Giro d'Italia 2018. Słodko-gorzka Italia Estebana Chavesa

nogi Estebana Chavesa

- Takie jest Giro - skomentował Esteban Chaves swoją klęskę na dziesiątym etapie Giro d'Itala. Dotychczasowy wicelider wyścigu przyjechał na metę w Gualdo Tadino spóźniony o 25 minut, grzebiąc swoje szanse na wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Kłopoty Kolumbijczyka zaczęły się na samym początku blisko 250-kilometrowego dystansu, gdyż od grupy zasadniczej odpadł na podjeździe pod Fonte della Creta (15,7 km; 5,8%) i już więcej do niej nie wrócił.

Moje związki z Italią są skomplikowane, łączy nas miłość i nienawiść. Kilka dni temu cieszyłem się jednym z najlepszych dni w mojej karierze, a dziś taki cios. Najważniejsze, że nadal mamy koszulkę lidera, nasze plany się nie zmieniają

- powiedział Chaves reporterowi RAI.

To prawda, kolarz Mitchelton-Scott w miniony czwartek triumfował na etapie pod Etnę i mógł śmiało myśleć o końcowym podium w Rzymie. Australijska drużyna nie poniosła jednak klęski, gdyż Simon Yates spokojnie utrzymał prowadzenie w wyścigu, a nawet powiększył swoją przewagę, za sprawą 3 sekund bonifikaty, zdobytej na lotnej premii.

Na razie nie wiem co się ze mną stało, po prostu nie miałem siły jechać z najlepszymi na pierwszym podjeździe. Później próbowaliśmy dogonić grupę, zbliżyliśmy się na mniej niż minutę, ale na końcu nic z tego nie wyszło

- dodał Kolumbijczyk.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: