Tour de France 2018. Zespół BMC zwycięski po raz drugi, Porte wraca do gry

Greg van Avermaet w żółtej koszulce, a Richie Porte wyżej w generalce - to wszystko dzięki zwycięstwu BMC Racing Team na "drużynówce" na 3. etapie Tour de France.

Poziom dzisiejszego etapu był bardzo wyrównany, a tempo piorunujące - czołowe ekipy w końcowej klasyfikacji dzieliły sekundy, a Team Sky i Quick-Step Floors mocno deptały po piętach podopiecznych Jima Ochowicza. Do końca nie wiadomo było, czy belgijska ekipa zdoła wyprzedzić kolarzy drużyny zza oceanu. Wynik zawodników w czerwono-czarnych strojach był jednak lepszy i to oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa, tak jak w 2015 roku, gdy również wyprzedzili "niebiańskich". 

Koszulkę lidera przejął Greg van Avermaet, który przed etapem plasował się najwyżej spośród kolarzy zespołu zza oceanu. Belg w przeszłości nosił już koszulkę lidera Tour de France - w 2016 roku, po zwycięstwie na pagórkowatym etapie do Le Lioran, przez trzy dni był najlepszy w "generalce". 

Myślę, że dziś poszło nam dość gładko. Każdy pojechał dobrze, współpraca była świetna. Wiedzieliśmy, że głównym rywalem będzie Sky i że pomiędzy nami będą małe różnice. Jechaliśmy długo w ósemkę i na takiej trasie to było kluczem do zwycięstwa

tłumaczył. 

Van Avermaet w kolejnych dniach myślał będzie o obronie koszulki. Jutro czeka go płaski etap do Sarzeau, zaś środowy odcinek, do Quimper, ma profil podobny do wiosennych klasyków, w których się specjalizuje. Mistrz olimpijski, który w trakcie przygotowań do Touru wygrał Tour de Yorkshire, w terenie takim z pewnością podejmie walkę. 

Celem było wywalczenie żółtej koszulki w pierwszym tygodniu. Gdy miałem ją po raz pierwszy, czułem się niesamowicie, więc cieszę się, że znów jestem w tej pozycji. Jutro będę się z niej cieszył, bo to wyjątkowy moment dla każdego kolarza. Chcę podziękować moim kolegom, bo bez nich nic by z tego nie wyszło

  dodał. 

Dzisiejsze zwycięstwo jest również świetną wiadomością dla Richiego Porte'a, który przystępował do etapu ze stratą w "generalce", po kraksie w końcówce otwierającego rywalizację odcinka do Fontenay-le-Comte.

Tasmańczyk odrobił bardzo dużo do swoich rywali, a nad kilkoma zyskał, co pozwoli mu zapomnieć o pechu na pierwszym odcinku.  33-latek obecnie plasuje się na 14. pozycji, 51 sekund za liderem, mając ten sam czas, co Jakob Fuglsang (Astana). Przed nim znajdują się m.in. Geraint Thomas (Sky), Tom Dumoulin (Sunweb), Rigoberto Uran (EF Education First-Drapac) i Rafał Majka (Bora-hansgrohe). Pozostali faworyci z kolei mają już nieco większe straty. 

Myślę, że po tym, co wydarzyło się na pierwszym etapie, gdy straciłem 51 sekund, odrobienie tego czasu to dobre osiągnięcie. Dziś chłopaki pojechali imponująco, wykonali świetną robotę. Ciężko wskazać najlepszego spośród nas, ale posiadanie w drużynie kogoś takiego jak Stefan Küng sprawia, że wszystko jest łatwiejsze. Do Paryża jeszcze długa droga, ale super, że już wygraliśmy etap na Tourze. Będziemy cieszyć się z tej chwili

  zapowiedział. 

Teraz, Porte powoli zaczyna szykować się na kolejne etapy, na których pokazanie klasy przybliży go do wymarzonego miejsca w czołówce Tour de France. Do tej pory jego najlepszym osiągnięciem nad Sekwaną było 5. miejsce w 2016 roku. Teraz jest wymieniany w gronie faworytów do zwycięstwa, a dzisiejszym sukcesem zwiększył na to szanse. 

Przez następne dni musimy po prostu unikać kłopotów. Wczoraj jechaliśmy na czele i przez to straciliśmy trochę sił, ale tak trzeba jechać na Tourze. Jutro jest trochę łatwiej, ale piąty etap jest trudny. Już tam jechaliśmy w tym roku, więc wiemy, że będzie ciężko

  powiedział.

Porte tym samym wspomniał kwietniowy Tour de Finèstre, którego końcówka pokrywała się z końcówką środowego odcinka. Wtedy na czołowych lokatach uplasowali się Jonathan Hivert (Direct Energie), Romain Bardet (AG2R La Mondiale) i Guillaume Martin (Wanty - Groupe Gobert).

Jutro na peleton czeka odcinek prowadzący z La Baule do Sarzeau, gdzie ponownie o etapowe zwycięstwo walczyć powinni sprinterzy.