Tour de France 2018. Ostrożny Froome, spokojny Nibali, uradowany Martin

Froome i Dumoulin

Dzisiejszy etap Tour de France do La Rosière podzielił faworytów i choć największym zwycięzcą okazał się Geraint Thomas (Team Sky), to inni nie tracą nadziei. 

Choć w klasyfikacji generalnej o minutę i 25 sekund wyprzedza go kolega zespołowy, z przebiegu dzisiejszej rywalizacji zadowolony jest Chris Froome. Kolarz Team Sky był przez cały dzień chroniony przez innych zawodników ekipy sir Dave'a Brailsforda, a w końcówce sam poszedł za ciosem. Do La Rosière dojechał jako trzeci, przegrywając w końcówce z Tomem Dumoulinem. 

Jesteśmy w niesamowitej sytuacji. Nie myślałem, że tak zakończy się dla nas dzisiejszy etap. Chyba wszyscy pomyśleli, że etap do Alpe d'Huez będzie decydujący i tak może być, ale przystąpimy do niego z przewagą. Myślę, że tym, który stanowi dla nas największe zagrożenie jest obecnie Tom Dumoulin. Dziś pojechał świetnie. Wiele zależy od tego, jak wszyscy odpoczną przed jutrzejszą rywalizacją, bo będzie ona bardzo trudna

 - powiedział Brytyjczyk. 

Dumoulin dziś również nie siedział spokojnie w peletonie. Holender odskoczył od grupy na zjeździe z Cormet de Roselend, dzięki czemu miał małą przewagę, gdy droga znów zaczęła prowadzić pod górę. Początkowo jadąc samotnie zdołał doścignąć Alejandro Valverde (Movistar), który ruszył do boju na Col du Pré, lecz później porzucił Hiszpana i znów zaczął indywidualnie gonić Mikela Nieve (Mitchelton-Scott). Drugie miejsce na etapie dało mu awans na trzecie miejsce w "generalce". 

To była improwizacja, ruszyłem intuicyjnie. Przez cały dzień wsparcie było bardzo dobre, co mi pomogło. Gdy byłem dzieckiem uczyłem się tutaj jeździć na nartach - mój wujek wynajmował dom i zjeżdżała się cała rodzina. Umarł wiosną, dwa tygodnie po tym, jak odeszła również moja ciocia. Dziś chciałem dobrze pojechać dla nich i mam nadzieję, że są dumni. Codziennie będę walczył. Dziś był dobry dzień. Być może jutro za to zapłacę, ale jestem zadowolony

 - stwierdził. 

Mniej zadowolony może być Vincenzo Nibali. Kolarz Bahrain-Merida dziś nie błyszczał, pomimo pracy wykonanej przez jego kolegów na podjeździe pod Cormet de Roselend i choć na metę przyjechał razem z m.in. Romainem Bardet i Nairo Quintaną, do Thomasa stracił minutę, a do Froome'a i Dumoulina - 39 sekund. Sycylijczyk awansował jednak na czwarte miejsce w rankingu całego wyścigu. 

Przez chwilkę odsapnąłem, a potem ruszyłem. Dziś radziłem sobie nieźle, dzięki mojej świetnej kondycji. Na ostatnim podjeździe Sky narzuciło mocne tempo i z różnych powodów ponieśliśmy drobną stratę. Tak było dziś, ale za nami dopiero połowa wyścigu i jest jeszcze kilka etapów, na których będziemy mogli nadrobić 

 - podkreślił 33-latek. 

Razem z Nibalim na metę przyjechał Primoz Roglic (LottoNL-Jumbo), który w "generalce" Tour de France jest teraz piąty. Tak wysoko plasował się podczas trzytygodniowej imprezy tylko raz, podczas Giro d'Italia w 2016 roku, gdzie był drugi w otwierającej rywalizację czasówkę. Teraz jednak, dzięki zdecydowanie poprawionym umiejętnościom jazdy po górach, były skoczek narciarski może stać się poważnym kandydatem do ukończenia "Wielkiej Pętli" w czołowej dziesiątce, a może nawet na podium. Na mecie nie był jednak zadowolony. 

Mogło być dużo gorzej. Dziś nie byłem w dobrej dyspozycji, ale walczyłem aż do samego końca, razem ze Stevenem. Teraz trzeba się skupić. Będziemy podchodzić do wszystkiego spokojnie i nadal będziemy walczyć

 - zapowiedział 

Komplikuje się również sytuacja Nairo Quintany, który pomimo awansu do czołowej "dziesiątki" wciąż ma sporą, trzyminutową stratę do lidera wyścigu, której nie jest w stanie nadrobić. Dziś w końcówce jechał za Chrisem Froomem jak cień, początkowo zniechęcając Brytyjczyka od atakowania, lecz gdy ten w końcu stworzył różnicę, 28-latek nie był w stanie go dogonić. 

Chcieliśmy się trochę pobawić ale szczerze mówiąc nie czułem się tak, jak się spodziewałem w końcówce. Przez cały dzień szybko jechaliśmy, tempo było wysokie i straciliśmy kilka sekund. Mam nadzieję, że nie przekreśli to moich szans w całym wyścigu

 - wyraził nadzieję. 

Grupkę faworytów przyprowadziła nadzieja gospodarzy, Romain Bardet (Ag2r-La Mondiale), obecnie ósmy kolarz całego wyścigu. Francuz również próbował powstrzymać Froome'a po tym, jak na etapie sam nie zdołał odskoczyć, choć jak sam twierdzi powinien był gonić zarówno Thomasa, jak i Dana Martina, który odjechał cztery kilometry przed metą. Pomimo wszystko nie traci nadziei. 

Jestem zawiedziony ponieważ zrobiłem poważny błąd nie jadąc za Martinem, gdy on ruszył. Thomas był mocny, ale nie powinienem go puścić. Odpływają nam sekundy. Nie miałem dobrej strategii, tylko kontratakowałem. Nie jechałem w dobrym rytmie. To przykre, ponieważ mijają kolejne okazję do nadrobienia. Jednak mimo wszystko byłem w formie i jutro mamy ważny etap. Dam z siebie wszystko

 - zapowiedział w rozmowie z "L'Equipe". 

Z kolei Martin dziś wykorzystał okazję, aby nadrobić straty i awansował do czołowej "dziesiątki" Tour de France, mając ten sam czas, co Quintana. Choć w końcówce Irlandczyka wyprzedzili Thomas, Dumoulin i Froome, zyskał 30 sekund nad pozostałymi rywalami, a ponieważ przystępował do dzisiejszego odcinka mając jeden z najgorszych czasów z faworytów, daje mu to powody do radości. 

To była świetna okazja, jechałem dość szybko i myślałem, ze spróbuję swoich sił. Wiedziałem, że na ostatnich czterech kilometrach wszyscy będą na siebie patrzyć i pomyślałem, że jeżeli uda mi się stworzyć różnicę, będę mógł nadrobić. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolony. Pod koniec byłem bardzo zmęczony, ale biorąc pod uwagę wszystko, przez co przeszedłem, myślę, ze dziś świetnie to rozegraliśmy

 - analizował. 

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: