Mistrzostwa Polski 2018. Maciej Bodnar: "nie było co kalkulować"

Maciej Bodnar

Piąty tytuł mistrza Polski w jeździe indywidualnej na czas. Maciej Bodnar w najnowszej historii polskiego kolarstwa jest najlepszym czasowcem, co potwierdził dziś na szosach Warmii i Mazur.

Kolarz Bora-hansgrohe, który przed rokiem wygrał etap jazdy na czas podczas Tour de France, jest rekordzistą pod względem ilości mistrzowskich koszulek wywalczonych w jeździe na czas w czasach rywalizacji zawodowego peletonu, tj. od 1995 roku. W zestawieniu historyczny ustępuje tylko Tadeuszowi Mytnikowi, który w latach 70. i 80. XX wieku wywalczył osiem tytułów.

Bodnar, który niedawno dobrze zaprezentował się w próbie jazdy na czas podczas Tour de Suisse, na Polach Grunwaldu uporał się z wiatrem i rywalami, ale na mecie nie ukrywał, że na trasie zostawił sporo sił.

Trasa była dosyć szybka, a do tego dystans 33 kilometrów był całkiem fajny. Było za to wietrznie. Teoretycznie część trasy miała być łatwiejsza, a wiatr miał nam sprzyjać, ale w trakcie jazdy trochę się to pozmieniało. Tam też było trzeba mocno cisnąć i nie było gdzie odpocząć. Było ciężko, nie było co kalkulować tylko po prostu jechać mocno

- powiedział po zakończeniu zmagań.

Mimo zmęczenia Bodnar nie ukrywał satysfakcji z kolejnej już biało-czerwonej koszulki w swojej kolekcji. Odniósł się także do udziału młodzieżowców w zmaganiach elity, co stanowi nowość na mistrzostwach kraju.

Myślę, że fajnym pomysłem było włączenie do rywalizacji elity orlików. Dla nich na pewno też to jest możliwość promocji i sprawdzenia się. Dla zawodników takich jak Filip Maciejuk, który jest wielkim talentem, to świetna okazja, żeby pomału wchodzić do tej rywalizacji z nami.

Mocno na walkę o złoto na piątkowej czasówce nastawiał się także Marcin Białobłocki. Polak, na co dzień mieszkający i trenujący w Wielkiej Brytanii, stracił do zwycięskiego Bodnara 17 sekund i sięgnął po srebro, co pozostawiło wyraźny niedosyt.

Nie jestem zadowolony z tego wyniku. Jest okej, ale znowu się nie udało. Trasa była ciężkawa, nie było możliwości, żeby jechać równym tempem. Czasówki, które jechałem były zupełnie inne. Do tego przeszkodziła mi fatalna nawierzchnia, która wybijała z rytmu to mi się najbardziej dało we znaki

- stwierdził 34-latek, który po raz trzeci z rzędu zdobył srebro mistrzostw Polski w tej konkurencji.

W drugiej części czasówki zaczęły mnie łapać kurcze w nogach, być może to przez zmianę pogody. Na tym kończę udział w mistrzostwach Polski, nie wystartuję w niedzielnym wyścigu ze startu wspólnego.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: