Mistrzostwa Europy 2018. Piotr Pękala: "nie musimy się niczego wstydzić"

O niedzielnym wyścigu wspólnym orlików na mistrzostwach Europy w czeskim Zilnie opowiedział nam Piotr Pękala, który zajął 37. miejsce.

Do wyścigu wspólnego młodzieżowców na mistrzostwach Europy w Czechach reprezentacja Polski przystąpiła w 6-osobowyms składzie. Jednym z jej członków był Piotr Pękala, który razem z Filipem Maciejukiem najlepiej spisywał się na trasie. Niestety, z walki o dobry wynik wyeliminował go defekt i ostatecznie zakończył rywalizację na 37. miejscu.

Nie pamiętam, abym startował kiedykolwiek na podobnej trasie. Jechałem kilka ciężkich, górskich wyścigów, gdzie podjazdy były dłuższe, ale było ich o wiele mniej. Tutaj nie było czegoś takiego jak jazda równym mocnym tempem. Trzeba było "spiąć się" przez te kilka minut, później złapać trochę oddechu na zjeździe, bo za chwilę kolejny interwał i tak w kółko. Wiedziałem, że nie ma takiej opcji, żeby ktokolwiek na tym wyścigu zajął jakieś czołowe miejsce "przypadkiem". Ale przyznam, że odpowiadało mi to. Lubię jak trasa jest ciężka i selektywna

opowiadał w rozmowie z "Rowery.org" Pękala.

Po wyścigach innych kategorii, które odbyły się wcześniej, wiedzieliśmy, że trzeba być bardzo czujnym od startu. Za każdym razem wszystko rozgrywało się na samym początku. Razem z trenerem ustaliliśmy, które drużyny będą "robiły" wyścig i z kim mamy atakować... O ile oczywiście będziemy w stanie.

Ścigania na piekielnie trudnej trasie w Zilnie nie ułatwiał upał, który towarzyszył zawodnikom i zawodniczkom przez całe mistrzostwa. Wielu z nich, mimo odpowiedniego przygotowania, szybko żegnało się z rywalizacją właśnie ze względu na jazdę w takich warunkach. Pękala jednak, jak mówi, nie miał z tym problemu.

Odpowiadała mi taka pogoda. Z reguły na wyścigach w wysokiej temperaturze radze sobie całkiem dobrze. Zdecydowanie wolę o wiele bardziej taki upał, niż zimno i deszcz.

Orlicy swój wyścig rozgrywali na 13 okrążeniach. Na każdej kolejnej rundzie trwała nieustanna selekcja od tyłu. Kolejni zawodnicy nie wytrzymywali tempa narzucanego przez czołówkę na podjeździe i zostawali z tyłu. Podczas, gdy inni odpadali, Piotr Pękala i Filip Maciejuk radzili sobie dobrze, spokojnie pokonując kolejne kółka w grupie głównej. Niestety, na zjeździe na 5. rundzie Pękala miał defekt, przez który stracił kontakt z czołówką. Pogoń za nią trwała dwa kolejne okrążenia, jednak gdy już w końcu powrócił do grupy, długo miejsca w niej nie zagrzał.

Niestety defekt przytrafił się na zjeździe, gdzie cała grupa i kolumna były mocne rozciągnięte. Mimo wszystko starałem się nie poddawać i dałem tam z siebie wszystko, żeby jeszcze wrócić do grupy. Udało się, ale niestety długo tam nie zostałem, bo za chwilę ruszyło kilku mocniejszych zawodników, tempo wzrosło i nie byłem w stanie utrzymać tempa czołówki.

Defekt i późniejszy wyczerpujący pościg za grupą pozbawił zawodnika Mostostalu szans na walkę o zajęcie wyższej lokaty. Jak sam jednak mówi, woli tego nie rozpamiętywać.

Szczerze mówiąc od początku nie czułem się najlepiej i myślałem, że o jakiś konkretny wynik będzie na tym wyścigu ciężko. Trudno mi powiedzieć, czy gdybym nie ten defekt, to mógłbym walczyć o jakiś dobry rezultat. Nie chcę teraz tego rozpamiętywać, bo nic to już nie zmieni przecież. Wolę skupić się na tym, aby w kolejnych startach poszło lepiej.

Mimo zajęcia dość dalekiego miejsca, Pękala wydaje się nie być rozczarowany zarówno swoim występem, jak i jazdą pozostałych kolegów z kadry.

Nie chciałem skończyć tego startu DNFem. Jeśli trener daje mi szansę i wybiera mnie do składu na wyścig, to na pewno nie oczekuje ode mnie, żebym go nie skończył. Mocno pomagali w tym też kibice, którzy stworzyli świetną atmosferę na podjeździe. Kibicowali każdemu do samego końca i chociażby dlatego fajnie było się spiąć te kilka ostatnich rund.

Wyścigu nie oceniam w kategorii porażki. Może nie zrobiliśmy znaczącego wyniku, ale wiem ile zostawiłem z siebie na trasie i ile kosztowało to każdego z nas. Patrząc na to, że wszyscy z naszej reprezentacji - poza Mariuszem Gąsiorowskim - mamy przed sobą jeszcze 2 lub 3 lata w kategorii młodzieżowej to myślę, nie musimy się niczego wstydzić. Musimy z cierpliwością dalej się rozwijać

dodał na koniec nasz młodzieżowiec.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: