Mistrzostwa Europy 2018. Nikol Płosaj: "cieszę się z tego, gdzie aktualnie jestem"

Nikol Płosaj okazała się najmocniejszym punktem naszej kobiecej reprezentacji podczas wyścigu wspólnego orliczek o mistrzostwo Europy. Linię mety w Zlinie przekroczyła na 4. pozycji.

Gdy emocje po wyścigu orliczek o medale szosowych mistrzostw Europy nieco już opadły, usiedliśmy na chwilę z Nikol Płosaj, by ta spokojnie opowiedziała o tym starcie.

Naszą liderką na ten wyścig była Agnieszka Skalniak, która w pełni zasłużyła na powierzenie jej tej roli z racji ostatnich wyników. Świetnie pokazywała się na wyścigach, wygrywając choćby etap na Krasnej Lipie [Tour de Feminin - przyp. red.]. To był „nasz punkt główny” składu, wokół którego zbudowana została cała reszta

mówiła Płosaj w rozmowie z „Rowery.org”.

W pierwszej części wyścigu Karolina Perekitko, Karolina Sowa i Aurelia Nerlo miały trzymać rękę na pulsie i pilnować, żeby nie doszło do żadnych groźnych odjazdów. Choć z drugiej strony trasa była tak ciężka, że trudno było tak naprawdę tak działać, bo tam po prostu każdy jechał swój wyścig, co później z resztą potwierdziły wyniki. Tak czy inaczej, w pierwszej połowie wyścigu to one miały działać, a Marta Lach i ja miałyśmy przejąć tę rolę w drugiej części trasy.

Najważniejsza jednak była komunikacja między nami. Trasa była okropnie ciężka i wyścig mógł się różnie ułożyć, więc kluczowe było rozmawiać ze sobą i tak też robiłyśmy

opisywała dalej założenia, jakie przed wyścigiem szóstka orliczek nakreśliła wspólnie z trenerem Mariuszem Mazurem.

Sobotni wyścig zawodniczek do lat 23 był piekielnie trudny. Problem stanowiła nie tylko ciężka, górska trasa, na której na próżno było szukać chwili na oddech. Kolarkom przez cały czas towarzyszył ponad 30-stopniowy upadł, który w żaden sposób nie ułatwiał wspinaczki pod wzniesienie.

Selekcja na wyścigu była bardzo dużo. Dziewczyny robiły co mogły, żeby jak najdłużej utrzymać się w grupie. Niesamowitą rzecz zrobiła Marta, która miała naprawdę ciężki początek. Widziałam, że trudno jej się jedzie, ale przetrzymała to. Umie świetnie zjeżdżać, bije tam chyba rekordy prędkości jakieś i to jej na pewno pomogło. Dochodziła wtedy i w końcu odżyła.

Szło się cały czas na limicie od startu do końca, nie było chwili na złapanie oddechu. Niby na koniec rundy była ta prosta, ale tam wiele też się nie dało zrobić. Grupy były podzielone, więc tam z kolei albo uciekało się przed tym co za plecami, albo goniło to co miało się przed sobą. Więc nie dziwię się wcale dziewczynom, które nie dały sobie do końca rady

kontynuowała.

Nikol Płosaj świetnie pojechała na górskiej, wymagającej trasie mistrzostw Europy, mimo tego, że aktualnie jest w toku przygotowań do imprez torowych. Mogłoby się wydawać, że to dwie kompletnie różne rzeczy, których nie da się pogodzić, najwyraźniej jednak przygotowania w Zieleńcu pomogły Płosaj także w kontekście wyścigu szosowego.

Ja idę trochę innym tokiem, bo jestem też zawodniczką torową. W ostatnim czasie startowałam i skupiałam się na torze i docelowo też szykuję się już na początek sierpnia na torowe mistrzostwa Europy w Glasgow. Przyjechałam na te mistrzostwa tu po części też dlatego, że byłam na zgrupowaniu w Zieleńcu, więc to było bardzo blisko. Fajnie było wystartować na tym wspólnym wyścigu także pod takim szkoleniowym kątem, a gdybym miała dobry dzień to i dobry wyścig przy okazji mogłabym pojechać. Tak sobie to tłumaczyłam. Trener Mariusz Mazur mówił mi: „Nikol, ja w Ciebie wierzę. Wiem, że pojedziesz dobry wyścig, tylko rozmawiajcie między sobą. Mamy fajne karty i będzie co robić.”

W Zieleńcu przygotowuję się do torowych mistrzostw Europy, więc jest to coś zupełnie innego. Ale przyznam, że bardzo podoba mi się ta różnorodność, bo dzięki temu to co robię jest też bardzo ciekawe. Myślę, że to zgrupowanie teraz bardzo mi pomogło także w kontekście tych mistrzostw tutaj. W Zieleńcu są dobre trasy, wiele zróżnicowanych podjazdów. Jest fajny mikroklimat i jest też cisza, więc można spokojnie skupić się na swojej robocie.

Trudno mi powiedzieć, czy gdybym miała ostatnio mniej startów torowych, a na przykład pojechała na Krasną Lipę, to byłabym tu w lepszej dyspozycji. Nie wiem, nie ma co gdybać. Cieszę się z tego, gdzie aktualnie jestem.

Jak już sama Płosaj zaznaczyła, kluczem do dobrego wyniku wywalczonego w sobotę w Zilnie była dobra dyspozycja dnia. Można przygotowywać się tygodniami do konkretnego startu, jednak jeśli w danym dniu wszystko nie zgra się tak, jak powinno, to realizacja założonych celów często okazuje się być niemożliwa.

Miałam bardzo dobry dzień. Miałam na pewno dużo szczęścia, nie miałam żadnych defektów, wywrotek. Wstrzeliłam się super. 4. miejsce na pewno nie jest brakiem tego szczęścia, bo jeszcze jakiś czas temu brałabym taki wynik w ciemno. Osobiście uważam, że to świetny wynik. Oczywiście, mijając linię mety miała niedosyt, bo w zasięgu ręki miałam to, o czym marzyłam od tak dawna, czego bardzo pragnę, do czego dążę. Czuję, że ten medal jest coraz bliżej, ale znów się nie udało. Mimo to, jestem zadowolona

dodała zawodniczka UKS Mróz Colago Jedynka Kórnik, zaznaczając szybko, że niedosyt pozostał i mimo wszystko jest na siebie trochę zła za zbyt zachowawczą jazdę w końcówce.

Jestem jednak trochę na siebie wkurzona. Myślę teraz, że trener miał rację jak po mecie mi mówił, że powinnam była zaatakować, bo na ostatniej rundzie wyglądałam najlepiej z dziewczyn i powinnam była postawić wszystko na jedną kartę. Pojechać vabank i wtedy albo mieć medal albo najwyżej skończyć na 7. miejscu. Jestem więc zła na siebie, że tego nie zrobiłam. A dlaczego? Myślałam, że ten finisz też mi lepiej pójdzie. Wiedziałam, że Włoszka będzie mocna, ale wierzyłam, że jestem w stanie tam z nią wygrać. Powtarzałam sobie „zdobędziesz ten medal, zdobędziesz ten medal”. Teraz wiem, że to był błąd, ale może tak miało być. Może ten błąd teraz w przyszłości sprawi, ze będę podejmować śmielsze decyzje i ryzykować... już nie o brąz a o złoto?

zastanawiała się.

4. miejsce, które zajęłam, to żadna porażka dla mnie. To dowód na to, że idę do przodu, że się rozwijam i robię postępy. Udowadniam sobie i innym, że mam naprawdę dobre papiery na to, żeby być dobrą zawodniczką i to jest dla mnie w tym wszystkim najważniejsze. Pokazuję, że mam charakter. A medal? Pragnę go, marzę o tym, ale wierzę, że prędzej czy później w końcu po niego sięgnę.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: