicy, dopiero wygrany etap Vuelta a Espana dedykując tragicznie zmarłemu dziecku.

Miałem miłe dwa tygodnie między Vueltą a mistrzostwami, spędziłem je z rodziną. Ze względu na to, jaki wysiłek wykonałem podczas Vuelty, zorientowałem się, że przed mistrzostwami nie muszę tak dużo trenować, jeździłem spokojnie

 - tłumaczył.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. berto van roberto

    4 października 2018, 20:25 o 20:25

    Wierzę, że jeszcze nieraz ten kolarz pozytywnie zaskoczy. Myślę, że ten fighter zgarnie niejeden wartościowy skalp 🙂 Będę mu kibicował 😀

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: