Giro d'Italia 2018. Dziennika kapitana Benedettiego #13

Walka o przetrwanie, czyli dziesiąty etap Giro d'Italia oczami Cesare Benedettiego.

Dziś najlepszy komentarz to jego brak. To był dla mnie ciężki dzień.  Premia górska była usytuowana na 21 kilometrze, dla mnie to była wojna, już po 15 kilometrze byłem między autami. Wojna trwała długo.

Z przodu jechali a block, a ja z tyłu miałem problemy z oddychaniem. Słabo jeżdżę w górach w tym roku. Nie udało mi się wrócić do głównej grupy, ale na szczęście było nas około 20 i trochę kręciliśmy. Nie wiem co się stało z przodu.

Dzisiejszy dzień był dla mnie podobny do tego, w którym jechałem w ucieczce, bo miałem takie same "cyferki". Tylko wtedy peleton nas złapał, a dziś my próbowaliśmy dogonić peleton. Był moment, w którym pomyślałem, że jutro pojadę do domu pociągiem, ale potem wszyscy zaczęli pracować. Straciliśmy 30 minut, więc zmieściliśmy się w limicie.

Szkoda, że choroba mi przeszkadza, bo Sam Bennett jedzie jak rakieta. Gdybym był na swoim miejscu, czyli przy nim z przodu, to może udałoby się dogonić Denza i Mohoricia.

Jutro kolejny ciężki etap, ale przynajmniej krótszy. Pogoda ma być gorsza niż dzisiaj. Cały  czas góra-dół, mało płaskiego,  w końcówce czekają na nas ciekawe ścianki.

Kolarz niemieckiej grupy Bora-hansgrohe Cesare "Czarek" Benedetti z trasy 101. edycji Giro d'Italia odczuciami i przemyśleniami dzieli się w dzienniku publikowanym na łamach "Rowery.org".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: