Mistrzostwa Polski 2018. Michał Gołaś: "nie ma recepty na zdobycie koszulki"

Czy jest jakaś recepta na zdobycie biało-czerwonej koszulki mistrza kraju? Najlepiej wiedzieć to może Michał Gołaś, który wywalczył ją w 2012 roku.

Doświadczony zawodnik, na przestrzeni lat pełniący rolę kapitana w ekipach Quick Step i Sky, regularnie pojawia się na starcie mistrzostw Polski i specyfikę wyścigu zna bardzo dobrze. W tym roku na starcie 204-kilometrowego wyścigu w Ostródzie stanie wraz z dwoma kolegami z zespołu Sky - Michałem Kwiatkowskim i Łukaszem Wiśniowskim.

Mistrzostwa to jest specyficzny wyścig i tu nie ma recepty, chyba nawet więcej takiego szczęścia, odpowiedniego zbiegu okoliczności niż mocy. Ja wygrałem mistrzostwa i to nie był rok, kiedy byłem najmocniejszy. Wróciłem wtedy z Giro, w tygodniu przed mistrzostwami było jeszcze „pępkowe” i jakoś nie przywiązywałem aż takiej wagi do tego startu, a mimo to wygrałem

- wspominał zawodnik Team Sky, który po złoty medal szosowych mistrzostw Polski sięgnął w 2012 roku w Sędziszowie.

Gołaś w wyścigu o biało-czerwoną koszulkę finiszował także 2. (2015), 4. (2011) i 5. (2014), odnajdując się nieźle na pagórkowatych rundach i w taktycznych rozgrywkach między polskimi zespołami.

Kilka razy za to naprawdę się przygotowywałem, byłem najmocniejszy w peletonie, w mojej ocenie, i nie wygrałem wtedy koszulki, tylko przyjeżdżałem czwarty, trzeci, drugi, piąty itd. Także oprócz tej nogi, tutaj musi się wszystko odpowiednio ułożyć, a im więcej się analizuje, tym jest gorzej. Na mistrzostwach chyba żadna taktyka się nie sprawdza. Trzeba wyłączyć myślenie i jechać. Analiza wyścigu na niewiele się tu zdaje. Możesz być w odjeździe, a za moment podjeżdżają trzy auta dyrektorów sportowych i nagle w tym odjeździe nikt nie pracuje. Trzeba jechać i patrzeć, co przyniosą kolejne kilometry

- analizował.

W wyścigach elity pod Grunwaldem i w Ostródzie startować mogą także zawodnicy, którzy nie ukończyli jeszcze 23 lat, co przełożyć się miało na liczebność peletonu i jakość samego ścigania. Jak takie rozwiązanie wypada w ocenie zawodnika ekipy Sky?

Dla rywalizacji to jest na pewno lepsze pod tym względem, że ten peleton będzie trochę większy. Narzekaliśmy rok temu, że jest 60 kolarzy, 260 kilometrów do przejechania i nic się nie dzieje. W tym roku jest więc inaczej. Dla nas na pewno będzie ciężej, bo kilka ekip w związku z tym będzie miało powyżej 10 osób w peletonie. To może nie jest jeszcze ten poziom i trudno powiedzieć, żeby jakiś orlik mógł zagrozić "Kwiatkowi", ale pięciu takich orlików może na pewno go zmęczyć na tyle, że ich liderzy zyskają

- ocenił.

Nam więc to na pewno nie pomoże, ale dla ogólnej rywalizacji będzie lepiej. Peleton będzie dobrze wyglądał, będzie trochę inne ściganie, może mniej przewidywalne. Nie będzie może takich układów, że są trzy siły w grupie i jeśli wszystkie są zadowolone to wyścig jedzie i się rozgrywa. Może dziać się więcej, a orlicy mogą wprowadzić więcej zamętu.

Wyścigi ze startu wspólnego podczas tegorocznych mistrzostw Polski rozgrywane są w malowniczych okolicach Ostródy. Trasa, zdaniem Gołasia, wypada jednak na łatwiejszą niż ta, z którą kolarze zmagali się w ostatnich latach.

Trasa jest lekka, pofałdowana, ale ja nie nazwałbym jej trudną. Jeśli będzie wiało, to na pewno trochę to utrudni rywalizację, ale sama trasa jest łatwa. Mogłaby być trochę trudniejsza, ale nie ma co narzekać. Jest na Mazurach, jest tu ładnie. Trzeba się cieszyć z tego co mamy

- podkreślił.

Myślę, że skrócenie wyścigu do 200 kilometrów to dobra decyzja. Według mnie to taka dolna granica, nie chciałbym żeby ten dystans był też krótszy. 4 godziny ścigania wpływa też już na wytrzymałość i robi różnicę, więc myślę, że to optymalny dystans.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: