Tour de France 2018. Geraint Thomas: "działałem instynktownie"

Miesiąc temu na etapie Criterium du Dauphiné Geraint Thomas wjechał do La Rosière jako drugi. Dziś w tym samym miejscu zwyciężył na odcinku Tour de France

W "Delfinacie" Walijczyk objął prowadzenie szóstego dnia rywalizacji, gdy dojechał do stacji narciarskiej Valmorel tuż za Danielem Martinem (UAE Team Emirates). Kolejnego dnia, gdy w żółto-niebieskiej koszulce brał udział w próbie generalnym przed dzisiejszym etapem zachował spokój i zdołał zyskać nad swoimi rywalami, dzięki atakowi na końcowych metrach. Dziś znów ruszył do boju, lecz zaatakował zupełnie inaczej i z zupełnie innym efektem. Decydujący ruch wykonał 5 kilometrów przed metą, gdy nagle odskoczył od rozszarpanego peletonu, w którym tempo nadawał Michał Kwiatkowski (Team Sky). 

Dzięki temu, iż w pierwszym tygodniu uniknął kraks i nie poniósł strat na etapie do Roubaix, Thomas teraz może cieszyć się z żółtej koszulki lidera "Wielkiej Pętli". Jeszcze przed wyścigiem zapowiadał, że celuje w powtórzenie osiągnięcia z ubiegłego roku, gdy przewodził wyścigowi przez cztery dni. Teraz ma szansę nawet na zwycięstwo.

To niesamowite, w ogóle się tego nie spodziewałem. Nie było nas zbyt wielu, więc to był raczej instynkt, po prostu zobaczyłem małą różnicę czasową. Chciałem doścignąć Dumoulina i siadłem mu na kole. Froome gonił, a z przodu widziałem Frosty'ego [Mikela Nieve]. To dobry kolega i bardzo mi go szkoda, ale musiałem ruszyć

 - tłumaczył na mecie 32-latek. 

Przez większość dnia podopieczni sir Dave'a Brailsforda kontrolowali sytuację w grupie faworytów, choć momentami na czoło wyjeżdżali przedstawiciele innych ekip, m.in. Astany i Bahrain-Merida. W pewnym momencie groźnym rywalem stał się Alejandro Valverde (Movistar Team), który uzyskał wystarczającą przewagę, aby zostać wirtualnym liderem. Ostatecznie jednak "Niebiańscy" rozprawili się z konkurencją w swoim stylu, a po zwycięstwo sięgnął jeden z nich. 

Spodziewaliśmy się ataków i gdy one następują nie jest to miłe, ale wierzyliśmy w siebie nawzajem i pojechaliśmy bardzo dobrze.

Wydaje się, że w Team Sky nie rozstrzygnęła się jeszcze kwestia roli lidera. Do wyścigu ekipa przystąpiła z dwoma kandydatami do walki o zwycięstwo - Thomasem i Chrisem Froomem - i choć to Walijczyk prowadzi w "generalce", urodzony w Kenii Brytyjczyk plasuje się na drugim miejscu, minutę i 25 sekund za swoim kolegą. Wydaje się zatem, że obecnie to dwaj kolarze Team Sky są najpoważniejszymi kandydatami do walki o zwycięstwo.

32-latek zapowiada, że chce dalej szukać swoich szans i jeżeli je wykorzysta, będzie mógł liczyć na dobry wynik w Paryżu. 

Jazda w żółtej koszulce to ogromny przywilej. Przed rokiem mi się udało, a powtórzenie tego osiągnięcia jest naprawdę  bardzo miłe

 - zakończył Thomas. 

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

2 Comments

  1. Ojciec Franka

    18 lipca 2018, 20:56 o 20:56

    "nie było nas zbyt wielu"
    Tylko 12. Sześciu niebiańskich i jakaś zbieranina.

    • Xedron

      19 lipca 2018, 00:42 o 00:42

      Thomas odnosił się do braku Luka Rowe i Gianniego Moscona - że było ich tylko sześciu z ekipy, a nie ośmiu. Jednak popełnił w tej wypowiedzi gafę. Był nauczany, aby o tym nie wspominać, ale widać zapomniał, że oni zostali planowo w celu zmniejszenia pomówień o stosowany przez nich doping.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: