Giro d'Italia U23 2018. Zmęczenie narasta

Górskie etapy Giro dają w kość, dziś więc krótko o różnicach w trenowaniu i przygotowaniu między ekipami włoskimi a anglosaskimi.

Wczorajszy etapy był bardzo ciężki - na trasie znalazły się aż 3 podjazdy, w tym 11-kilometrowy finał na Pian delle Fugazze. Było gdzie cierpieć. Po pierwszej godzinie jazdy pojechała ucieczka. Znalazło się w niej dwóch zawodników z mojej ekipy. Dokładnie ci, którzy mieli za zadanie próbować, także wszystko szło zgodnie z planem.

Ja czekałem do ostatniego podjazdu. Po 3 kilometrach wspinaczki ​​jechałem w pierwszej dwudziestce i naprawdę czułem się znakomicie. Dawałem z siebie wszystko, ale dwa kilometry później po prostu mnie "odcięło" i trochę straciłem na ostatnich 5 kilometrach. Do mety dojechałem 56., po raz kolejny z najlepszym wynikiem drużyny.

Dzisiejszy wpis będzie krótszy, bo zmęczenie w Giro naprawdę narasta. Napiszę szybko o różnicach w treningach w Polsce a we Włoszech. Gdy byłem w Polsce to trenowałem z pomiarem mocy. Niestety, tu we Włoszech nie mam miernika mocy i w sumie, to bym go wcale nie potrzebował. Tutaj treningi polegają na tym, by po prostu jechać jak najmocniej. To jest coś, co mi się nie podoba.

Myślę, że dlatego właśnie Team Wiggins czy Hagens Berman Axeon mają nad nami przewagę. Oni są zorganizowani jak ekipy zawodowe. Po wszystkim, co tam się dzieje, widać, że to ma ręce i nogi, zero partyzantki.

Adam Kuś, zawodnik Delio Gallina Colosio Eurofeed i jeden z dwóch Polaków startujących w Giro d'Italia U23, stara się regularnie dzielić swoimi przeżyciami i obserwacjami z młodzieżowego Wyścigu Dookoła Włoch.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: