Tour de France 2018. Alexander Kristoff: "to wynagradza mi nieudaną kampanię wiosenną"

Etap Tour de France na Polach Elizejskich pada łupem wyłącznie wielkich kolarzy. Dziś do tego grona dołączył Alexander Kristoff.

Przez cały wyścig Norwegowi brakowało błysku, który prezentował m.in. podczas „Wielkiej Pętli” w 2014 roku, gdzie sięgał po zwycięstwa w Saint-Etienne i Nimes. Koledzy z UAE Team Emirates nie do końca byli w stanie go dobrze rozprowadzić, a w końcówkach po prostu zawsze był ktoś, kto rozwinął nieco lepszą prędkość lub ruszył do boju w lepszym momencie. Powoli światek kolarski zaczął sugerować, że 31-latek źle zrobił, przenosząc się do drużyny Giuseppe Saronniego, gdzie nie imponował tak, jak w barwach ekipy Katusha.

Dziś jednak Kristoff pokazał krytykom, że wciąż jest wybornym sprinterem i nie zapomniał, jak się wygrywa. Brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie wyczuł dobry moment, aby ruszyć do boju zza pleców Johna Degenkolba i w końcówce kręcił najszybciej (63,6 kilometra na godzinę), zwyciężając na słynnej paryskiej alei na zakończenie tegorocznego Touru.

Ruszyłem z daleka, ale jechałem razem z Roberto Ferrarim. Udało mi się wskoczyć na koło Degenkolba i wystrzelić w dobrym momencie. Na ostatnich 20 metrach wiedziałem, że wygram. To wynagradza mi nieudaną kampanię wiosenną. To mój piąty sukces w tym roku, zazwyczaj mam ich więcej, gdy zaczyna się Tour de France

  - podkreślił.

Kristoff udowodnił zatem, że jest obecnie w dobrej dyspozycji i będzie stać go na walkę podczas jesiennych wyścigów. Jednym z głównych startów będą Mistrzostwa Europy w Glasgow (5-12 sierpnia), gdzie ponownie będzie chciał wywalczyć biały trykot z niebieskim pasem. W drugiej części sezonu Norweg stanie z kolei na starcie m.in. EuroEyes Cyclassics (19 sierpnia), GP Ouest-France (26 sierpnia) oraz Grand Prix Quebecu (7 września) i Montrealu (9 września).

Dalsze zwycięstwa będą szansą, aby dalej poprawiać tegoroczne palmarès. Norweg potwierdził, że dzisiejszy sukces jest nieporównywalny z innymi.

To zwycięstwo już czyni ten sezon mniej lub bardziej udanym, choć mam przed sobą dalsze cele, zaczynając od obrony tytułu mistrza Europy. Jeżeli się nie uda, miło będzie zakończyć sezon zwycięstwem na Polach Elizejskich. To w zasadzie coroczne mistrzostwa świata sprinterów. Nie udało mi się pokonać najszybszy sprinterów na wcześniejszych etapach, ale dziś ich tu nie było. Zauważyłem, że w ostatnich latach oni wybierają łatwiejsze przygotowania do Touru, nie trudne wyścigi jak Criterium du Dauphine czy Tour de Suisse. Męczyłem się w górach, szczególnie gdy mieliśmy 5000 metrów przewyższenia na jednym odcinku. To był najtrudniejszy Tour w mojej karierze, ale przebrnąłem przez niego i w ten sposób spełniłem marzenie

 - analizował.

Poza Mediolan-San Remo i Ronde van Vlaanderen to moje najważniejsze zwycięstwo. Moje ostatnie zwycięstwo na Tour de France miało miejsce cztery lata temu i norweskie media ciągle pytały kiedy znów będę pierwszy

  - tłumaczył.

Trzecie zwycięstwo Kristoffa na Tour de France sprawia, że w rankingu triumfatorów zrównał się ze swoim rodakiem, Edvaldem Boassonem Hagenem (Dimension Data). Obaj zawodnicy są jednak daleko za absolutnym rekordzistą z kraju fiordów – podczas swojej kariery Thor Hushovd łącznie przecinał kreskę jako pierwszy dziesięciokrotnie.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: