Giro d'Italia 2018. Chris Froome: "musiałem zrobić coś szalonego"

Lider Team Sky Chris Froome szalonym rajdem wywrócił do góry nogami układ klasyfikacji generalnej Giro d'Italia i jest na dobrej drodze by wyścig wygrać.

"Na trasie Giro d'Italia mogą się dziać dziwne rzeczy" - mówił przed trzecim tygodniem rywalizacji Simon Yates. Brytyjczyk stracił dziś koszulkę lidera i miejsce w czołówce wyścigu, słabość odczuwając na królewskim etapie, na którym decydujący atak przypuścił Chris Froome.

Brytyjczyk, który od lat portretowany był jako kolarz "drewniany", zapatrzony w pomiar mocy i z kolarskim romantyzmem niemający nic wspólnego, z biegiem lat pokazywał, że rozwija się i nie jest tylko kolarzem potrafiącym generować największą moc na ostatnim podjeździe dnia. Na trasach Tour de France atakował i rywali potrafił zaskoczyć na zjazdach, potrafił podpiąć się pod akcję Petera Sagana na płaskiej końcówce.

Giro d'Italia, w kalendarzu znana jako królowa nieprzewidywalności, zmusiła go do wykrzesania z siebie wszystkich sił i całego potencjału pomysłowości. Froome to pierwszy kolarz Team Sky od 2013 roku, któremu udało się walczyć o zwycięstwo we włoskim Grand Tourze - poprzednie wysiłki jego kolegów spalały na panewce w deszczu, kraksach i chorobach.

32-letni Brytyjczyk dziś postawił wszystko na jedną kartę - atak na Colle delle Finestre, na 80 kilometrów przed metą, zakrawał na szaleństwo, ale przy niemal 4-minutowej stracie do prowadzącego Simona Yatesa, szansa na odwrócenie losów wyścigu zdawała się być tylko jedna.

Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem, nigdy nie jechałem samotnie 80 kilometrów do mety. Musiałem zrobić coś szalonego, z moją stratą czekanie na ostatni podjazd miało się z celem. Ekipa przygotowała mi grunt pod ten atak. Najpierw musieliśmy się pozbyć Simona Yatesa, a potem urwać Toma Dumoulina

- tłumaczył na mecie Froome.

Podjęliśmy wczoraj tę taktyczną decyzję wraz ze sztabem i dietetykami, bo musieliśmy mieć odpowiednią strategię odżywiania na taką akcję. Wiem jak trzymać swój rytm, znałem podjazd z obozu treningowego. To było kalkulowane ryzyko - inni liderzy nie mieli pomocników, a ich grupka nie była duża. Musieli zmęczyć się tak samo jak ja.

Piątkowy etap w trzecim tygodniu Giro d'Italia to w dwóch ostatnich latach dzień decydujący. Przed rokiem w największych tarapatach był Tom Dumoulin, dwa lata temu Giro na 19. etapie przegrał Steven Kruijswijk. Froome, który na mecie zameldował się z ponad trzema minutami przewagi nad rywalami, jutro będzie bronił przewagi 40 sekund nad Dumoulinem.

Na górskiej, 214-kilometrowej trasie, jego największym wrogiem może okazać się jego własny organizm, który po tak dużym wysiłku może zbuntować się na alpejskich podjazdach. Froome, który w planach ma start w Tour de France i formę szykował na końcówkę Giro, pozostaje jednak optymistą.

Przeskoczyć z czwartej na pierwszą pozycję - nie zrobiłbym tego na ostatnim podjeździe. Colle delle Finestre była perfekcyjnym momentem, szutrowa droga przypomniała mi o Afryce. Jutro też ciężki dzień, ale ja czuję się coraz lepiej

- zapowiedział.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

2 Comments

  1. Kibic kolarstwa

    25 maja 2018, 22:42 o 22:42

    Bardzo dawno nie widzielismy takiego Frooma... tak głodnego zwycięstwa...Żeby tak wywrócił klasyfikacje ja twierdzę że trzeba być jednak wielkim i megasilnym i to jeszcze na 19 etapie... pewnie znajdą sie tacy co będą pytać o salbutamol...

  2. piter

    26 maja 2018, 23:23 o 23:23

    Bajkowe zakonczenie.Wszyscy jadą a wygrywa koksiarz

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: