Tour de France 2018. Geraint Thomas kontroluje sytuację

Geraint Thomas

"Roglić był najmocniejszy, więc wykorzystałem to na swoją korzyść" - mówił po zakończeniu ostatniego górskiego etapu Tour de France lider wyścigu Geraint Thomas.

Lider ekipy Sky na pirenejskim odcinku otoczony był kolegami z drużyny - na Walijczyka pracowali Wout Poels, Michał Kwiatkowski, Egan Bernal i Chris Froome, choć Thomas ani przez chwilę nie wyglądał na kolarza mającego problemy. 32-latek na ostatniej wspinaczce kontrolował ruchy rywali, po raz kolejny radząc sobie znakomicie samotnie, podczas gdy młodziutki Bernal zostawał nieco za grupą, by pomóc mającemu kłopoty Froome'owi.

Thomas, który do "Wielkiej Pętli" przystąpił jako jeden z dwóch liderów brytyjskiej ekipy, po latach jeżdżenia w roli pomocnika Froome'a, wypracował sobie formę i pozycję, która w Alpach pozwoliła mu przejąć na swoje ramiona rządy w zespole. W Pirenejach bronił się na wymagających podjazdach a dziś, na 200-kilometrowym etapie do Laruns, znów nie dał się swoim rywalom i pewnie obronił żółtą koszulkę. 

Bardzo się cieszę, że to przetrwałem. Spodziewaliśmy się trudnego dnia, ale na trasie było naprawdę ostro. Zrobiło się nerwowo gdy [Mikel] Landa ruszył dość wcześnie i zabrał ze sobą [Romaina] Bardeta. Oni nadrobili trochę nad nami, a LottoNL - Jumbo też nie odpuszczało. Końcowy zjazd był dość szybki, dobrze, że przejechaliśmy go bez niespodzianek

 - powiedział po zakończeniu zmagań 32-latek z Walii.

Chłopaki jechali dziś świetnie, choć spoczywała na nas spora presja. Nie było to miłe słyszeć, że Froomey ma problemy, ale nie wszyscy pracowali, więc udało mu się dołączyć. Roglić był najmocniejszy, więc wykorzystałem to na swoją korzyść i trzymałem koło Dumoulina. Wiedziałem, że to jest moim zadaniem. Wiedziałem też, że on z kolei będzie gonił Roglicia. Mieliśmy to pod kontrolą, nasz dyrektor sportowy Nico Portal pomógł nam zachować spokój. Bardzo się cieszę, że to już za nami

 - komentował na mecie kolarz z Cardiff.

Thomas, który na przestrzeni lat, stał się znany z traktowania wyścigów etapowych "z dnia na dzień" i, przynajmniej publicznie, małego zainteresowania wybieganiem w przyszłość, dziś zaśnie w perspektywie mając najważniejszą próbę zawodowej kariery. 20. etap to 31-kilometrowa jazda indywidualna na czas, na której nie ma w zasadzie płaskich fragmentów, acz pojawiające się wspinaczki nie są długie lub, z wyjątkiem ostatniej, wyjątkowo strome.

Kolarz Team Sky ma 2:05 przewagi nad drugim Tomem Dumoulinem (Team Sunweb), 2:24 nad trzecim Primozem Rogliciem (Team LottoNL - Jumbo) oraz 2:37 nad drużynowym kolegą Chrisem Froomem.

Jestem coraz bliżej, jeszcze jeden etap - muszę pojechać dobrą czasówkę. Mam bezpieczną przewagę, ale muszę być skupiony, wyścig jest do samej mety. Bufor czasowy pozwala mi mniej ryzykować, ale nie mogę być wyluzowany. Roglić i Dumoulin to godni przeciwnicy, muszę pojechać ile sił w nogach. Jechałem ją trzy razy po Dauphine, jest sporo niewielkich podjazdów, a trzeba zachować trochę sił na ostatnią wspinaczkę

 - ocenił, porównując atmosferę przed rozstrzygającą czasówką do tej z igrzysk olimpijskich w Londynie.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: