Giro d'Italia 2018. Dziennik kapitana Benedettiego #25

To już jest koniec, czyli Cesare Benedetti krótko o finałowym etapie 101. edycji Giro d'Italia, które było wyjątkowo udane dla jego ekipy - Bora-hansgrohe.

Wreszcie ten wyścig się skończył, ale ważne, że dla nas skończył się świetnie. Jak mówiłem wczoraj, mamy dwóch kolarzy w TOP10, do tego dzisiaj Sam Bennett dołożył trzecie zwycięstwo. Plan wypełniony z nawiązką.

Pierwsze 40 kilometrów przejechaliśmy spokojnie, ale zaczęły się dyskusje, ze względu na to, że całe Giro jechaliśmy a block, a na koniec jedna runda może przekreślić cały wysiłek. Zdecydowali, że czas do klasyfikacji generalnej będzie się liczył na mecie 4 okrążenia.

Runda w Rzymie była ciężka i niebezpieczna. Była walka o pozycje cały czas. Tempo było szybkie. Mieliśmy z przodu Schilingera, a z tyłu cisnął Quick-Step Floors. Na szczęście Sam wygrał po raz trzeci i na mecie w Rzymie mogliśmy otworzyć zasłużenie szampana.

Teraz będę miał chwilę zasłużonego odpoczynku. Potem jadę Gipingen (7 czerwca), Rund um Koln i Tour de Slovenie.

Na koniec trochę cyferek. Podczas 101. edycji Giro d'Italia spaliłem 71 717 kcal, a suma przewyższeń jaką pokonaliśmy to ponad 49 tysiące metrów przewyższenia.

Kolarz niemieckiej grupy Bora-hansgrohe Cesare "Czarek" Benedetti z trasy 101. edycji Giro d'Italia odczuciami i przemyśleniami dzieli się w dzienniku publikowanym na łamach "Rowery.org".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: