Alejandro Valverde. Król ardeńskich klasyków gotowy na kolejną batalię

Alejandro Valverde

Walońska Strzała to Mur de Huy, mówią kolarze, mówią komentatorzy i kibice. Walońska Strzała to ostatnie 250 metrów Mur de Huy, doprecyzowałby Alejandro Valverde.

Pięciokrotny zwycięzca drugiego z ardeńskich klasyków podjazd pod Chemin des Chapelles w miasteczku Huy zna jak swoje pięć palców. Kolarze, którzy przejechali wyścig raz też mogą powiedzieć, że podjazd znają, ale Mur to nie kwestia wiedzy, a cierpliwości i zręcznego manewrowania na wąskiej uliczce, na której nachylenie przekracza 20%. Stroma ścianka w samej końcówce zaczyna się wypłaszczać - ostatnie 200 metrów to wciąż podjazd, ale o mniejszym nachyleniu. Ten właśnie punkt to granica królestwa Valverde.

Hiszpan w ostatnich sezonach nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, kto na mecie będzie pierwszy. Z pantałyku nie zbiły go ani wczesne ataki kolumbijskich górali ani wyczekiwane do ostatnich metrów ataki rywali. Niewielu kolarzy może pochwalić się, że w sprincie, w finale trudnego wyścigu, pokonało "Balaverde". Tym bardziej nie w finale Strzały Walońskiej.

Hiszpan, który na przestrzeni lat o wygrane potrafił z powodzeniem rywalizować zarówno z Lancem Armstrongiem jak i ze sprinterami, jest jednym z najszybszych zawodników w stawce i przy okazji także jednym z czołowych górali. Ta kombinacja pozwoliła mu na wyspecjalizowanie się w wykańczaniu trudnych końcówek długi i wyczerpujących wyścigów. Valverde pokazuje to świetnie podczas Vuelta a Espana, górskie końcówki o ekstremalnych nachyleniach potrafiąc perfekcyjnie "wyczuć" i resztki mocy przelać w zryw, na który z reguły nie ma odpowiedzi.

Valverde pokonuje Contadora i Rodrigueza w Andorze (2012)

Klasyki ardeńskie to wymarzony teren dla takiego zawodnika - podjazdy są sztywne, ale niezbyt długie, a na koniec interwałowej trasy trzeba popisać się finiszem na podjeździe. Wytrzymałość, dynamika, doskonałe wyczucie i bezwzględność w aplikacji decydującego ciosu brzmią niemal zbyt prosto gdy patrzy się na jazdę kolarza z Murcji - Valverde atakuje raz a skutecznie. Zarówno podczas Liege-Bastogne-Liege, jak i Walońskiej Strzały, wszyscy rywale wiedzą, gdzie spadnie cios. W ostatnich latach są zwykle bezradni.

Dopóki wygrywam, będę się ścigał. Mur de Huy to dla mnie wymarzony podjazd. Staram się jechać tak, aby nie pozwolić nikomu odjechać, oceniam dystans pozostający do mety i ruszam. Jeśli jestem na czele 250-200 metrów przed metą, trudno mnie pokonać. To jest mój dystans, na tym odcinku jestem mistrzem. Liege-Bastogne-Liege też ma taki finisz

- powiedział 37-latek, który w niedzielę na 5. miejscu ukończył Amstel Gold Race.

Valverde w karierze wygrał 9 ardeńskich klasyków - 4 razy najlepszy okazał się w Liege-Bastogne-Liege (2006, 2008, 2015 i 2017) i pięciokrotnie w Walońskiej Strzale (2006, 2014, 2015, 2016 i 2017). To o jedno zwycięstwo mniej niż Eddy Merckx i osiągnięcia kwalifikujące go, obok Philippe'a Gilberta, do miana najlepszego kolarza ardeńskich klasyków w XXI wieku.

Co roku muszę się przystosować do warunków i tego, co robią rywale. Im bardziej pagórkowata trasa, tym lepiej dla mnie. Jasne, ja też się męczę, ale w finale jest mi łatwiej. Rywale opadają z sił, łatwiej jest uzyskać dobrą pozycję

- tłumaczył Hiszpan, zwracając uwagę na to, jak kluczowe jest zachowania dobrej pozycji w peletonie przed kluczowymi podjazdami i w obliczu zrywającego się wiatru.

Kiedy pierwszy raz jechałem w tryptyku, odcięło mnie 15 kilometrów przed metą. Nie byłem dobry w wybieraniu pozycji i brakowało mi pewności siebie. Nie byłem pewny, czy jestem w stanie [wygrać]. Z upływem lat doświadczenie pozwoliło mi dotrzeć do punktu, w którym jestem.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: