Szymon Krawczyk: „Coraz lepiej czuję się na szosie”

Szymon Krawczyk w akcji

Szymon Krawczyk jest jednym z wyróżniających się w Polsce młodzieżowców. W kategorii juniorów wywalczył dwa razy mistrzostwo Polski na szosie. Choć pierwszy sezon ścigania z elitą był dla niego ciężki, teraz jest coraz lepiej widoczny na wyścigach z szosowego kalendarza.

Jak sam podkreśla, cały czas w jego przygotowaniach bardzo istotny jest też tor i to z nim wiąże najważniejsze ambicje. Z 19-letnim kolarzem Voster Uniwheels Team rozmowa została przeprowadzona po zakończeniu Wyścigu Hubala, a przed rozpoczęciem Małopolskiego Wyścigu Górskiego.

Po pierwszej części sezonu wygląda na to, że ściganie na szosie coraz lepiej ci idzie?

Na pewno jest lepiej niż rok temu. Lepiej się odnajduję, jestem bardziej pewny siebie, potrafię pomóc chłopakom z ekipy. Po prostu lepiej się czuję na wyścigach. Trochę brakuje mi jeszcze szczęścia, ale faktycznie czuję się bardziej dojrzały jako kolarz niż rok wcześniej.

Jednym z wyzwań tego sezonu był dla ciebie start w Karpackim Wyścigu Kurierów wraz z reprezentacją Polski…

Tak, udało się powalczyć na etapach i wygraliśmy klasyfikację generalną z Filipem Maciejukiem, czyli cel osiągnięty. Fajnie pościgać się z najlepszymi orlikami w tej części Europy i przyrównać swój poziom do rówieśników. To zawsze pozwala wyciągnąć wnioski. Miałem też szansę powalczyć na swoje konto i niewiele zabrakło mi do zwycięstwa na etapie do Jabłonki. Za szybko zacząłem finisz i wyszedł mi jeden z zawodników. Ale drugie miejsce to też bardzo dobry wynik.

Widać, że coraz lepiej odnajdujesz się na finiszach?

Nie jestem sprinterem, ale faktycznie wychodzi na to, że potrafię się spiąć i zafiniszować. Przejadę też górki, odnajdę się na finiszu z małej grupy. Może coś ze mnie będzie (śmiech).

Jechałeś KWK, potem Bałtyk-Karkonosze, następnie Wyścig Hubala. A zaraz zaczyna się Małopolski Wyścig Górski i ponownie jesteś w składzie. Sporo tego ścigania?

Rzeczywiście pierwszy raz w karierze jestem w takiej sytuacji, że lecę czwartą etapówkę z rzędu… Kiedy wystartowaliśmy do Karpackiego Wyścigu Kurierów, po pierwszych etapach czułem zmęczenie. To był najdłuższy wyścig jaki jechałem w życiu. Ale potem jakoś to sobie przerobiłem. Później z dnia na dzień było coraz lepiej, zacząłem się przyzwyczajać i inaczej odczuwać zmęczenie. Oczywiście teraz, po Hubalu, jestem zmęczony, ale ogarnę się szybko i dam radę.

Dłuższe wyścigi i dystanse etapów to jedna z różnic w ściganiu juniora i seniora?

Zgadza się, na pewno dystans robi swoje. Teraz w czasie Wyścigu Hubala jechałem po raz pierwszy w życiu etap liczący 200 km. Pod koniec było mi ciężko jako debiutantowi. Dodatkowo było naprawdę upalnie, choć w moim przypadku akurat nie jest to duży problem.

Lubisz jak jest gorąco?

Lubię. Niektórym kolarzom mocno dokucza wysoka temperatura. Źle znoszą upały, przegrzewają się i nie są w stanie dać z siebie wszystkiego na etapach w gorące dni. Inni z kolei nie radzą sobie z zimnem. Ja zauważyłem, że warunki atmosferyczne nie mają na mnie aż takiego wpływu. Tym lepiej dla mnie.

Za wami Wyścig Hubala. Jak przebiegał z twojej perspektywy?

Na pierwszym etapie w ucieczce mieliśmy Michała Podlaskiego. Nazbierał punktów do klasyfikacji górskiej, choć zabrakło mu jednego do koszulki górala. Na finiszu Adrian Banaszek miał kraksę, wywrócił się, a ja byłem tuż za nim i musiałem wyhamować do zera. Udało mi się uniknąć wywrotki, ale nie było już mowy o walce o dobrą lokatę. Na porannym etapie próbowałem atakować na 3 km do mety, ale w końcu zaczęliśmy ustawiać się na finisz. Chciałem pomóc Adrianowi i Adamowi, ale było świeżo po deszczu. Na zakręcie położyli się kolarze przed nami. Ja wylądowałem na innym zawodniku, nie na asfalcie, więc nic mi się nie stało. Ale Adam i Adrian mieli mniej szczęścia. Czasówka była słaba w moim wykonaniu, oczekiwałem po niej więcej. Do ostatniego etapu przystępowaliśmy z myślą o walce o jak najlepszą lokatę Adama Stachowiaka w generalce i o obronę koszuli górala. Już przed startem wiedzieliśmy, że trzeba będzie iść „wszystkie pieniądze”. Faktycznie tak było, bo w musieliśmy gonić ucieczkę, która zagrażała przejęciem przez Austriaka koszulki. Nie mogliśmy na to pozwolić.

Wyścig Hubala, dzięki swojej kategorii, przyciągnął spory peleton ciekawych ekip. Odczuwacie inny poziom ścigania?

Tak, rozmawialiśmy właśnie o tym z chłopakami. To ściganie odbiega od typowego polskiego wyścigu, gdzie wszyscy się dobrze znają i wiedzą czego się po kim można spodziewać. Na Hubalu było znacznie więcej kolarzy, były mocne ekipy zza granicy. Czułem wyższy poziom rywalizacji, nawet po tym ile wysiłku należało włożyć, by trzymać się z przodu peletonu.

Mistrzostwa Polski za pasem. Z jakim nastawieniem pojedziesz do Ostródy?

Nastawiam się na start wspólny, będziemy próbowali walczyć o medale i mam nadzieję, że przywieziemy jakiś… jakiś złoty (śmiech). Wiadomo, mistrzostwa rządzą się swoimi prawami i każdy zawodnik stający na starcie chce powalczyć. Zdaję sobie sprawę, że mamy w kraju paru bardzo mocnych młodzieżowców, ale ja również będę przygotowany jak trzeba do tego startu.

A kiedy wracasz na tor? Myślisz o nim w czasie kolejnych wyścigów na szosie? Brakuje ci go?

Na razie mi go nie brakuje, ale oczywiście cały czas mam go w głowie. W przerwie między wyścigami szosowymi, wywalczyliśmy z Dawidem Czubakiem złoto w młodzieżowych mistrzostwach Polski w Pruszkowie. W lipcu odbędą się młodzieżowe mistrzostwa Europy na torze, w sierpniu ME elity. Na któreś z nich chciałbym jechać. Przed szosowymi MP prawdopodobnie wystartuję jeszcze na torze w Brnie, razem z Dawidem. Tor cały czas jest w głowie, bo zaczynamy walkę o igrzyska olimpijskie. Wierzę, że się uda.

inf. prasowa

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: