Michał Gołaś: "trzeba umieć się przestawić z roli pomocnika"

Przy okazji mistrzostw Polski w Ostródzie Michał Gołaś opowiedział nam o swojej roli w Team Sky, zadaniami z nią związanymi i tym, jak widzi swoją kolarską przyszłość.

Dla 34-latka rola pomocnika w zespole Sky nie jest jedyną, jaką tam pełni. Michał Gołaś jest aktualnie jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w składzie brytyjskiej drużyny. Jego zadaniem jest także wdrażanie nowych kolarzy, którzy stawiają pierwsze kroki w światowym peletonie, w arkana ścigania na najwyższym poziomie.

Na początku roku powiedziano mi, że mam skupić się na pomocy tej najmłodszej grupie zawodników w drużynie. Mamy sześciu czy siedmiu kolarzy poniżej 23 roku życia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby ich tam męczyć. Z częścią spotykałem się na różnych wyścigach i czasem trzeba ich gdzieś nakierować, pomóc, coś podpowiedzieć. Na tym mam się skupiać, choć na większych wyścigach to rola pomocnika jest priorytetem

- powiedział podczas rozmowy z "Rowery.org" w trakcie mistrzostw Polski. Pomoc pomocą, ale jak dokładnie wygląda praca Gołasia z młodszymi kolegami?

Na wyścigach trzeba im czasem coś podpowiedzieć. Przeszli do takiej dużej ekipy z różnych innych, mniejszych zespołów i trzeba im czasem coś wyjaśnić, czasem nie wiedzą jak się zachować w peletonie. Wiadomo, że oni są jeszcze podekscytowani i to się przekłada na ich jazdę. Na 80 kilometrów do mety walczą, a jak przychodzi co do czego i mają być na określonym miejscu na decydującym kilometrze, to ich tam nie ma. Czasem więc trzeba ich gdzieś przystopować, czasem trzeba pogonić. Nie mam też problemu z tym, żeby powiedzieć im często kilka cierpkich słów.

Od pewnego czasu spotkać się można z plotkami, jakoby Gołaś - po zakończeniu zawodniczej kariery - miał pozostać w zespole Sky w charakterze dyrektora sportowego. Zapytaliśmy go, czy faktycznie chodzą mu po głowie takie pomysły.

Wcześniej nie myślałem o tym, żeby zostać dyrektorem sportowym, ale teraz w ekipie parę razy padło takie hasło. Nie wykluczam więc tego, ale mam jeszcze dwa lata kontraktu. Mam więc czas, żeby to spokojnie przemyśleć i zobaczę, co będę później robił

- wyjaśnił.

Gołaś, który - jak sam mówi - jest już bliżej niż dalej końca zawodniczej aktywności, w dalszym ciągu ma swoje własne ambicje i nie brak mu chęci do podejmowania walki o sukcesy. O te jednak już nie jest wcale tak łatwo. Łącząc rolę pomocnika i niejako przewodnika dla młodszych zawodników ekipy Sky, Gołaś rzadko ma okazję jechać na własne konto. A co, gdy już taka możliwość się pojawia?

W dalszym ciągu mam jakieś swoje osobiste cele i ambicje, ale wszystko to uzależnione jest od tego, jakie wyścigi się jedzie i jakie ma się zadania. Na Szwajcarii tej wolnej ręki było trochę więcej i muszę przyznać, że gdybym był trochę lepszy, to bym przyjeżdżał w tej pierwszej, wyselekcjonowanej grupie i mógłbym walczyć o wygranie etapu np. z Saganem. Byłem tam też w odjeździe, więc te szanse się gdzieś nadarzają, tylko trzeba się też wtedy przestawić z roli tego pomocnika, na myślenie o sobie. Sam potrzebowałem kilku takich dni, żeby się przestawić. W tej drugiej części sezonu takie okazje powinny się jeszcze pojawiać.

Jak zatem zapowiada się dalsza część sezonu Gołasia? Po mistrzostwach Polski czeka go chwila odpoczynku od ścigania, a kolejnym jego startem będzie rozgrywany na początku sierpnia Tour de Pologne. Od tego, jak się w nim zaprezentuje, zależeć może dalszy kalendarz startów.

W drugiej części sezonu to powinny być klasyki, choć jestem gdzieś w szerokim składzie na Vueltę. Jest jednak sporo ludzi, którzy nie pojechali Giro, sporo też jeszcze wypadnie ze składu na Tour. Mamy również młodych zawodników, którzy liczą na swój pierwszy start w Wielkim Tourze, więc zobaczymy jak się to ułoży. To też na pewno zależy w dużej mierze od tego, jak pojadę Tour de Pologne. Później są dwie opcje - albo pojadę Vueltę, albo te klasyki z Hamburgiem, Plouay i Kanadą

- doprecyzował Torunianin swoje plany startowe na dalszą część sezonu.

Korzystając z okazji nie mogliśmy nie zapytać "Gołego" o to, jak odbiera medialny szum panujący obecnie wokół jego grupy. Zespół Sky znajduje się pod lupą mediów, przez ostatnie pół roku z powodu toczącego się wyjaśniania sprawy przekroczenia przez Chrisa Froome'a dozwolonej dawki salbutamolu podczas Vuelta a Espana. Czy wpływa to na Gołasia i na jego kolegów?

Mam do tego dużo większy dystans i jakoś bardzo się tym nie emocjonuję. Nie obrywa mi się przy okazji tego, że moi koledzy mają jakieś problemy. Ja od lat reprezentuję określony poziom, jeździłem w różnych ekipach, a ludzie mają do mnie zaufanie. Poza tym, ja też nie jestem na świeczniku. Więc my tak naprawdę robimy swoje i jakoś bardzo na nas nie odbija się to, co dzieje się gdzieś tam w mediach

- zaznaczył 34-latek, który barwy brytyjskiego teamu przywdziewa od sezonu 2017.

Oczywiście na pewno to wszystko trochę boli, bo te oskarżenia padają na całą grupę. Wrzuca się nas wszystkich do jednego kotła. Może więc bezpośrednio mnie to nie dotyka, ale znam tych chłopaków. Wierzę im, wiem ile pracy wykonują i to na pewno jest bolesne. Z drugiej strony przy tej fali hejtu, jaka teraz jest to wszystkim obrywa się za wszystko. Cokolwiek nie zrobisz, to jesteś krytykowany i taka jest kolej rzeczy

- ocenił.

Gołaś odniósł się także do słów krytyki pod ich adresem płynących bezpośrednio od zawodników z peletonu, na które można było niejednokrotnie trafić w ostatnich miesiącach.

Myślę, że to są pojedyncze przypadki. Nie wydaje mi się, żeby coś się teraz zmieniło jeśli chodzi o podejście innych ekip czy kolarzy do naszej drużyny. Sky nigdy nie było najbardziej lubianą ekipą w peletonie i tak chyba pozostanie. Nie wiem czy Real Madryt ma tak wielu fanów wśród piłkarzy. To jest część tej gry. Kiedy dominujesz, to niestety nie masz zbyt wielu przyjaciół. A nam też na przyjaciołach nie zależy, robimy swoje.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: