Giro d'Italia 2018. Dziennik kapitana Benedettiego #6

Pomoc kolegom, nogi jeszcze nie do walki, czyli Cesare Benedetti zaczyna Giro d'Italia we Włoszech.

Pierwszy etap na Sycylii. Jest ciepło, pogoda dopisuje. Trasa non stop góra-dół, nie ma lekko.

Na początku, kiedy jechaliśmy od startu do kilometra zero, kilka osób protestowało przeciwko startowi Giro w Izraelu. Mieli oni flagę Palestynę, ale od kolarzy oddzielała ich policja.

Start był bardzo szybki, dopiero po 30 kilometrach zawiązała się ucieczka. Początek był nerwowy, jechaliśmy typową włoską drogą - wąską i dużo dziur i ciągle góra-dół.

Ogólnie etap był szybki, w połowie UAE Team Emirates wyszło na czoło peletonu i podkręcili tempo. Nie wiem co chcieli zrobić, ale kilka kilometrów było à bloc. Peleton się rozciągnął, ale na bufecie wszystko się zjechało, BMC i Lotto Fix All wrócili na czoło.

Nie czułem się dziś dobrze, ale na 10 kilometrów przed metą byłem z przodu z Patrickiem Konradem. Na ostatnich 6 kilometrach było dużo zakrętów. Na kilometr lub 700 metrów przed metą na zakręcie oderwała się grupka pięciu zawodników i był tam Sam Bennett. On dobrze się czuje i moim zdaniem jest najsilniejszym sprinterem, jeśli chodzi o pokonywanie podjazdów.

Finalnie nie był to dla nas zły etap. Davide Formolo finiszował na 5. miejscu, a Patrick Konrad był 7., wysoko także Bennett na 44 miejscu.

Kolarz niemieckiej grupy Bora-hansgrohe Cesare "Czarek" Benedetti z trasy 101. edycji Giro d'Italia odczuciami i przemyśleniami dzieli się w dzienniku publikowanym na łamach "Rowery.org".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: