Giro d'Italia 2018. Dziennik kapitana Benedettiego #9

Pomimo lekkiego przeziębienia pierwszy cel został zrealizowany - meldunek Cesare Benedettiego z siódmegoetapu 101. edycji Giro d'Italia.

Dobrze było. W sumie spokojny dzień. Na początku uciekało czterech kolarzy, ale był tam Tony Martin. Szybko zostali złapani i pojechał kolejny odjazd, tacy sami kolarze, tylko bez Martina.

Potem był fajny dzień, z perspektywy wczorajszego, stresującego. Wczoraj w hotelu byliśmy dopiero około 22:40, więc mało się spało. Pracowałem, kiedy ucieczka miała 2 minuty i 30 sekund przewagi. Finał wyszedł w końcu tak jak chcieliśmy. Zmieniliśmy taktykę w związku z tym, że z wyścigu wycofał się Rüdiger Selig z powodu choroby. Sam [Bennett] idealnie wyszedł z koła Vivianiego. Cóż, dziś wieczorem możemy wypić kieliszek szampana, za to zwycięstwo.

Jestem trochę przeziębiony, boli mnie gardło, ale mam nadzieję, że jutro lub pojutrze będzie lepiej. Z dnia na dzień czuję się lepiej, to dobry znak.

Davide [Formolo] stracił wczoraj 5 minut, nie jest to idealny scenariusz, ale szansa na top 10 ciągle jest, a może nawet więcej. W prawdziwych górach można to nadrobić. Warto dodać, że na Etnie z dobrej strony pokazał się [Patrick] Konrad. W ubiegłym roku źle się czuł i stracił na tamtym etapie 12 minut. Jutrzejszy odcinek wpisuje się w jego charakterystykę, ponieważ podjazd nie jest aż tak sztywny jak Etna. Pierwszy cel - zwycięstwo - został osiągnięty. Zobaczymy co będzie dalej.

Kolarz niemieckiej grupy Bora-hansgrohe Cesare "Czarek" Benedetti z trasy 101. edycji Giro d'Italia odczuciami i przemyśleniami dzieli się w dzienniku publikowanym na łamach "Rowery.org".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: