Paryż-Nicea 2018. Hiszpańska armada na Lazurowym Wybrzeżu

Końcowe podium Paryż-Nicea 2018

Nowa generacja hiszpańskich zawodników do głosu dochodzi w wyścigach WorldTour. Podczas Paryż-Nicea kolarze z Półwyspu Iberyjskiego nawiązali do występów odchodzących na sportową emeryturę kolegów.

Pięciu Hiszpanów w czołowej dziesiątce ostatniego etapu Paryż-Nicea, z tego dwóch na końcowym podium i kolejnych dwóch w czołowej dziesiątce wyścigu. Pokolenie hiszpańskich górali przełomu lat 80. i 90. na dobre przejęło pałeczkę od "starej gwardii" - reprezentowanej przez Alberto Contadora, Joaquina Rodrigueza oraz wciąż obecnej w osobie niezniszczalnego Alejandro Valverde.

Zmiana pokoleniowa nie jest jeszcze tak wyraźna, ciężar osiągania wyników do tej pory spoczywał na tych bardziej doświadczonych. Do ubiegłego roku główne role odgrywali Alberto Contador i Alejandro Valverde. Teraz na placu boju pozostał samotny "El Bala", który już młodszy nie będzie i, mimo że nadal wygrywa wyścigi, to wypatruje swojego następcy.

Podobnie hiszpańscy kibice, którzy w obliczu końca karier wieloletnich idoli odczuwają pewną pustkę. W pierwszych miesiącach sezonu 2018 zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego zaczynają jednak wychodzić z cienia i odgrywać kluczowe rolę w kontekście dużych wyścigów. Oczywiście wyrwa po wielkich zawodnikach nie zostanie od razu wypełniona, ale widoki są niezwykle pozytywne. Proces zmiany pokoleniowej nie jest też wydarzeniem jednego wyścigu - hiszpańską flagę na trasie choćby Paryż-Nicea wbił 34-letni Luis Leon Sanchez, który imprezie przewodził przez dwa dni, a trudno zaliczyć go zarówno do młodej jak i odchodzącej generacji.

27-letni de la Cruz, 27-letni Omar Fraile, 27-letni Ion Izagirre oraz nieco młodszy, 24-letni Marc Soler, wspierani przez nieco starszego Gorkę Izagirre, zdominowali rywalizację wokół Nicei.

Dla de la Cruza wygrana na nieprzewidywalnym odcinku była potwierdzeniem dłuższego procesu. Hiszpan przed rokiem po podobnej gonitwie ograł nie byle kogo bo samego Alberto Contadora - kolarza, na którego wygranych wychował się. To będzie dla niego niewątpliwie ogromną motywacją do dalszej pracy. Kolarz Team Sky stopniowo osiąga coraz lepsze wyniki. W ubiegłym roku był 4., a dwa lata temu 7. w Vuelta al Pais Vasco, po drodze wygrywając etap i podbudowując się etapowym triumfem w Vuelta a Espana (2016). Z pewnością chciałby postawić kolejny krok naprzód, a "wyścig ku słońcu" daje mu wszelkie argumenty ku temu.

To był naprawdę ciężki i gorący dzień, ale byliśmy skupieni od początku do końca. Wygranie jednego etapu jest trudne, a powtórzenie tego w kolejnym roku to coś wyjątkowego. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty, niestety wcześniej straciliśmy Wouta [Poelsa], ale mimo to pokazaliśmy, że z Team Sky zawsze trzeba się liczyć.

- tłumaczył mediom na mecie de la Cruz, pozdrawiając przy tym swoich najbliższych.

Fraile, który z uciekiniera i kolarza polującego na klasyfikacje górskie w ostatnich dwóch sezonach zmienił się w łowcę etapowych skalpów. Wychodzi mu to różnie, ale cechuje się nieustępliwością i walecznością, więc jeśli nie uda mu się jednego dnia, to możemy mieć pewność, że następnego będzie podwujnie zdeterminowany. We Francji był blisko zwycięstwa, ale musiał obejść się smakiem. W tym rok za cel zamierza obrać Tour de France, więc przetarcie w Nicei na pewno mu się przyda.

Bracia Izagirre po wyprowadzce z Movistaru także rozwinęli skrzydła. U Eusebio Unzue byli skazani na pomoc liderom, a w Bahrain-Merida to oni przewodzą zespołowi. Już wcześniej pokazywali, że potrafią wygrywać, ale nigdy nikt odważnie na nich nie postawił. W tym roku od początku sezonu nie spuszczają z tonu i trzymają się światowej czołówki. Na Paryż-Nicea grali główne skrzypce, zajmując odpowiednio 3. i 4. miejsce, a gdyby nie głupia kraksa na zjeździe, mogło być nawet lepiej.

Ion Izagirre ma już pewne doświadczenie w wygrywaniu WorldTourowych imprez - wygrał Tour de Pologne, etapy Tour de France, Giro d'Italia i Tour de Romandie. 27-latek chciałby spróbować swoich sił w Wielkim Tourze i chyba w tym roku dostanie swoją szansę.

Hiszpański kolarski światek jest skupiony na poszukiwaniu nowego "El Pistolero". Oczywiście taki kolarz rodzi się raz na dekadę albo dwie, ale każdy młody i utalentowany góral brany jest tu pod uwagę.

Po zwycięstwie w Tour de l'Avenir to Ruben Fernandez miał być jego następcą, ale w ostatnim czasie zdecydowanie wyhamował i nie wiadomo jak potoczy się jego kariera. W oczach kibiców jego miejsce zajął Marc Soler, który już w ubiegłym roku pokazywał, że po górach jeździć potrafi. Ten sezon zaczął od zwycięstwa w Paryż-Nicea, a to, w połączeniu z poprzednimi dobrymi występami w górskich etapówkach, znaczy, że także może nie uniknąć porównań do Contadora.

Nie mogę w to uwierzyć. Każdy z kolegów ciężko na mnie pracował i szczęśliwie udało się nam osiągnąć sukces w świetnym stylu. Naprawdę nie spodziewałem się czegoś takiego, marzenia stały się rzeczywistością. Muszę iść krok za krokiem, najważniejsze jest teraz utrzymanie formy i dalszy rozwój. Czuję się zdecydowanie lepiej niż przed rokiem, wiem już czym jest zawodowego kolarstwo. Moim kolejnym wyścigiem będzie Volta a Catalunya, gdzie będę wspierał Alejandro [Valverde] i Nairo [Quintanę]

- powiedział uradowany Hiszpan, który do 17 roku życia trenował piłkę nożną.

Harce hiszpańskich zawodników we Francji to jednak jeszcze nie liga Mikela Landy. Urodzony także w 1989 roku Bask od trzech sezonów jest olbrzymią nadzieją hiszpańskich kibiców. Wyniki w Grand Tourach łączy z ułańską fantazją i miłym dla oka stylem jazdy, a po kilku sezonach jazdy w roli pomocnika w końcu będzie miał szansę powalczyć na własny rachunek.

Wcześniejsze lata nie były chude, ponieważ Hiszpan zameldował się na 3. miejscu Giro d'Italia i był 4. w Tour de France. Dorzucił do tego kilka etapów triumfów m.in. na Giro d'Italia, Vuelta a Espana i Vuelta al Pais Vasco. Teraz będzie spoczywała na nim tak wielka odpowiedzialność za wynik, jakiej do tej pory nie odczuwał.

Początek sezonu wygląda solidnie w jego wykonaniu, o czym świadczy wygrana etapowa na Tirreno-Adriatico, którą zadedykował tragicznie zmarłemu w ubiegłym roku Michele Scarponiemu.

Postać Michele na zawsze pozostanie w mojej pamięci, w ten sposób mogłem oddać mu hołd. On zawsze był szczęśliwy i cieszył się szczęściem ze swoją ekipą. W Movistarze jeżdżę w trochę innym stylu - mogę więcej atakować - a to bardzo mi odpowiada. Chciałbym być na podium Tirreno-Adriatico, ale kilku zawodników lepiej ode mnie jeździ na czas

- powiedział Bask.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Apollo

    12 marca 2018, 13:13 o 13:13

    Czy ktoś z PZKol lub rządowy minister sportu czytał ten artykuł ? Jeżeli nie to poroponuje im go podesłać by zabrali się do pracy nad przyszłością naszego kolarstwa bo za 5 lat ten sport będzie w Polsce popularny jak skoki narciarskie w Kenii !!! 🙂

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: