Depresja Jenny Rissveds, silny głos Emmy Johansson

Mistrzyni olimpijska Jenny Rissveds walczy z problemami natury psychicznej, a Emma Johansson dzieli się doświadczeniem sportowca, żyjącego pod presją sukcesu.

Złoty krążek olimpijski odmienia życie większości sportowców. Sponsorzy, sława, kontrakty, wywiady, emerytura olimpijska. Sukces ma jednak swoją cenę, ciemniejszą "stronę medalu", która rzadko wychodzi na światło dzienne.

Jenny Rissveds, mistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim cross-country, nie wystartowała w sezonie 2018 i najprawdopodobniej nie wystartuje w żadnym z wyścigów MTB. 23-letnia Szwedka nie udźwignęła sukcesu olimpijskiego, który w połączeniu z rodzinną tragedią i kłopotami w narodowym związku, okazały się zbyt wielkim ciężarem, aby "bawić się" w zawodowy sport.

Rissveds pod koniec lutego na własne życzenie rozwiązała kontrakt z ekipą Scott-Odlo, ponieważ chce mieć czas na powrót do równowagi psychicznej.

To stało się tak szybko. Od zera do wygranych w Pucharze Świata, mistrzostwa globu, złota olimpijskiego. W pewnych okolicznościach i w połączeniu ze zbyt dużą presją, pogubiłam się. Z depresją walczę od dwóch lat. Zaczęło się na początku 2016 roku, ale jakoś dałam radę przejść przez sezon, który przyniósł mi wyniki, o jakich nie śniłam. Ostatniej zimy mój organizm był zbyt wycieńczony, dniami nie wychodziłam z łóżka. Dnie zmieniły się w tygodnie. W listopadzie 2017 roku zdałam sobie sprawę, że muszę przestać wywierać na siebie presję w kwestii treningu i codziennego życia. Spałam dniami i nocami, podejmowałam jak najmniej aktywności, a moją rutyną był jeden spacer dziennie, nawet jeśli musiałam zmuszać się do wyjścia. Dziś jestem gotowa być żyć na nowo, by robić kolejne kroki i cieszyć się byciem na tej ziemi. Proces, który przechodzę uczyni mnie silniejszą w tym, co będę w życiu robiła

- wyznała 28 lutego we wpisie w serwisie Instagram, ogłaszając odejście z zespołu.

W kontekście problemów młodej, acz utytułowanej zawodniczki, głos zabrała jej bardziej doświadczona rodaczka - Emma Johansson - której historia rzuca nieco więcej światła na olimpijską presję, pod którą znajdują się sportowcy.

Droga do złota

O Jenny Rissveds głośno zaczęło się mówić w roku 2012, kiedy to jako juniorka zdobyła mistrzostwo Europy w kolarstwie górskim cross-country. Rok później Szwedka, już w gronie orliczek, była bardzo blisko powtórzenia tego sukcesu, lecz tym razem zdobyła srebrny medal. Przełomowy był rok 2015, w którym to Rissveds wygrała sześć zawodów cyklu Pucharu Świata oraz zajęła 3. miejsce w próbie przedolimpijskiej w Rio de Janeiro.

Szwedka już wtedy uznawana była za wielki talent. Przyszedł rok 2016, a młoda zawodniczka ze Skandynawii dokonała czegoś niesamowitego. Mimo że mogła startować jeszcze jako orliczka, większość wyścigów pojechała w kategorii elity kobiet. Wyjątkiem były tylko imprezy mistrzowskie, nieudane mistrzostwa Europy na rodzinnych szlakach, a później zakończone złotem w gronie orliczek mistrzostwa świata w Nowym Mescie na Morawach.

Główny cel sezonu 2016 Rissveds miała już za sobą, ale na horyzoncie widniał jeszcze start w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Przed igrzyskami niespodziewanie wygrała Puchar Świata w Lenzerheide w kategorii elity kobiet, ale nie była stawiana w pierwszym rzędzie faworytek do walki o medale.

Szwedka pojechała jednak kapitalny wyścig, pokonując na trasie w Rio Maję Włoszczowską i Catherine Pendrel. Złoto olimpijskie w wieku 22 lat - świat znalazł się u jej stóp.

Problemy

Olimpijskie złoto nie przyniosło jednak szczęścia. Sezon 2017, na który złożyło się tylko sześć startów, najeżony był problemami, których efekty znalazły odzwierciedlenie w zdawkowym komunikacie prasowym zespołu Scott-Odlo z lutego 2018 roku. Informacja o rozwiązaniu kontraktu z najlepszą zawodniczką globu była zaskoczeniem dla kolarskiego światka.

Jenny podjęła decyzję i poinformowała Thomasa Frischknechta, dyrektora zespołu, który zaakceptował jej wolę i rozwiązał kontrakt. Po zdobyciu złotego medalu igrzysk olimpijskich Jenny stanęła w obliczu zupełnie nowej sytuacji, można powiedzieć - nowej rzeczywistości. Wiele zmieniło się w jej życiu w krótkim okresie czasu. Niektóre zmiany były pozytywne, ale niestety niektóre negatywne, jak niefortunna sytuacja sporu ze szwedzką federacją i strata obojga dziadków

- czytamy w komunikacie tłumaczącym rozstanie Rissveds z ekipą.

Pierwsze sygnały, że w życiu sportsmenki nie dzieje się najlepiej pojawiły się na początku roku 2017, kiedy po zwycięstwie w Absa Cape Epic reprezentantce Szwecji zmarli dziadkowie. Rissveds przeżywała trudne chwile, przez co opuściła dwa pierwsze Puchary Świata. Do ścigania wróciła pod koniec kwietnia i za cel obrała start w mistrzostwach świata w australijskim Cairns. Przygotowania do tej imprezy szły dobrze, gdy nagle stanął kolejny problem, a mianowicie konflikt między sponsorami ekipy i Szwedzką Federacją Kolarską.

Na mistrzostwach świata zawodniczka ma obowiązek startu w stroju dostarczonym przez macierzysty związek. Sponsorem kadry Szwecji jest szwedzka firma POC, natomiast teamu Scott-Odlo oraz indywidualnym zawodniczki są konkurencyjne firmy Scott oraz Oakley. Federacja nakazała startu z logiem firmy POC, natomiast sponsor chciał widzieć swoją zawodniczkę w okularach Oakleya oraz kasku Scotta. Obie strony nie znalazły porozumienia w tej sprawie i Rissveds musiała podjąć decyzję o opuszczeniu imprezy.

W podsumowującym sytuację wpisie na Instagramie Szwedka nie chciała nikogo obwiniać, ale wczytując się w tekst można było zauważyć symptomy problemu, zasadzające się na zagubieniu w wirze sponsorów, kontraktów i sprzecznych interesów.

To był proces, który zaczął się w lutym 2016 roku, gdy moje imię zostało sprzedane jako brand i kontrakty zostały niezbyt szczęśliwie podpisane, nieco za moimi plecami. Wszyscy na tym stracimy, ale osobą, która straciła najwięcej, straciła półtora roku, jestem ja. Jestem smutna, czuję, że mnie wykorzystano i gdyby nie ludzie, którzy dniami i nocami walczyli o moje prawa, martwiłabym się o swoją przyszłość

- napisała.

Olimpijska presja

Ogłoszenie decyzji Rissveds do zabrania głosu sprowokowało Emmę Johansson - jedną z bardziej znanych zawodniczek ścigających się na szosie w ostatniej dekadzie. 34-latka, srebrna medalistka olimpijska z Pekinu (2008) i Rio de Janeiro (2016), a obecnie już na sportowej emeryturze, na swoim blogu podzieliła się historią swojego życia, a w zasadzie wyścigu, który w dużej mierze zdefiniował jej karierę.

Srebrny medal igrzysk olimpijskich w wyścigu ze startu wspólnego w Pekinie to jeden z jej największych sukcesów. Jak się okazuje - także mało przyjemne doświadczenie, które ukształtowało trzykrotną medalistę mistrzostw świata i triumfatorkę imprez takich jak Trofeo Alfredo Binda czy Thüringen Rundfahrt.

Dla niektórych może wydawać się zaskakujące, jak sportowiec, który wydaje się mieć wszystko w garści, nie może znaleźć właściwej równowagi w życiu. Granica między sukcesem, porażką i wypaleniem jest bardzo cienka. W ogóle się nie dziwię

- napisała srebrna medalistka z Pekinu, odnosząc się do sytuacji swojej młodszej koleżanki.

Byłam w Rio i byłam z Jenny po tym zwycięstwie. Jadłyśmy nawet ciasto wieczorem. Przypomniał mi się Pekin. Po zdobyciu medalu czujesz się nieswojo, jakbyś unosiła się nad obłokami. Nie ma "zbyt wiele", na wszystkie pytania chętnie odpowiesz TAK. Nie wiedząc, co to przyniesie. Aż robi się za późno

- komentowała Johansson.

fot. QCF/Paumer/Kåre Dehlie Thorstad

Historia opisana przez Szwedkę znana była bardzo nielicznym i rzuca bardzo negatywne światło na medialny wyścig informacyjny i przedmiotowe traktowanie sportowców, którzy odnoszą sukcesy na arenach międzynarodowych.

W deszczowy dzień, 9 sierpnia 2008 roku, obudziłam się jako Emma, ​​nieznana zawodniczka, która otrzymała tylko jedno pytanie na konferencji prasowej przed wyścigiem. Nie miałam pojęcia, że ​​kilka godzin później będę dla całej Szwecji "Silver Emmą". To wszystko wydarzyło się tak szybko i nie mogłam w to uwierzyć, kiedy przekroczyłam linię jako druga. Srebro na igrzyskach!

- opisywała na swoim blogu Szwedka.

Potem to wszystko stało się jakieś mgliste. Konferencja prasowa, potem jeszcze więcej wywiadów pod hotelem, szybki prysznic, kolejne wywiady podczas obiadu i zmiany rozkładu. Długa wycieczka do Pekinu (w trakcie której przez telefon udzielałam wywiadów), gdzie pojechaliśmy do studia szwedzkiej telewizji. Kiedy wreszcie położyłam się do łóżka, nie mogłam spać. Było tego po prostu za dużo.

Następnego dnia na treningu jechał za nami samochód mediów. Wszystko musiało być na taśmie. Potem spotkanie w ambasadzie, miało być małe przyjęcie dla sponsorów, bez mediów. Na miejscu oczywiście czekała na mnie horda dziennikarzy, każdy chciał porozmawiać. Wtedy zaczęłam trochę panikować. 30 godzin od zakończenia wyścigu, a ja chodzę od jednego spotkania do drugiego, nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z rodziną ani zrozumieć, co się stało

- wspominała.

Johansson w całej sytuacji mogła liczyć na swojego męża i trenera, Martina.

Z poziomu obłoków spadłam na łóżko, płacząc i żałując, że olimpijski medal w ogóle stał się moim udziałem. Wtedy wkroczył Martin, spytał mnie czy coś chcę mu powiedzieć, bo on nie chce przeczytać o tym w gazetach. Odwołał wszystkie spotkania. To, co zrobił tego wieczoru prawdopodobnie ocaliło moje życie

- wyznała.

Dzięki temu nigdy u mnie nie doszło do wypalenia. Nauczyłam się walczyć o swoje. Mam nadzieję, że Jenny i wszyscy inni, którzy są w podobnym stanie, znajdą sposób, by sobie z tym poradzić. Jako sportowiec, trzymasz balans pomiędzy treningiem, jedzeniem i zdrowiem. Jesteś przygotowana na wygraną, ale to, co przychodzi wraz z medalem, wykracza poza twoje pojęcie

- dodała.

Pełny wpis Johansson, w języku angielskim, dostępny jest tutaj.

Przedstawione historie nie są jedynymi przypadkami depresji kobiet w kolarstwie, czy szerzej u sportowców. W kolarskim świecie nie tak dawno mówiło się o podobnych problemach u Pauline Ferrand-Prevot,  Australijki Loren Rowney czy Holendra Lieuwe Westry, a także startującej w przełajach Amerykanki Kaitie Antonneau. W Polsce najgłośniejszy w ostatnich latach przypadek związany jest z Justyną Kowalczyk.

Przypadki sportowców, którzy zdecydowali się o tym opowiedzieć, łączy przesłanie by w trudnych chwilach nie bać się poprosić o pomoc. Historie te pokazują także problem świata sportu - przy dużej presji, w erze nieustannego przepływu informacji i uwieczniania każdego momentu sportowej przygody, łatwo zatraca się czynnik ludzki. Kibice i media, śledzący wyniki sportowych bohaterów, o ich życiu, codziennych problemach wiedzą bardzo niewiele lub nic, co nie przeszkadza im w łatwym ferowaniu krzywdzącymi ocenami. Pamiętajmy, że za każdym herosem aren kryje się człowiek, taki sam jak ja i ty.

Konsultacja: Magda Tkacz

Tłumaczenia: Paweł Gadzała

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

5 Comments

  1. M

    27 marca 2018, 16:54 o 16:54

    No proszę. A pamiętam jak Maja Włoszczowska stawiała ją jako wzór do naśladowania, bo to taka radosna dziewczyna, która się nie spina, tylko cieszy się jazdą.

    • Romek

      28 marca 2018, 14:38 o 14:38

      Sportowcy tak paplają bez ładu i składu. Silna noga i płuca jak miechy nie decydują tym że można się na każdy temat wypowiadać z sensem :/

  2. stasik

    27 marca 2018, 20:28 o 20:28

    Świetny tekst!

  3. Apollo

    28 marca 2018, 08:50 o 08:50

    Życzę jej powrotu do zdrowia i cieszenia się życiem oraz sportem. !

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: