Primož Roglič. Niedoszły skoczek najlepszym kolarzem Słowenii

Primoz Roglic

Primož Roglič nie przestaje zadziwiać. 28-latek sięgnął właśnie po drugie zwycięstwo w tym sezonie, wygrywając wyścig Tour de Romandie. Z każdym kolejnym triumfem rodzą się pytania na co jeszcze stać byłego skoczka narciarskiego.

28 lat, na koncie 18 wygranych wyścigów, w tym etapy Giro d'Italia (2016) i Tour de France (2017), 5 wyścigów etapowych, a między nimi Wyścig Dookoła Kraju Basków i Tour de Romandie. Primož Roglič w ciągu trzech sezonów stał się najbardziej utytułowanym kolarzem szosowym Słowenii.

Wschodząca gwiazda słoweńskiego zawodnika, niegdyś skoczka narciarskiego, rozbłysła w tym roku dwukrotnie, po tym jak w kwietniu wygrał ściganie w ramach imprez WorldTour w Kraju Basków i zachodniej Szwajcarii.

Skok na głęboką wodę

Niemal przy każdym kolejnym kolarskim sukcesie Rogliča przypominany jest fakt, że jeszcze kilka lat temu Słoweniec ze ściganiem na szosie nie miał nic wspólnego. Co więcej, jego sezon trwał nie od lutego do października, a od listopada do marca i w jego trakcie nie wsiadał na rower, a zapinał narty i skakał. Początkowo jego kariera jako skoczka rozwijała się prawidłowo, bowiem w 2007 roku zdołał wraz z kolegami z reprezentacji zdobyć złoty medal w konkursie drużynowym podczas mistrzostw świata juniorów.

Kilka tygodni później wszyscy interesujący się skokami usłyszeli o młodym Słoweńcu, jednak nie przedstawił się on kibicom tak, jakby tego niewątpliwie oczekiwał. W nagrodę za ówczesne wyniki 17-letni wówczas Roglič został zgłoszony do kończącego sezon Pucharu Świata konkursu na mamuciej skoczni w Planicy. Tam jednak już podczas pierwszego treningu zaliczył fatalnie wyglądający upadek. a w konsekwencji doznał złamania kości nosowej, wstrząśnienia mózgu oraz licznych potłuczeń. Wypadek ten okazał się być początkiem końca kariery Słoweńca w skokach. Roglič bez sukcesów skakał jeszcze przez kilka lat i w 2012 roku postanowił dać spokój nartom.

Młody Słoweniec zdecydował jednak nie kończyć kariery sportowej - udział w triathlonach i duatlonach popchnęły go w kierunku kolarstwa. Już w 2013 roku w barwach słoweńskiej ekipy Adria Mobil 22-letni wówczas Roglič rozpoczął swoją kolarską karierę. W pierwszym sezonie najlepszym wynikiem Słoweńca był wyścig Tour de Slovenie, w którym zajął 15. miejsce w klasyfikacji generalnej i trzecie w klasyfikacji górskiej. Po pierwszym sezonie pewnie mało kto przypuszczał, że w kolejnych latach kariera Rogliča nabierze takiego rozpędu. Pierwsze przebłyski miały miejsce już w kolejnym sezonie, w którym udało mu się ukończyć kilka mniejszych wyścigów w czołowej dziesiątce.

Primoz Roglic na Col du Galibier

fot. ASO/Alex Broadway

Prawdziwy przełom nastąpił w sezonie 2015. Roglič, nadal ścigając się w barwach Adria Mobil, zdołał wygrać m.in Tour de Slovenie (2.1) oraz Tour d'Azerbaijan (2.1). Zajął też drugie miejsce podczas Wyścigu Dookoła Chorwacji, gdzie w klasyfikacji generalnej miejsca ustąpił jedynie Maciejowi Paterskiemu, ścigającemu się wówczas w barwach CCC Sprandi Polkowice. Świetny sezon zaowocował tym, że po zaledwie trzech sezonach jako zawodowiec, Roglič podpisał kontrakt z ekipą z WorldTour, LottoNL-Jumbo.

Po dołączeniu do holenderskiego zespołu Roglič postanowił skupić się na szlifowaniu umiejętności jazdy na czas. Na potwierdzenie, iż był to wybór trafiony nie trzeba było długo czekać. Podczas startu w swoim pierwszym Wielkim Tourze w karierze, jakim było włoskie Giro d'Italia (2016), 25-letni wówczas Słoweniec sensacyjnie sięgnął po zwycięstwo na 9. etapie. Na dystansie 40 kilometrów pokonał m.in. Fabiana Cancellarę, Boba Jungelsa czy Stefana Künga. Później na podium kończył jeszcze czasówki podczas Tour de Pologne czy Eneco Tour.

I gdy wydawało się, że to właśnie czasówki będą główną i jedyną specjalnością Rogliča, ten w sezonie 2017 jeszcze raz zaskoczył. Już na starcie sezonu sięgnął po zwycięstwo w wyścigu Volta ao Algarve, pokonując m.in. Michała Kwiatkowskiego. Później w czołówce kończył m.in. Vuelta al Pais Vasco oraz Tour de Romandie, w obu wygrywając etapy jazdy na czas, a w Kraju Basków sprytnym atakiem wyrywając jeszcze jeden etap sprinterom.

W lipcu przyszedł czas na kolejny pierwszy raz, Roglič otrzymał bowiem szansę wystartowania w Tour de France. I podobnie jak podczas Giro, tak i podczas "Wielkiej Pętli" Słoweniec swój pierwszy Tour okrasił etapowym zwycięstwem. I to nie podczas czasówki, a podczas górskiego etapu z La Mure do Serre-Chavalier, gdzie po drodze peleton mierzył się m.in. z legendarną przełęczą Col du Galibier. Jakby tego było mało, sezon zakończył srebrnym medalem w jeździe indywidualnej na czas podczas mistrzostw świata w Bergen. Jasne stało się więc, że w Słoweńcu drzemie potencjał na znacznie więcej niż tylko wygrywanie czasówek.

Primoz Roglic robi telemark na podium

fot. LaPresse/Gian Mattia D'Alberto

Etapówki wyższego rzędu

Pierwsza część obecnego sezonu zdaje się tylko to potwierdzać. Roglič sezon zaczął od piątego miejsca w wyścigu Volta a la Comunitat Valenciana i wygranego etapu Tirreno-Adriatico, w którym nie liczył się jednak w rozgrywce o końcowe podium. Kwiecień, jak wiemy, rozpoczął od zwycięstwa w Wyścigu Dookoła Kraju Basków, a zakończył triumfem w Tour de Romandie. Ten miesiąc niewątpliwie pozwolił nam dużo lepiej zdefiniować charakterystykę kolarską Słoweńca. Oba wygrane przez niego wyścigi mają bowiem kilka wspólnych cech.

Po pierwsze, są to wyścigi tygodniowe, po drugie w programie miały przynajmniej jeden etap jazdy na czas. A po trzecie, i chyba najważniejsze z perspektywy oceniania Rogliča, ich górskie etapy nie były najeżone długimi i wymagającymi podjazdami. Już podczas ścigania w Kraju Basków zauważalne było, że choć 28-latek z podjazdami radzi sobie co raz lepiej, to w przypadku mocnych ataków specjalistów od jazdy po górach ponosi pewne, niewielkie straty. Słoweńcowi na plus należy także zapisać chłodną głowę i spokój pod naporem rywali, a także dość dynamiczne reakcje na przyspieszenia kolarzy Movistaru czy Egana Bernala.

Wydaje się, że na ten moment to właśnie tygodniowe wyścigi zawierające czasówki i nie posiadające typowo górskich etapów stały się specjalnością Rogliča, którego tak szybki rozwój jest zaskoczeniem nawet dla dyrektorów ekipy LottoNL-Jumbo.

Jest z nami od ponad dwóch lat. To jak się rozwija jako kolarz, mając na uwadze, że w przeszłości był skoczkiem narciarskim, jest fenomenalne. Możliwość obserwowania jego ciągłego rozwoju jest dla nas spełnieniem marzeń. Dojrzewa jako człowiek, jako kolarz i jako lider naszego zespołu. Jest fantastyczną osobą do współpracy. Wygrał w ostatnim czasie dwa wyścigi z grona najbardziej prestiżowych etapówek w kalendarzu WorldTour

- przyznał Merijn Zeeman, dyrektor sportowy Team LottoNL-Jumbo.

Niewątpliwie z każdym kolejnym wygranym wyścigiem etapowym przez Rogliča pojawiać się będą pytania kiedy Słoweniec obierze na cel któryś z wielkich Tourów. Sam zainteresowany póki co podchodzi do tego temat bardzo spokojnie i, jak ostatnio przyznał, dobrze czuje się w tygodniówkach.

Roglič nie spieszy się z kolejnym krokiem, choć próba swoich sił w wyścigach trzytygodniowych jest logicznym, choć nie koniecznym krokiem. W tym roku liderem zespołu LottoNL - Jumbo we Francji ma być Steven Kruijswijk i to przy jego boku były skoczek narciarski będzie najprawdopodobniej uczył się jak jedzie się najważniejsze imprezy świata z presją wyniku i ramię w ramię z najlepszymi kolarzami globu.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

6 Comments

  1. Anderis

    30 kwietnia 2018, 22:15 o 22:15

    Przypomina mi się, jak kilka lat temu na forum narzekano, że nawet były skoczek narciarski ogrywa kolarzy CCC na trasach wyścigów. Nie trzeba było długo czekać, a wspomniany skoczek został jednym z czołowych kolarzy World Touru. 🙂

  2. Bo

    30 kwietnia 2018, 22:18 o 22:18

    Doleci na podium tdf cos czuje odp na tytulowe pytanie

  3. Bo

    30 kwietnia 2018, 22:19 o 22:19

    Przypominnam ze na tdf czesto jest jak na romandii czy baskach jesli chodzi o gory .

  4. reko

    1 maja 2018, 10:49 o 10:49

    ciekawi mnie ogólna tendencja w sportach zawodowych, szczególnie w kolarstwie-przechodzenia zawodników między dyscyplinami. Pomijając kolarzy górskich, triathlonitów, torowców-bo to dyscypliny pokrewne, to obecność byłego skoczka i biegacza średniodystansowego jest dosyć ciekawa. Ciekawe czy to zasługa przygotowania i treningów wytrzymałościowych, czy może oczyszczenia kolarstwa z hardcorowego koksu i wyrównania szans. Z drugiej strony Szurkowski też zaczynał później...Wracając do Roglica to chłopak zadziwia i życzyć mu trzeba jak najlepiej. Już doleciał wysoko, a czy zdoła powalczyć na grandtourach zobaczymy

    • Karol

      1 maja 2018, 23:14 o 23:14

      Jeżeli ktoś jest zawodowym sportowcem to ma talent ruchowy, wydolność, zdrowie i głowę do sportu na najwyższym poziomie. A to oznacza, że w każdym sporcie będzie lepszy niż 99% ludzi na świecie i w każdym sobie poradzi, chodzi o to żeby wybrać ten do którego ma się najlepsze predyspozycje.

      • reko

        2 maja 2018, 12:48 o 12:48

        na pewno masz rację, choć ciągle zastanawia mnie czy to kwestia mentalności, zmiany sposobów i metod treningowych jaka następuje w ostatnich latach, czy może też oczyszczania się kolarstwa

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: